W zakresie najważniejszych inwestycji realizowanych lub współrealizowanych przez państwo powinniśmy mieć ponadpartyjną zgodę.
Pamiętacie Państwo dyskusję nad wejściem Polski najpierw do NATO, a potem do Unii Europejskiej? Oczywiście mam tu na myśli osoby trochę starsze, w końcu czas leci, wszystko działo się ćwierć wieku temu. Mieliśmy zgodę polityczną – poza naprawdę nielicznymi przypadkami partii, z których większości już zresztą nie ma w przestrzeni publicznej – co do tego, że obie kwestie są absolutnie kluczowe. Bo były i myślę, że w tym względzie większość Polaków ma jasne zdanie. Poparte jest to zresztą badaniami opinii publicznej. Co ciekawsze, tak się złożyło, że zarówno w przypadku NATO, jak i UE okres naszej akcesji przypadał na rządy osób kojarzonych raczej z poprzednim systemem politycznym, niż walką z nim. Ta zgoda prowadziła do tego, że bez względu na to, kto rządził, proces był kontynuowany. Szczególnie było to widoczne przy wejściu naszego kraju do Unii, bo tu droga była dłuższa.
Każdy kolejny rząd ma swoje pomysły na to, jak powinna wyglądać Polska, co jest priorytetem i na czym powinniśmy się skupiać. Dotyczy to także szerokorozumianych kwestii gospodarczych i około gospodarczych. Szerokorozumianych, bo dotyczących na przykład systemu podatkowego oraz pomocy tym, którzy sobie gorzej radzą, i promowania szczególnie ważnych kierunków rozwoju. Ale dotyczy to także inwestycji, które z punktu widzenia przyszłości naszego kraju i zaspokajania potrzeb społecznych są szczególnie istotne. I tu pojawia się problem.
Wiele inwestycji realizowanych przez państwo wykracza poza czas rządów pojedynczej formacji politycznej, czy też jakichś koalicji. Mamy tu wiele przykładów, wystarczy popatrzeć na budowę dróg szybkiego ruchu i autostrad. W tym akurat przypadku ryzyko niekontynuowania jakiejś inwestycji nie jest jednak duże. Dość obiektywnie można bowiem ocenić, czy dana droga jest potrzebna, czy nie. Chociaż i tu możemy mówić o opóźnianiu lub przyspieszaniu konkretnych inwestycji, co było widoczne choćby w kontekście Polski wschodniej. Ale będziemy mieli wiele innych wyzwań, co do których ocena nie musi już być taka jednoznaczna, a które będą wymagały olbrzymich pieniędzy i długiego czasu. I tu przechodzę do sedna.
Moim zdaniem powinniśmy wzorem tego, co działo się w przypadku NATO i UE, uzgodnić zbiór strategicznych inwestycji, oczywiście w takim zakresie, w jakim w danym momencie jest to możliwe, w ramach decyzji większości sił politycznych w Polsce. I bez względu na to, kto rządzi, po prostu je realizować. Jest to ważne nie tylko ze względu na sam proces unowocześniania naszego kraju, tworzenia potencjału do jego rozwoju, ale także – co z tym związane – budowania stabilności w kwestii planowania działalności przez przedsiębiorców. Na różnych płaszczyznach tej działalności. Wiele państwowych inwestycji związanych jest przecież z rozwojem konkretnych branż czy regionów, albo z ograniczaniem tego rozwoju w innych. Przedsiębiorcom będzie zatem łatwiej budować strategie w ich firmach.
Wiecie Państwo oczywiście, czemu o tym piszę. Za rządów Zjednoczonej Prawicy zaczęto przygotowywać dużo wielkich projektów, a najbardziej znanymi są z pewnością CPK i budowa polskiego samochodu elektrycznego. Wciąż nie wiemy, czy jedno i drugie będzie kontynuowane. A przecież wydaliśmy już pieniądze i myślę, że wiele firm swoją przyszłość wiąże z jednym albo z drugim. Nie wyrokuję, w którym kierunku powinniśmy iść, nie o to mi w tym momencie chodzi. Jeśli czytacie Państwo moje felietony, to wiecie, że w przypadku produkcji polskiego „elektryka” specjalnym entuzjastą nigdy nie byłem. Ale mogę się oczywiście mylić co do zasadności projektu. Nie zmienia to jednak faktu, że gdyby był on uzgodniony w szerszym spektrum politycznym, to teraz mielibyśmy po prostu kontynuację. I tyle.
Nie wiem, co jest większym problemem. Czy to, że poprzedni rząd próbował sprzedawać wiele inwestycji jako ewidentnie własnych, w dodatku z otoczką realizowania ich niemal wbrew opozycji, która przecież niczego nie chce budować, bo reprezentuje obce interesy. Czy też to, że część obecnie rządzących polityków uważa, że wszystko, co zaczęli poprzednicy, jest z gruntu do zakopania. Przynajmniej w części zrobiła się z tego sprawa czysto polityczna. Ale właśnie chodzi o to, żebyśmy takich dylematów w przyszłości nie mieli. Warto by było stworzyć listę kluczowych projektów. Czy jest na to dzisiaj w Polsce szansa? Nie wiem. Ale myślę, że warto byłoby chociaż spróbować. Bo że można działać w tym samym kierunku i kontynuować to, co ważne, pokazuje gazoport w Świnoujściu.






















