To już jest przeszłość i to nie tylko dlatego, że ogórki są w sprzedaży cały rok. Teraz dla wydarzeń nie ma wakacji. Ważne rzeczy dzieją się przez cały rok, a media nie muszą niczego wymyślać, co wcale nie znaczy, że mają łatwiej. Pod wieloma względami jest wręcz przeciwnie, to znaczy – media mają trudniej. Weźmy na przykład taką próbę zamachu stanu w Turcji. Jak to wydarzenie opisać? Wojsko chciało obalić demokratycznie wybraną władzę. No to sprawa jest jasna. Brzydkie wojsko. Ale wojsko w Turcji sprzeciwia się islamizacji władzy i nie zgadza się na dyktatorskie zapędy prezydenta Erdogana. Czyli dobre wojsko. Wojsko zaczęło pucz o idiotycznej porze i w sposób zastanawiająco nieporadny. Głupie wojsko. Jedynym zwycięzcą nieudanego puczu jest aspirujący do roli dyktatora prezydent Erdogan. Bardzo głupie wojsko. Nie sposób tego dobrze opisać w sposób skrótowy, a tylko taki przebija się do szerokiej świadomości, bo nic tam nie jest jednoznacznie czarne ani białe. Dominują różnego rodzaju odcienie szarości, a w dodatku wszystko to dzieje się w kraju, który jest w NATO, jest w pewnym konflikcie z Rosją i przez który przechodzi 80 procent uchodźców zalewających Europę. Dla mediów to prawdziwy koszmar. Już o wiele łatwiej jest opisywać zamach terrorystyczny, do którego doszło w Nicei. Tam czerń i biel są o wiele bardziej odseparowane. Zamachowiec jest: a). Tunezyjczykiem, czyli obcym, b). pijakiem i złodziejaszkiem znanym lokalnej policji, c). muzułmaninem, co w mediach jest coraz bardziej tożsame z byciem terrorystą. Więc czerń jest oczywista. Bielą są ludzie spacerujący po deptaku w nadmorskim kurorcie w wieczór, podczas którego odpalane są fajerwerki w związku z narodowym świętem Francji. Stosunkowo łatwo jest opisać okrucieństwo takiego wydarzenia biorąc pod lupę jakąkolwiek ofiarę zamachu. Przypadkowość tego, że ktoś znalazł się o złej godzinie w złym miejscu, aż rzuca się w oczy i pozwala na brutalną refleksję i konstatację, że każdy kiedyś może znaleźć się w takiej sytuacji. Jednak jeżeli się człowiek zastanowi nad całą tą sytuacją, to głębsza refleksja jest porażająca. Relacje medialne po zamachu terrorystycznym są jakby immanentną częścią samego zamachu. Terroryści nie rzucaliby bomb, nie wbijali się samolotami w wieżowce ani nie rozjeżdżali ciężarówkami ludzi na deptakach, gdyby nie fakt, że niejako mają zagwarantowane wielogodzinne relacje telewizyjne i czołówki wszystkich gazet. Proszę mnie dobrze zrozumieć, to nie jest żaden zarzut, tylko jedynie prosta konstatacja – terroryści są w pewnej symbiozie z mediami. Media co prawda mogą bez terrorystów żyć, bo zawsze znajdą jakieś bulwersujące tematy, a to polityk coś ukradnie, a to znowu znana aktorka robi sobie operację plastyczną, ale terroryści bez mediów nie mają sensu istnienia. I nie ma też żadnej możliwości zmiany tej sytuacji. Media mogą się na przykład umówić, że nie informują o fałszywych alarmach bombowych po to, by w przyszłości zniechęcić żartownisiów, ale i tak zawsze ktoś się wyłamie. Media mogą powstrzymywać się od dokładnego opisu bomby skonstruowanej domowymi sposobami przez zamachowców, chociaż w dzisiejszych czasach taką instrukcję można bez trudu znaleźć w Internecie, ale media nie mogą nie poinformować o zamachu, w którym zginęło kilkudziesięciu, kilkuset czy tak jak 15 lat temu na Manhattanie kilka tysięcy ludzi. I terroryści doskonale o tym wiedzą. Czasami z rozmysłem kreują politykę jak w 2004, gdy ataki bombowe w Madrycie na 3 dni przed wyborami ewidentnie wpłynęły na ich wynik. Przeważnie jednak atakują znienacka, czasem nawet bez specjalnego planu, a czasami tak jak w Nicei jednoosobowo. Nie muszą się specjalnie starać. Telewizja i tak musi to pokazać.
Koniec z ogórkami
REKLAMA
REKLAMA




















