Duży problem małych sklepów

0
Duży problem małych sklepów w Tarnowie
REKLAMA

W 2022 roku z polskiego rynku zniknęło około 4 tys. sklepów stacjonarnych, w tym przede wszystkim spożywczych. Właściciele małych sklepików coraz częściej muszą konkurować nie tylko z ofertami internetowymi, ale także dużymi sieciami marketów, które otwierają kolejne placówki. Nie inaczej jest w Tarnowie i regionie.

Nierówna walka

W 2022 r. zlikwidowano w Polsce około 4 tys. małych sklepów z różnych branż. Do tego niemal 10 tys. zostało zawieszonych – wynika z najnowszych danych wywiadowni Dun & Bradstreet, przygotowanych dla „Rzeczpospolitej”. Ten trend utrzymuje się od lat, jednak tak dużej skali jak w ostatnich miesiącach nie odnotowano nigdy. Jeszcze w 2008 r. małych sklepów było w Polsce ok. 460 tys., teraz jest ich niemal 90 tys. mniej.
O tym, że sklepy małoformatowe nie mają najlepszego czasu, świadczą dane Polskiej Izby Handlu i CMR Panel. W grudniu 2022 r. wartość sprzedaży w placówkach do 300 m kw. była o 9,3 proc. wyższa, natomiast liczba transakcji spadła o 1,6 proc. w porównaniu z grudniem 2021 r. Za wzrostem obrotów stoją głównie rosnące ceny, bo w porównaniu z grudniem 2021 r. liczba kupionych produktów spadła aż o 5,5 proc. W grudniu 2022 r. na paragonie pojawiało się średnio 3,9 opakowań produktów (rok wcześniej było to 4,1) o wartości 24,17 zł (to o 11 proc. więcej niż rok temu). W porównaniu z listopadem ubiegłego roku liczba transakcji w sklepach małoformatowych spadła w grudniu o 6 proc, a jednak m.in. za sprawą większych zakupów na święta i sylwestra wartość sprzedaży wzrosła o 5 procent.

Maciej Ptaszyński, wiceprezes zarządu Polskiej Izby Handlu mówi, że małe sklepy spożywcze mają szansę utrzymać się na rynku, ale musi być spełniony jeden warunek. – Takie sklepy muszą działać w ramach systemów franczyzowych, w grupach zakupowych lub w ramach spółdzielni. Segment sklepów, które integrują się w różny sposób, także wokół dużych podmiotów dystrybucyjnych, rozwija się bardzo dobrze. Pamiętajmy, że największy dyskont w Polsce może pochwalić się obrotami powyżej 60 mld zł rocznie i ma do tego 3 tys. pozycji asortymentowych. Takie dyskonty mają ogromne możliwości negocjacyjne z producentami, więc ostateczna cena produktów w dużych sieciach jest zdecydowanie niższa niż w małych sklepikach – mówi Maciej Ptaszyński i dodaje, że nie ma zagrożenia, iż w Polsce całkowicie znikną z rynku małe sklepy. – Nasz kraj, dzięki integracji i oparciu się małych sklepów między innymi o franczyzę, może pochwalić się udziałem małych sklepów w rynku na poziomie 30 proc. Ten segment jest unikalny w skali całej Europy, a przede wszystkim wśród krajów Zachodu, gdzie rynek skonsumowany jest przez dyskonty. Małe sklepy w Polsce nie znikną, bo mnóstwo klientów jest do nich przyzwyczajonych. Konkurencja ze strony dużych sieci handlowych czy sprzedaży internetowej jest olbrzymia, ale jeżeli właściciele sklepików włożą dużo pracy w integrację swojego środowiska, to zachowają udziały w rynku.

REKLAMA (2)

Podnoszenie cen gwoździem do trumny

Małe sklepy, aby móc utrzymać się na rynku, coraz częściej decydują się na podnoszenie cen produktów. Problem w tym, że taki krok zamiast pomóc załatać im dziurę w budżetach, powoduje, iż staje się ona coraz większa, bowiem dotychczasowi klienci widząc wzrost cen artykułów na półkach, udają się do dużych sieci, gdzie ten sam produkt kosztuje mniej.
Halina Kucharzyk, która od 40 lat prowadzi z mężem sklep spożywczy w Gromniku, mówi, że ma sporo obaw o przyszłość. – Nie jesteśmy w stanie przeciwstawić się dużym sieciom handlowym. Z powodu coraz wyższych opłat za gaz, prąd czy stawek płacy minimalnej, musimy podnosić ceny naszych produktów, aby mieć pieniądze na utrzymanie działalności. Niestety, zbyt drastyczne podniesienie cen spowoduje, że klienci się od nas odwrócą i kupią tańsze produkty w marketach. Coraz częściej kupujący nie spoglądają już na jakość produktów, która w przypadku dużych sklepów często pozostawia wiele do życzenia, lecz liczy się dla nich tylko cena. Według raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości cały sektor małych i średnich przedsiębiorstw odpowiada za niemal połowę, a dokładnie 49,1 proc. Produktu Krajowego Brutto. Polskie władze zamiast wspierać małych przedsiębiorców, nowymi przepisami i opłatami podkładają im coraz większe kłody pod nogi. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego zagranicznemu kapitałowi pozwala się prowadzić w naszym kraju wielkie biznesy, z powodu których cierpią polscy producenci…

Na swoją sytuację narzekają także właściciele małych sklepów w gminie Tuchów. W ostatnich miesiącach otwarto tam drugą „Biedronkę”, a oprócz niej także „Rossmann” i „PEPCO”. – Rozumiemy, że gmina powinna się rozwijać, ale czy kosztem ludzi, którzy od lat prowadzą tu swoje biznesy? Obecnie mamy dwie „Biedronki” w Tuchowie, kolejna jest w Gromniku, a następna w Bobowej. W prostej linii liczącej 28 km mieszkańcy mają do dyspozycji cztery takie sklepy. Dodatkowo w tym roku w Tuchowie ma zostać oddany do użytku także „Lidl”, a kolejna „Biedronka” powstanie w sąsiednich Ryglicach. Duże sklepy wypierają z rynku małych przedsiębiorców, którzy swoim biznesom poświęcili lata życia – mówią sklepikarze z Tuchowa i dodają – Nie do końca rozumiemy działania władz. Płacimy podatki gminie. Są to duże pieniądze, a nikt nie zamienił z nami nawet słowa na temat tego, co myślimy o kolejnych tego typu inwestycjach. W ten sposób zabija się małe biznesy. I nie dotyczy to tylko Tuchowa, czy naszego regionu, ale całego kraju.

Do tego jeszcze internet…

Warto także odnotować, że nasze nawyki zakupowe zmieniła dwuletnia pandemia koronawirusa. Od 2020 roku swój rozkwit przeżywa e-handel, a polscy przedsiębiorcy otworzyli niemal 15 tys. nowych e-sklepów. Duże marki rozszerzały swoją działalność, wchodząc na rynek e-commerce. Było to jedyną rozsądną odpowiedzią na ograniczenia w handlu stacjonarnym. To również odbiło się na tym, że małe sklepy – nie tylko związane ze sprzedażą żywności, ale także materiałów biurowych, odzieży czy sprzętu RTV i AGD – znalazły się w trudniejszej sytuacji, ponieważ nie dysponowały swoimi sklepami on-line. Jak wynika z raportu Gemius 2021, aż 77 proc. internautów robi zakupy w sieci.

REKLAMA (3)

Mariusz Budzik, właściciel sklepu muzycznego „Sonic” w Tarnowie, w czasie pandemii zdecydował się uruchomić sklep internetowy, w którym rozpoczął sprzedaż swoich produktów. – Chcąc prowadzić sklep internetowy na dużą skalę, należy mieć sztab ludzi, którzy cały czas pracują nad pozycjonowaniem strony w sieci. Ja takiego sztabu nie mam, więc działam na o wiele mniejszą skalę, co nie oznacza, że sklep internetowy nie był dobrym pomysłem. Jednak sprzedaż zależy przede wszystkim od pozycjonowania strony w sieci, a to kosztuje, więc na taki wydatek mogą pozwolić sobie jedynie duże przedsiębiorstwa. Dlatego większą sprzedaż notuję w sprzedaży stacjonarnej. Oferuję sprzęt muzyczny, nie można porównać tego w skali 1:1 do sprzedaży produktów spożywczych. Klient jest zupełnie inny, ale pomimo tego także i ja muszę każdego dnia stawiać czoła dużym „graczom”, przede wszystkim tym, którzy oferują sprzęt w internecie. Dziś kupujący jednym kliknięciem potrafią zamówić produkt z drugiego końca świata. Żyjemy w czasach, kiedy trzeba walczyć o każdego klienta na różne sposoby, aby utrzymać się na rynku…

Istotnym źródłem przychodu dla każdej firmy może okazać się dobrze poprowadzona sprzedaż na Amazon przez profesjonalną agencję.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze