Lewica dołuje

0
Grzegorz Miecugow
REKLAMA

Natomiast przy ocenie wyniku tej dziwnej i niespójnej koalicji już niczego nie trzeba zakładać, bo to najzwyczajniej w świecie była klęska, z której – jak podejrzewam – Janusz Palikot już się nie wygrzebie. Gdyby następne wybory były za rok, to byłby jeszcze czas na zwarcie szeregów i może jakiś nowy program, ale wybory samorządowe są już na jesieni i trudno prorokować Twojemu Ruchowi sukces w tych specyficznych wyborach, w których bardziej liczą się te ugrupowania, które mają mocne zaplecze i liczne struktury.
Jesienna porażka Janusza Polikota może stać się gwoździem do trumny ugrupowania, które tak zaskoczyło 3 lata temu, gdy praktycznie przy braku wydatków na kampanię wprowadziło do Sejmu kilkudziesięciu posłów. Druga z rzędu porażka może dać Twojemu Ruchowi łatkę, jaką przez lata nosiły ugrupowania Janusza Korwin Mikkego, czyli że nie warto na tę partię głosować, bo ona nie przekracza 5%, więc nasz głos jest zmarnowany, a nawet więcej – nasz głos na taką partię de facto oznacza wsparcie innych ugrupowań, gdyż jest proporcjonalnie dzielony między te partie, które przekroczyły próg.
W cieniu gigantycznych kłopotów Palikota ukrywa swoją klęskę Leszek Miller. Spokojnie powtarza, że jego partia była trzecia, ale wydaje się nie przyjmować do wiadomości faktu, że SLD wypadła prawie tak samo słabo jak w wyborach w 2011 roku. Wtedy wszyscy przyznawali, że 8,24 to prawdziwa katastrofa, a przecież teraz jest zaledwie o punkcik lepiej. I co, to już nie jest katastrofa? W sumie oba te ugrupowania nazywające się lewicowymi, nie przekroczyły 13 procent. I dzieje się tak w kraju, w którym – jak oceniają fachowcy – bazowym poparciem dla lewicy jest poparcie 20‑procentowe, a w 2001 roku SLD zdobyło ponad 41%. Ciekawe, czy Leszek Miller próbuje się dowiedzieć, dlaczego wyborcy mu nie ufają. Czy zlecił w tej sprawie jakieś badania? Moim zdaniem niebagatelny wpływ na to ma zmęczenie samym Leszkiem Millerem i brak nowych twarzy w ugrupowaniu. Nie wykluczam też, że zwłaszcza młodzi wyborcy nie uznają SLD za lewicę.
A wydawałoby się, że czas dla lewicy jest dobry. Kryzys nie zamierza ustąpić, młodzi nie mają pracy nie tylko w Polsce, ale jest o nią trudniej w całej Europie. Co więcej, pracy w ogóle będzie ubywało, o czym już kiedyś pisałem, ale powtórzę to, bo wydaje mi się, że świat lekceważy to zjawisko. Automatyzacja, komputeryzacja będzie robiła swoje, coraz mniej pracy będzie w przemyśle, a opiekowanie się staruszkami (najbardziej dynamicznie rozwijający się zawód w Europie) raczej nie zaspokoi ambicji młodych Polaków. A w czasach frustracji i niezadowolenia w cenie jest sprawiedliwe dzielenie tego, co narody wypracują. Dzisiaj z tą sprawiedliwością jest bardzo słabo, ale SLD tego nie zauważa. Głośno natomiast broni przegranej sprawy, czyli wydłużenia czasu, po którym nabiera się uprawnień emerytalnych.
Leszkowi Millerowi i jego koleżankom, i kolegom najwyraźniej nie przeszkadza to, że w tej sprawie stoją po tej samej stronie co PiS. Politykom tworzącym SLD chyba w ogóle nic nie przeszkadza. Ani brak pomysłów, ani brak wyborców, ani brak perspektyw. Wydaje się, że Millerowi chodziło o utopienie Palikota. Nie był to specjalnie ambitny program.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze