
Ryszard Michalski już dawno chciał się pozbyć starego, lecz uciążliwego wynalazku ludzkości, z którego od lat korzysta na swojej posesji w tarnowskim Krzyżu. Chodzi o podziemny zbiornik nieczystości płynnych zwany popularnie szambem. Pan Ryszard nabrał nadziei, gdy w okolicy Tarnowskie Wodociągi rozpoczęły nowe inwestycje związane z budową sieci kanalizacyjnej. Okazało się jednak, że plany te ominą Michalskiego i jako jedyny w okolicy nadal pozostanie ze swoim szambem, patentem, wydawałoby się, już z poprzedniej cywilizacji.
– Szambo to jest duży kłopot – mówi pan Ryszard, który do małego domku przy ulicy Krzyskiej przeprowadził się dziesięć lat temu. – Kłopot dla właściciela i sąsiadów, którzy narzekają na przykre zapachy. Zbiornik trzeba regularnie opróżniać, żeby nie dostać mandatu od Straży Miejskiej, zresztą jestem przez nich systematycznie kontrolowany i wtedy okazuję rachunki za wywóz nieczystości. Poprzedni właściciel posesji zbudował duży zbiornik i wywóz, który kosztuje już 150 zł, robiony jest cztery, pięć razy w roku.
Michalski ucieszył się więc, gdy dowiedział się, że Tarnowskie Wodociągi w jego rejonie rozbudowują sieć kanalizacyjną. Likwidacji miały ulec jedne z ostatnich w Tarnowie cuchnące szamba. Miasto skanalizowane jest w ok. 99 proc., ale szacuje się, że jeszcze ok. 200 gospodarstw domowych z rożnych powodów nie jest przyłączonych do sieci. Położone są one głównie w dzielnicach Klikowa i Krzyż.
Chcę zmiany
Pan Ryszard był przekonany, że z tej ostatniej listy zostanie wykreślona jego posesja, lecz tak się nie stało. Nadal musi korzystać z wielowiekowego wynalazku na gromadzenie domowych ścieków.
– Jeśli nic się nie zmieni, będę jedyny w okolicy, który to szambo będzie musiał użytkować – żali się.
Do Tarnowskich Wodociągów wystosował pismo: „(…) Posiadam tylko szambo, które firma musi co chwila wywozić i jest to bardzo uciążliwe. Dbam o ekologię, a takie wywożenie ścieków i zapach z tym związany nie przyczyniają się do ochrony środowiska. Państwo wysyłacie na mnie skargę do Straży Miejskiej, że niby nie wywożę ścieków (a mam na to rachunki), a studzienki nie chcecie mi podłączyć, żebym mógł to zmienić (…)”.
W czym problem? Tarnowskie Wodociągi odpowiedziały właścicielowi posesji z ul. Krzyskiej, że na etapie opracowywania dokumentacji biuro projektowe działające na zlecenie Wodociągów nie uzyskało zgód właścicieli sąsiednich nieruchomości na wejście na teren umożliwiający rozbudowę kanalizacji sanitarnej.
Ryszard Michalski nie zgadza się z tym argumentem. Dziennikarza oprowadza wokół swojej posesji, twierdzi, że nie ze wszystkimi jego sąsiadami były prowadzone w tej sprawie rozmowy, pokazuje zakrzaczone miejsce położone w pobliżu ulicy, w którym – jego zdaniem – można byłoby poprowadzić sieć.
Wygódka na podwórku
Tadeusz Rzepecki, prezes Tarnowskich Wodociągów, poinformował nas, że plany związane z budową kanalizacji w Krzyżu od początku obejmowały również nieruchomość Ryszarda Michalskiego. Brano pod uwagę trzy warianty możliwości przyłączenia jej do sieci, ale ani jeden nie okazał się skuteczny. Prezes potwierdza wcześniejszą informację, iż zgód na rozpoczęcie prac nie uzyskano nie tylko od właścicieli posesji, z którymi sąsiaduje Michalski, ale także od Zarządu Dróg i Komunikacji w Tarnowie, gdy jeden z wariantów zakładał przyłączenie nieruchomości do kolektora zlokalizowanego na ul. Jesionowej.
– Nasza spółka jest zainteresowana podłączeniem wszystkich nieruchomości do kanalizacji sanitarnej – zapewnia prezes Rzepecki. – Nie zawsze jednak jest to możliwe, na przykład w przypadku, gdy stan majątkowy danej nieruchomości pozostaje nieuregulowany, nic nie wiadomo o spadkobiercach zmarłych właścicielach itp. Wtedy nie możemy prowadzić na własną rękę prac, gdyż jest to prywatna własność.
Prezes mówi, że w Tarnowie zdarzają się jeszcze nieruchomości nawet z wygódką postawioną gdzieś koło domu, ale to już jest całkowity margines.
Obowiązek gospodarza
– Wszędzie tam, gdzie właściciel ma techniczną możliwość podłączenia się do istniejącej sieci kanalizacyjnej, zgodnie z prawem jest zobowiązany to zrobić – wyjaśnia Tadeusz Rzepecki. – Może być administracyjnie przymuszony przez gminę do wypełnienia tego obowiązku, co wynika z mocy odpowiedniej ustawy. Zbiornik wybieralny na nieczystości nie powinien już wtedy być czynny. Straż Miejską informujemy o właścicielach posesji, które mogłyby być podłączone do sieci, ale nadal nie mają z nami umowy. Strażnicy sprawdzają, w jaki sposób na tych posesjach prowadzona jest gospodarka ściekowa. Przy okazji dodam, że dawny zbiornik po nieczystościach można wykorzystać na inne cele, choćby na magazyn wody opadowej. Tak, po przeprowadzeniu dezynfekcji nie ma przeciwskazań, zresztą po pewnym czasie ścieki tracą swoją aktywność.
Tarnowskie Wodociągi zaproponowały Ryszardowi Michalskiemu, aby w ramach kontaktów dobrosąsiedzkich uzyskał zgody od sąsiadów, co umożliwiłoby doprojektowanie i realizację przez spółkę podłączenia jego posesji.
Nowe negocjacje
Ostatnia informacja, którą otrzymaliśmy z Wodociągów, jest taka, że spółka przeprowadziła rozmowy z pracownią projektową Ekosystem, której zlecono nadzór autorski nad rozbudową sieci kanalizacyjnej w dzielnicy Krzyż, i uzyskała deklarację, że projektant ponowi próbę negocjacji z właścicielami działek celem umożliwienia wykonania kanalizacji na działce Ryszarda Michalskiego. Jeśli i tym razem nie powiodą się negocjacje – w jednym przypadku zachodzi konieczność usunięcia z prywatnej posesji drzew – problem Michalskiego pozostanie nierozwiązany. Nadal będzie on skazany – jako jeden z ostatnich w mieście – na szambo, patent z minionych epok.
Mówi rozgoryczony: – Zostanę sam z tym kłopotem i to na jeszcze bardzo długo.























