Kilkudziesięciu żałobników biorących udział w pogrzebowym nabożeństwie, w czasie którego żegnano 43-letnią mieszkankę Poręby Spytkowskiej, przeżyło szok. Tuż po mszy do cmentarnej kaplicy w asyście policji wszedł prokurator i powiadomił najbliższych zmarłej, że w związku z podejrzeniem o popełnieniu przestępstwa zobowiązany jest do zabrania ciała, ponieważ konieczne jest wykonanie sekcji zwłok.
– Tuż przed godziną 12.00 w dzień pogrzebu mieszkanki Poręby Spytkowskiej zostaliśmy zawiadomieni przez policję, że do śmierci kobiety mogły przyczynić się osoby trzecie. Policyjny zespół dochodzeniowo-śledczy wraz z prokuratorem pojechał na cmentarz, gdzie w kaplicy skończyło się właśnie nabożeństwo żałobne. Zwłoki zostały zabezpieczone i przewiezione do Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie, gdzie wykonana została sekcja. Następnego dnia ciało zmarłej oddano rodzinie – mówi Andrzej Leśniak, szef Prokuratury Rejonowej w Brzesku.
Sceny jak z sensacyjnego filmu
O pogrzebie, który odbył się prawie trzy tygodnie temu, mieszkańcy wsi mówią do dzisiaj. I snują przypuszczenia, dlaczego uroczystość miała tak fatalny przebieg.
– Zmarła była bardzo sympatyczną kobietą. Często spotykałam się z nią w sklepie, zawsze trochę porozmawiałyśmy. Jak zrobiłam duże zakupy, proponowała, że podwiezie mnie do domu, żebym ciężkiej torby nie musiała dźwigać. Jej mąż pracuje w budowlance, bardzo porządny człowiek, uczynny, dobry sąsiad. Wychowywali nastoletniego syna, nawet nie chcę wiedzieć, co ten chłopak musiał przeżyć. Na pogrzeb nie poszłam, bo byłam trochę przeziębiona, ale wiem, że ci, którzy na nim byli, osłupieli z powodu tego, co wydarzyło się w kaplicy – mówi pani Dorota, emerytka mieszkająca niedaleko domu zmarłej.
Pan Janusz był na pogrzebie, dobrze zna rodzinę zmarłej kobiety. – Nawet nie umiem znaleźć słów i opisać, co wtedy przeżyłem i poczułem. To były sceny jak z sensacyjnego filmu. Po tym, jak weszli policjanci i prokurator, najbliżsi płakali. Zabrali ciało, przed kaplicą wyjęli je z trumny, zapakowali do ciemnego worka, włożyli do samochodu i pojechali. Ludzie nie wiedzieli, co robić. Kwiaty, które przynieśli, zostawiali koło ławek i wychodzili. Widziałem jeszcze, jak policjanci tłumaczyli coś mężowi zmarłej.
Rodzina przeżywa koszmar
40-letni Krzysztof, kolejny uczestnik pogrzebu, przyjaciel rodziny, mówi, że 43-latka zmarła z powodu zatrzymania akcji serca. – Tak rodzinie powiedział lekarz, który badał kobietę po śmierci i wystawił akt zgonu. Skąd nagle pojawiły się doniesienia o tym, że zmarła z innego powodu, że ktoś ją zamordował? Bardzo mi tej rodziny żal, bo nie dość, że tak młodo zmarła ich córka, matka, żona, to jeszcze musieli przeżyć taki koszmar. Ciało pogrzebali następnego dnia, ale z tego, co wiem, ze wsi już nikt na cmentarz nie poszedł. Wiele myśli ciśnie mi się do głowy, albo ktoś chciał tej rodzinie dokuczyć, albo wręcz zrobił paskudny żart. Sprawa pewnie się wyjaśni, ale bliscy zmarłej będą jeszcze długo żyć z traumą.
O przebieg pogrzebu pytaliśmy także Stanisława Boryczkę, proboszcza parafii pod wezwaniem św. Bartłomieja w Porębie Spytkowskiej. – W sprawie prowadzone jest prokuratorskie śledztwo, do czasu jego zakończenia nie mogę udzielać żadnych informacji.
– Ostateczne wyniki sekcji zwłok znane będą pod koniec miesiąca – dodaje prokurator Andrzej Leśniak. – Jedno jest już jednak pewne – lekarze medycyny sądowej wykluczyli, aby do śmierci 43-latki mogły przyczynić się osoby trzecie.
























