Jałowe gadanie

0
Grzegorz Miecugow
REKLAMA

Jałowość spekulacji na ten temat polega na tym, że wszyscy doskonale wiemy, że Polska jako kraj członkowski NATO, a także jako członek ONZ, nie może na własną rękę wysyłać nigdzie żadnych wojsk. Co więcej Polska, albo inaczej mówiąc nasi obywatele, w ogóle nie biorą pod uwagę takiej ewentualności.
Równie jałowa jest dyskusja nad tym, czy minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna powinien przeprosić za swoje słowa wypowiedziane w Polskim Radiu. Schetyna pytany o to, czy brak zaproszenia prezydenta Putina na obchody 70. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz – Birkenau jest dyplomatyczną wpadką, odpowiedział, że obóz wyzwalali Ukraińcy. Oczywiście nie były to zbyt mądre słowa zwłaszcza dlatego, że padły z ust kogoś, kto uważa samego siebie za dyplomatę, a przede wszystkim dlatego, że Grzegorz Schetyna studiował historię. A przecież nie trzeba być historykiem, by wiedzieć, że w 1945 roku do Polski, owszem, weszli Ukraińcy, Gruzini, Ormianie, Kałmucy, Kirgizi i Rosjanie, ale nie jako narody, lecz jako Armia Czerwona. Inna sprawa, że przepraszanie za niezbyt mądre słowa ministra byłoby też jałowe, bo Rosja nie potrzebuje przeprosin, Rosja potrzebowała właśnie tych niemądrych słów pana ministra po to, by móc potem rozkręcić całą propagandową antypolską machinę.
Jałowe są też rozważania nad kandydaturą pani Magdaleny Ogórek na prezydenta. Wystarczy przypomnieć sobie, że poprzednio kandydatami lewicy byli Aleksander Kwaśniewski, Włodzimierz Cimoszewicz i Grzegorz Napieralski, który wówczas był szefem partii. Wystawienie pani Ogórek, o której miesiąc temu nie słyszał pies z kulawą nogą, jest raczej zapowiedzią odejścia z polityki Leszka Millera niż poważnym ruchem politycznym. Można by zapytać w tym momencie, jaka dyskusja nie byłaby jałowa. Moim zdaniem za mało rozmawiamy o schyłku lewicy w ogóle. W Europie znękanej kryzysem w siłę rosną ruchy nacjonalistyczne, chociaż na dobrą sprawę w czasie coraz większych nierówności społecznych lewica powinna być coraz silniejsza. Piszę to w czasie, w którym akurat w Grecji wybory wygrała skrajnie lewicowa Syriza, ale nie wróżę temu ugrupowaniu zbyt dobrze, bo skrajność poglądów tej partii to już raczej historia niż teraźniejszość. Bardziej niepokojące jest to, jak duże poparcie zdobyli greccy faszyści. Europejską normą jest raczej kuśtykanie lewicy niż jej dziarski marsz ku przyszłości. Dlaczego tak jest, nie wiem i dlatego rad bym był, gdyby mądrzy ludzie spróbowali mi to wyjaśnić, bo jako obywatel kraju, w którym lewicy praktycznie już nie ma, czuję zaniepokojenie z powodu ewidentnego zakłócenia politycznej równowagi.
Uważam też, że zbyt wiele uwagi poświęcamy kursowi szwajcarskiej waluty, a za mało mówimy o kapitulacji Niemiec w sprawie „drukowania pieniędzy”. Do tej pory mieliśmy dwa modele wychodzenia z kryzysu – amerykański i europejski. USA drukowało dolary i ostatnio prezydent Obama ogłosił, że Ameryka ma kryzys za sobą. Europa, przede wszystkim za sprawą Angeli Merkel, stawiała na zaciskanie pasa i oto właśnie się poddała. EBC, czyli Europejski Bank Centralny, zapowiedział właśnie skup obligacji krajów ze strefy Euro. Oznacza to, że za wystawiane przez banki papiery płacone będą prawdziwe pieniądze. Teoretycznie ma to rozruszać unijną gospodarkę, jak będzie w praktyce, oczywiście nikt nie wie, bo nie ma analogii między gospodarkami Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej. To, że za oceanem się uspokoiło, wcale zatem nie znaczy, że u nas stanie się to samo. Otwartym jest też pytanie, czy w USA rzeczywiście odwrócono bieg wypadków, czy na chwilę spowolniono katastrofę. Moim zdaniem system ciągłego życia na kredyt, a to robi USA i UE, nie ma przyszłości. I żadne drukowanie nawet biliona euro tego nie może zmienić.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze