
Na tarnowskich ulicach wciąż spotkać można osoby nagabujące przechodniów o drobne datki, niektóre stoją z puszkami w rękach i identyfikatorami dla uwiarygodnienia. Każdego roku ponawiane są apele policji i straży miejskiej o zachowanie ostrożności, o mądre i odpowiedzialne wspieranie potrzebujących. Wyciągający ręce po pieniądze nierzadko oszukują, by wyłudzić dla siebie parę groszy lub są przez innych nakłaniani do żebractwa.
W przeszłości, po otwarciu granic w zjednoczonej Europie, pojawiły się (także w Tarnowie) zorganizowane szajki żebracze z Rumunii. Dzisiaj nie stanowią już problemu, ale w ciągu roku Straż Miejska w Tarnowie odbiera zgłoszenia o osobach publicznie domagających się jałmużny.
Niedawno tarnowski wymiar sprawiedliwości informował o śledztwie przeciwko obywatelowi Ukrainy, który oskarżany jest o handel ludźmi i zwerbowanie czworga Ukraińców do żebractwa. Jak ich zapewniał, mieli zbierać datki na leczenie chorych ukraińskich dzieci, prawda była jednak inna. Wyposażał ich w puszki oraz fałszywe identyfikatory. Podwoził samochodem pod sklepy m.in. w Tarnowie, powiecie tarnowskim i bocheńskim, gdzie zbierali datki. Uzbierane przez nich pieniądze przeznaczał oszust na własne potrzeby, w tym utrzymanie konkubiny i trójki dzieci. Wprowadzając w błąd kwestujących (w imieniu nieistniejącej fundacji) i ofiarodawców zarobił ponad 50 tysięcy złotych.
W Tarnowie i okolicy pojawiają się najczęściej żebrzący Cyganie rumuńskiego pochodzenia, choć jest ich znacznie mniej niż przed laty. – W tym roku, odebraliśmy do tej pory kilkanaście zgłoszeń o osobach publicznie żebrzących, które pojawiają się w różnych miejscach. Spotkać je można m.in. na tarnowskiej starówce i na osiedlach mieszkaniowych, zwykle w sąsiedztwie dużych domów handlowych – informuje Robert Żurek, naczelnik oddziału patrolowo-interwencyjnego Straży Miejskiej w Tarnowie. – Sygnały o ich obecności otrzymujemy najczęściej od pracowników ochrony handlowych obiektów. Reagują głównie, widząc natarczywe nagabywanie klientów sklepów.
Interwencja sklepowych ochroniarzy zwykle wystarcza i kiedy przyjeżdżają miejscy strażnicy naciągaczy już nie ma, znikają na jakiś czas. W tym roku stróże porządku ukarali stuzłotowym mandatem tylko jednego żebrzącego. – W niektórych przypadkach, bardziej dyscyplinująca byłaby odpowiedzialność sądowa, ale zgłaszający nam o problemie pragną pozostać anonimowi, nie chcą świadczyć w sądzie – zauważają w miejskiej straży.
Robert Żurek zwraca uwagę na wykorzystywanie przez różnych cwaniaków ludzkiej wrażliwości, gotowości niesienia pomocy innym. – Na ulicach prowadzone są oczywiście legalne zbiórki pieniędzy do puszek, a kwestujący mają stosowne zezwolenia. Zwykłemu przechodniowi trudno jest jednak zweryfikować ich wiarygodność. Jeśli chcemy pomóc i mieć pewność, że nie zostaniemy oszukani, możemy np. przekazać pieniądze na konta sprawdzonych fundacji, organizacji. Nie oceniam żebrzących i ich intencji, ale pomagajmy innym mądrze, nie dajmy się zwieść… – apeluje naczelnik.






















