Tak zwany kompromis aborcyjny zawarty w latach 90. jest odwracaniem wzroku od faktu, że Polki, gdy chcą usunąć ciążę, to po prostu jadą do Czech, do Anglii albo do Niemiec. Czyli przekonanie polityków, że jakoś sobie z tą sprawą poradziliśmy, jest w oczywisty sposób hipokryzją.
Hipokryzja to w ogóle zjawisko coraz częściej spotykane w naszym kraju. Profesor Chazan ma bowiem rację, uważając, że oczekiwanie, iż on, który nie zgadza się na usuwanie nawet ciężko uszkodzonych płodów, wskaże innego lekarza, który taki zabieg przeprowadzi, jest oczekiwaniem idiotycznym. Chazan, który wskazałby innego lekarza, wziąłby bowiem udział w procesie aborcyjnym, co prawie niczym by się nie różniło od sytuacji, w której to on sam dokonałby zabiegu. Ale nasze państwo odwraca od tego problemu wzrok.
Po drugie, jeżeli kontrola przeprowadzona w szpitalu, w którym dyrektorem jest profesor Chazan, wykazała, że w tej państwowej placówce złamano prawo, to mamy prawo zapytać panią prezydent Warszawy, dlaczego profesor jeszcze jest dyrektorem. Pani Hanna Gronkiewicz Waltz woli jednak straszyć mnie pozwem do sądu niż podjąć jakieś sensowne działania.
A za co to niby miałbym trafić do sądu? Ano za to, że w telewizji powiedziałem, iż Bogdan Chazan jest osobistym znajomym pani prezydent. Nie wiem, jaką definicję znajomości ma pani Gronkiewicz Waltz, ale mi się wydaje, że gradacja jest taka – nieznajomy, znajomy (osobisty, sieciowy, mailowy), bliski znajomy, przyjaciel. Nie ma dla mnie najmniejszej wątpliwości, że pani prezydent zna profesora Chazana, ale skoro twierdzi, że nie, to przyjmijmy jej wersję. Tylko co to ma za znaczenie w kontekście faktu, że organ założycielski szpitala, w tym wypadku prezydent Warszawy, toleruje łamanie prawa. Prezydent Warszawy nie jest prywatną osobą, jest przedstawicielką państwa, które znowu zawodzi obywateli.
Po trzecie – i jest to dygresja mniej państwowa, a bardziej refleksyjna – zastanawiające jest to, jak łatwo ludzie zmieniają poglądy. Pan Chazan, podobnie jak inny ultra katolik, poseł Piecha w czasach PRL przeprowadzali zabiegi aborcyjne seryjnie i jakoś wtedy im nie przeszkadzało sumienie. Ono się obudziło dopiero w kraju, który raźno zmierza w kierunku ustanowienia nad Wisłą kalifatu. Sumienie to w ogóle dziwna sprawa. Jeżeli ktoś potrafi doprowadzić do piekielnego cierpienia innych ludzi i twierdzi, że ma czyste sumienie, to ja temu komuś głęboko współczuję, bo wiem, że ten ktoś, w tym wypadku profesor Chazan, nie wie, o czym mówi i nie ma pojęcia o tym, co to jest sumienie.
Po czwarte, i ostatnie – i tu wróćmy do roli państwa – po co nam w ogóle jest potrzebne? Najprostsza odpowiedź brzmi tak: państwo jest nam potrzebne do tego, by za wspólne pieniądze (podatki) poprzez wybranych ludzi (posłowie, senatorowie, samorządowcy) organizować wspólne sprawy tak, by wszystkim żyło się lepiej. Te wspólne sprawy to edukacja, kultura, bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne, infrastruktura i właśnie służba zdrowia. W żadnej z tych dziedzin nie jest tak, bym miał przeświadczenie, że nasi wybrańcy tę zasadę rozumieją, ale w służbie zdrowia jest to najbardziej oburzające. Pani prezydent nie odwołuje ze stanowiska okrutnika, któremu się wydaje, że jest katolikiem. Posłowie wprowadzają prawo klauzuli sumienia, którego to prawa ofiarami są przede wszystkim pacjenci. Nie mam nic przeciwko tej klauzuli, ale nie może być tak, że ofiarami stajemy się my, obywatele. Da się pogodzić różne racje pod jednym jednak warunkiem – rządzący muszą wiedzieć, dla kogo pracują. Dla siebie czy dla nas?
Przypadek prof. Chazana
REKLAMA
REKLAMA




















