Komisja patrzy krzywo
25 letni zawodnik urodził się bez lewej dłoni. Ręka kończy się na nadgarstku. Wydawać by się mogło, że dla biegacza to żaden problem, tak jednak nie jest.
– Przede wszystkim ręka pozbawiona dłoni ma mniejszą masę mięśniową, bo wszystkie czynności życiowe muszę wykonywać jedną‑prawą ręką. To po pierwsze. Po drugie, nie mogę przyjąć klasycznej pozycji startowej, bo nie mam w niej prostych barków, co utrudnia na pewno start. Dlatego też podczas treningów wykonuję dodatkowe ćwiczenia. Na przykład podczas rozgrzewki na lewą rękę nakładam półkilogramowy, obciążający ciężarek. Wytrenowałem też start, ale to wymagało dużej pracy – opowiada Michał.
Do sportu trafił stosunkowo późno, bo dopiero w III klasie gimnazjum. Jedna z nauczycielek zaproponowała mu udział w zajęciach klubu „Start”, zrzeszającego sportowców niepełnosprawnych. Wcześniej oczywiście grał w piłkę z kolegami, biegał, ale regularne zajęcia w klubie to zupełnie coś innego. W Starcie trafił na prezesa i trenera Bogusława Szczepańskiego, uprawiając najpierw pływanie, a potem biegi. Zaczął startować w zawodach dla niepełnosprawnych, notując w tej kategorii coraz lepsze wyniki. Powoli zaczął myśleć o udziale w Paraolimpiadzie w Pekinie w 2008 roku. Niestety na przeszkodzie stanęły przepisy.
– Aby zostać dopuszczonym na paraolimpiadę i w ogóle do udziału w międzynarodowych zawodach, musiałem stanąć przed specjalną komisją, która miała orzec moją niepełnosprawność. Poleciałem aż do Manchesteru, gdzie komisja nie dopuściła mnie do startów. Orzekła, że mam nadgarstek, gdybym na przykład miał uciętą rękę w nadgarstku lub powyżej, nie byłoby problemu. A tak uciekły mi paraigrzyska w Pekinie i cztery lata później w Londynie. Dopiero po nich przepisy nieco zmieniono i mogłem występować w międzynarodowych zawodach dla niepełnosprawnych. Bo wcześniej myślałem nawet o zakończeniu kariery – wspomina.
Pierwszy finał
I tak sportowa przygoda Michała nabrała tempa. Już w 2010 roku, zostając studentem PWSZ w Tarnowie, zaczął reprezentować także barwy uczelnianego AZS, trafiając pod skrzydła trenera Piotra Kuczka. Pracują razem do tej pory i szkoleniowiec chwali swojego podopiecznego.
– Jest bardzo pracowity, czasem muszę go nawet trochę temperować. W 2013 roku na mistrzostwach świata niepełnosprawnych w Lyonie wywalczył złoty medal na 100 metrów i srebrny na 200 metrów. Równocześnie startował w zawodach dla pełnosprawnych lekkoatletów, między innymi w mistrzostwach kraju. Ale dopiero ostatnio zanotował poważny progres wyników, który pozwolił mu dołączyć do krajowej czołówki. W ubiegłym roku na otwartym stadionie uzyskał czas 10,51 sekundy na dystansie 100 metrów. Był to ósmy czas w Polsce. A kilka tygodni temu pojechał do Torunia na halowe mistrzostwa Polski, gdzie został zgłoszony do biegu na 60 metrów. W eliminacjach uzyskał drugi czas 6,81 sek, bijąc rekord życiowy, i bezpośrednio zakwalifikował się do finału. W finale czas powtórzył, co dało mu siódme miejsce. Do piątej lokaty zabrakło jedynie trzy tysięczne sekundy! Tym samym Michał zgłosił akces do kadry narodowej, chociażby do sztafety, która składa się przecież z czterech zawodników i rezerwowego.
Marzenia o igrzyskach
W maju rusza sezon letni, w lipcu sprintera z Tarnowa czekają mistrzostwa Polski w Krakowie, a jesienią atrakcyjny wyjazd na mistrzostwa świata niepełnosprawnych do bajecznego Kataru, gdzie wystąpi na 100 i 200 metrów. Jego marzeniem jest jednak udział w Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 roku. Najlepiej i w igrzyskach, i odbywającej się zaraz po nich paraolimpiadzie. Michał ma też inne marzenia, zbieżne zresztą z oczekiwaniami całego tarnowskiego środowiska lekkoatletycznego. Chodzi o to, aby w mieście powstał wreszcie stadion lekkoatletyczny z prawdziwego zdarzenia, taki na miarę dzisiejszych czasów, czyli przede wszystkim z tartanową bieżnią. Jej brak utrudnia znacznie odbywanie codziennych zajęć.
– Nie ma odpowiedniej hali, nie ma stadionu. W efekcie muszę jeździć na treningi do Krakowa albo do Rzeszowa. Całe szczęście, że kawałek tartanu położyli ostatnio na obiekcie sportowym w Woli Rzędzińskiej, więc jeżdżę tam na treningi, bo mam niedaleko. Ale jak to się dzieje, że na wsi można położyć tartanową bieżnię, a w Tarnowie to jest niemożliwe? – zastanawia się lekkoatleta.
Trener Piotr Kuczek mocno wierzy w Michała.
– Do tej pory miał pecha, bo łapał groźne kontuzje mięśnia dwugłowego. Jeśli kontuzje go opuszczą, może być jeszcze lepszym sprinterem – dodaje z przekonaniem.
























