Nie straszcie nas euro

0
Grzegorz Miecugow
REKLAMA

Mam tylko nadzieję, że ci, którzy wyprowadzili stamtąd miliardy, odpowiedzą za to i finansowo, i procesowo. Straci też nasza polityka, bo byle jaka kampania zapewne spowoduje jeszcze większe do niej obrzydzenie przeciętnych obywateli. Ale coś mi się wydaje, że na to obrzydzenie jesteśmy skazani i bez tej, pożal się Boże, kampanii.
Wygląda więc na to, że największym przegranym najbliższych pięciu tygodni będzie euro. Aż mnie skręca, gdy słyszę, jak PiS z Andrzejem Dudą na czele straszy Polaków europejską walutą. A skręca mnie nie dlatego, że ja chcę rozstania ze złotym. Owszem, jestem trochę zdziwiony, gdy do strefy euro dołączają kraje bałtyckie czy też Słowacja, a my nawet nie widzimy takiej perspektywy na wejście, chociaż ostatnich siedem kryzysowych lat przeszliśmy dosyć brawurowo i jesteśmy liderem rozwoju. Faktem jednak jest, że w dużej mierze nasze rosnące PKB wspiera się na naszych niskich zarobkach. Owszem, mamy prężne stocznie jachtowe i wiele produktów najwyższej światowej klasy, niestety najczęściej sprzedawanych pod niepolskimi markami, ale jednak podstawą naszej konkurencyjności nie jest tak modna ostatnio innowacyjność, ale właśnie tania siła robocza. I to, jak to zmienić powinno być tematem kampanii. Zamiast tego słyszymy pohukiwania pana Dudy, że na euro przyjdzie czas, gdy będziemy tak zarabiać jak w tzw. starej Unii.
Jak to zrobić, panie Duda, bez zmian w kosztach pracy, podatkach i zwiększania wydajności? Jak to zrobić bez podnoszenia wieku, w którym przechodzi się na emeryturę, a to pan, panie Duda, atakuje i zapowiada powrót do starych zasad. Dziś kobieta przechodząca na emeryturę w wieku 60 lat, ma 50 procent szans, że będzie na tej emeryturze do końca życia. Jaki system to wytrzyma? Gdy Bismarck wprowadzał ideę emerytur, mało kto dożywał wieku emerytalnego. W Polsce tylko w czasie III RP długość życia mężczyzn wydłużyła się o prawie 6 lat i jest to chyba rekord Europy. Tyle tylko, że nikt tego nie zauważa, bo łatwiej jest wszystko potępiać w czambuł. W dyskusji o euro nikt nie zadaje podstawowego pytania: po jakim kursie możemy tam wejść? Jeżeli byłby to kurs 1 do 1, to proszę mi pokazać Polaka, który by tego nie chciał. Oczywiście to jest niemożliwe, na pewno nikt nie zaproponuje nam takiego przejścia, ale naprawdę jest różnica między tym, czy ewentualnie wchodzilibyśmy do strefy euro po kursie 1 euro = 3,75 PLN, czy po kursie 1 euro = 4,15 PLN. Przy czym dla eksporterów ważne jest to, żeby euro było droższe, dla przeciętnego Kowalskiego, by było tańsze i gdzieś to wszystko trzeba wyważyć. I o tym trzeba z ludźmi rozmawiać, a nie ich straszyć.
Euro jest podstawowym elementem pięknego projektu, który nazywa się Unia Europejska. Fakt, jestem zwolennikiem tego projektu. Uważam, że UE to wielka szansa dla mojego syna i dla moich wnuków (których na razie nie mam). Marzy mi się Unia szanująca odrębności, ale jednak zjednoczona także wspólną walutą. Chciałbym żyć w Europie nawet targanej sprzecznościami, ale jednak koniec końców znajdującej kompromisowe wyjścia z problemów, które to rozwiązania sprzeczności – summa summarum – okażą się dla wszystkich Europejczyków wyjściami korzystnymi. Chciałbym żyć w Unii, która zastanawia się nad tym, co zrobić, żeby jeden świr nie mógł zabić 149 ludzi tylko dlatego, że psuł mu się wzrok i że malały jego szanse na loty transatlantyckie, i na to, by został kiedyś kapitanem samolotu. Nie chciałbym żyć w Unii, dla której obywateli ważny jest kolor skóry i wyznanie. A niestety, coraz bardziej tak jest. I wreszcie chciałbym żyć w Unii, w której mój kraj jest liderem pozytywnych zmian, a nie miejscem, w którym sfrustrowani politycy potrafią tylko grać na ludzkich obawach i nas straszyć.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze