W ogóle przemieszała się prawica z lewicą. Takie PiS, na przykład, samo siebie nazywa ugrupowaniem prawicowym i można się z taką oceną zgodzić, ale tylko w części światopoglądowej, bo w sprawach gospodarczych są mocno lewicowi. I to nawet nie jest zarzut, lecz tylko stwierdzenie faktów. W dodatku nasz kraj tu nie jest żadnym wyjątkiem – podobnie dzieje się w całej Europie. Na całym naszym kontynencie lewica cienko przędzie, wszędzie coraz mocniejsi są nacjonaliści.
W ogóle w europejskiej polityce dzieje się dużo nowego. W takiej Wielkiej Brytanii, na przykład, przed tygodniem doszło do telewizyjnej debaty, w której wzięło udział sześć osób. W kraju, w którym od zawsze rządzili albo konserwatyści albo laburzyści, debatuje grupa osób? Niesłychane. W dodatku ta kadencja parlamentarna jest pierwszą w historii kadencją koalicyjną. Nawet zresztą całkiem niezłą, bo Brytyjczycy zanotowali przez ostatnie lata jakiś wzrost gospodarczy. Wiele wskazuje na to, że czekają Brytyjczyków kolejne koalicje, w tym niewykluczone, że także z wyszczekanym Nigelem Faragem, którego program jest bardzo prosty i klarowny – wystąpić z Unii Europejskiej, a z Wysp przepędzić obcych. I gdzie tu znaleźć miejsce na lewicowość?
Podobnie dzieje się w wielu krajach Europy, w których chętniej źle się myśli o imigrantach, niż dobrze o sprawiedliwości społecznej, równości na starcie, wspomaganiu najbiedniejszych czy państwie socjalnym. Na tym tle Polska wygląda trochę dziwnie, nie tylko dlatego, że w naszym kraju mamy niewielką, choć za sprawą konfliktu na Ukrainie ciągle rosnącą, grupę imigrantów. Dziwni jesteśmy przede wszystkim dlatego, że nasza lewica, a przynajmniej jej główny nurt, wydaje się być mocno bezideowa. Pisałem już tutaj jakiś czas temu o Leszku Millerze i jego bezkarności. 10 maja będzie dla lidera SLD dniem sprawdzianu. Miller ten sprawdzian zda jeżeli wymyślona przez niego kandydatka przekroczy notowania SLD, czyli jakieś 8, może 10 procent. Trochę w taki scenariusz nie wierzę. Pani Ogórek nie mówi bowiem niczego ważnego, a sam fakt, że jest w tym prezydenckim wyścigu jedyną kobietą, raczej na pewno nie przełoży się na sukces. Z boku stoi cała grupa sierot po Twoim Ruchu Janusza Palikota, czyli Andrzej Rozenek, Marek Siwiec, Robert Kwiatkowski i cała grupa działaczy pomniejszych. Tuż obok, w pozie wyczekiwania, stoi Ryszard Kalisz – sierota po sobie samym i po SLD też trochę, i pełną gębą osierocony przez SLD Grzegorz Napieralski. A nie zapominajmy też o Wojciechu Olejniczaku, który po powrocie z USA też czeka na to, co się tu wydarzy.
Panowie ci coś przebąkują o założeniu nowego ugrupowania. Rozenek twierdzi, że mają czas do kwietnia, Kalisz mruczy coś o czerwcu, wszyscy jednak dobrze pamiętają klęskę projektu „Europa Plus”, firmowanego przez taką gwiazdę tamtej części sceny politycznej jaką jest, a może raczej był, Aleksander Kwaśniewski. Zatem moim zdaniem cała ta grupa czeka na potknięcie Millera, i chciałaby przejąć SLD. Nowa partia, gdyby ją powołano, ma pod górkę, bo nie ma pieniędzy i nie ma struktur. SLD ma i jedno i drugie, jest więc łakomym kąskiem, cokolwiek by sieroty na ten temat mówił lub nie mówiły. W całej tej sytuacji szkopuł jest tylko jeden – idea. Nie wiadomo bowiem co wszystkie to osoby chciałyby zrobić w polityce, bo moim skromnym zdaniem sama chęć wejścia do Sejmu to ciut za mało, nie tylko na to żeby porwać tłumy, ale żeby chociaż troszkę zaciekawić wyborców.
Lewica? A co to?
REKLAMA
REKLAMA




















