
Już wiosną tego roku pojawiły się informacje, że mogą wzrosnąć – i to zdecydowanie – opłaty za egzaminy na prawo jazdy. Mowa była nawet o 200 zł w przypadku najbardziej popularnego egzaminu dotyczącego kategorii B. Mimo tych zapowiedzi wciąż wszystko pozostaje po staremu, ale wiele wskazuje na to, że nie na długo. Po Nowym Roku cennik opłat w ośrodkach ruchu drogowego może się zmienić – na niekorzyść kandydatów na kierowców.
Kiedy dokładnie się to stanie, jeszcze nie wiadomo. Wiadomo tylko, że będzie drożej – i to znacznie. Ośrodki ruchu drogowego, które organizują państwowe egzaminy na prawo jazdy, od dłuższego czasu alarmują, iż są na skraju bankructwa. Jak podaje portal Business Insider, większość ośrodków już w 2019 r. zamknęła działalność ujemnym wynikiem finansowym, który w skali kraju wyniósł prawie 10,4 mln zł. W trudnym, pandemicznym roku 2020, strata wynosiła ponad 44 mln. W ubiegłym roku ORD-y były na minusie wynoszącym prawie 13 mln zł. Postępuje też spadek przychodów z działalności egzaminacyjnej; we wspomnianym 2020 roku notowany był na poziomie 20 procent.
– Potwierdzam, że sytuacja ośrodków jest zła i pogarsza się – mówi Paweł Gurgul, dyrektor Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Tarnowie. – Przykładowo egzamin państwowy, teoretyczny, kosztuje dzisiaj 30 złotych. Nie słyszałem, aby jakikolwiek inny płatny egzamin był jeszcze w tej cenie. To są stawki, które obowiązują od stycznia 2013 roku. Prawie przez dziesięć lat nie były zmieniane. A w tym czasie podrożało już wszystko.
Tak tanio?…
Podrożały koszty utrzymania, koszty eksploatacji floty, wynagrodzenia pracowników. ORD-y są samofinansującymi się jednostkami sektora finansów publicznych, powołanymi do obsługi obywateli w zakresie egzaminów na prawo jazdy. Aby mogły się one utrzymać, ich wydatki i opłaty w ostatecznym rachunku muszą się bilansować. Dzisiaj wydatki zdecydowanie przekraczają wpływy, a proces ten zachodzi tym szybciej, im szybciej rosną drożyzna i inflacja. ORD-y nie są współfinansowane ani przez samorządy województw, ani przez budżet państwa – same muszą zarobić na siebie.
Może stąd to popularne podejrzenie wielu kursantów, któremu ośrodki ciągle zaprzeczają, że niska zdawalność egzaminów na prawo jazdy wynika z chęci osiągnięcia przez ORD-y dodatkowych przychodów?
– Te dwie kwestie nie mają ze sobą nic wspólnego – zapewnia dyrektor Gurgul. – Jeśli chodzi o opłaty egzaminacyjne, obecnie mamy dużo pytań od osób zainteresowanych uzyskaniem prawa jazdy. Pytają o ceny, często są zaskoczone, że na razie się nie zmieniły.
Kasa u marszałka
W kraju dojrzewa koncepcja, nad którą pochyli się Sejm RP, aby w najbliższej przyszłości, może już po Nowym Roku, ośrodki ruchu drogowego finansowali marszałkowie województw, którzy dotychczas jedynie nadzorowali działalność ORD-ów. Problem w tym, iż w ramach nowych kompetencji będą oni mieli możliwość dotowania ośrodków, ale nie wiadomo, z jakich źródeł.
– Trudno raczej sobie wyobrazić, że będzie to polegało na tym, że marszałek, aby dofinansować ORD, zrezygnuje z zakupu aparatury medycznej do wybranego szpitala albo z jakiejś innej zaplanowanej inwestycji – zauważa Paweł Gurgul.
Zatem łatwiej sobie wyobrazić coś innego. To mianowicie, że marszałkowie, którzy będą mogli ustalać cenniki opłat za egzaminy, będą mogli, rzecz oczywista, również znacznie podwyższać obowiązujące stawki. Dziś są one jednolite – ustalane przez Ministerstwo Infrastruktury – w całym kraju i dla przykładu koszt pełnego egzaminu na prawo jazdy kategorii B wszędzie wynosi 170 zł. Jeżeli cennik znajdzie się w gestii urzędów marszałkowskich, cena ta, hipotetycznie przyjmując, w Małopolsce wyniesie być może 190 zł, na Mazowszu 210, a na Śląsku 200. Zapanuje pod tym względem pełna dowolność.
Niektórzy marszałkowie już się buntują, jak np. marszałek województwa mazowieckiego, i ostrzegają, że jeśli posłowie, pracując nad nowymi regulacjami w tej kwestii, przerzucą na samorządy finansowanie ośrodków ruchu drogowego i ustalanie opłat za egzamin, to taka ustawa zostanie zaskarżona. Samorządy wojewódzkie zdają sobie sprawę z tego, że już dzisiaj musiałyby dołożyć do ORD-ów 17 mln zł. Tylko skąd?
Wyczerpane rezerwy
– Wprawdzie większość ośrodków w kraju zdołała wcześniej wypracować pewną pulę środków, które są teraz dostępne, lecz one mogą być przeznaczone wyłącznie na inwestycje, nie na potrzeby bieżące – zaznacza szef tarnowskiego MORD. – Nasz ośrodek w pierwszym półroczu 2022 odnotował stratę finansową, korzystny był trzeci kwartał, w którym byliśmy na plusie. Ale to szczególny okres: lato, wakacje, większa liczba młodych ludzi, którzy w wolnym czasie chcą zdobyć prawo jazdy. No i sezon dla motocyklistów. Teraz końcówka roku znów będzie dla nas trudna. Co w tej sytuacji będziemy mogli zrobić? Czy za zgodą ministra wziąć kredyt bankowy?
Dyrektor mówi, że jego zdaniem wszelkie możliwe oszczędności zostały w MORD już poczynione, łącznie z kadrowymi.
– Jeśli nawet jeden pracownik wybiera się na urlop, to już powstaje problem z zastąpieniem go. Ostatnio wymieniliśmy na placu także oświetlenie – na ledowe – żeby mniej płacić za energię elektryczną. Mówię o prostych rezerwach, które zostały wykorzystane, ale to nie jest rozwiązanie problemów. Konieczne są zmiany systemowe, które pozwolą ośrodkom ruchu drogowego przetrwać.
Cisza
Kiedyś ORD-y zarabiały na niesfornych kierowcach, którzy wskutek popełnionych wykroczeń otrzymali dużą liczbę punktów karnych i w celu ich redukcji mogli zapisać się na odpłatne szkolenia. Były one źródłem dodatkowych przychodów. To jest już nieaktualne. Aktualna miała być sprawa podobnych płatnych szkoleń reedukacyjnych organizowanych przez ORD-y na zmienionych zasadach, lecz w sprawie tej zapadła cisza. Nie wiadomo, kiedy ta inicjatywa zostanie wreszcie urzeczywistniona.
Mimo trudności MORD w Tarnowie w wyniku przeprowadzonego postępowania przetargowego zakupił nowe pojazdy egzaminacyjne. Początkiem grudnia na placu przy ul. Okrężnej pojawi się 13 śkód fabia IV. Zastąpią one podobne do nich pod względem mechanicznym fabie poprzedniej generacji.



















