Rzecz jasna nie mam pojęcia, po co pytać ludzi o wagę byka, skoro można go wprowadzić na wagę i dokładnie zważyć, ale fakt jest faktem i są na świecie instytucje, które badają tysiące ludzi w celach marketingowych, politycznych czy też ogólnopoznawczych. Nie zawsze takie badania dają prawdziwe wyniki.
Mniej więcej 10 lat temu profesjonalny ośrodek badawczy zadał kilku tysiącom ludzi pytanie czy chcą oni czytać tabloid, w którym nie będzie seksu i przemocy. Tłum zadeklarował, że chce. I Agora zaczęła wydawać gazetę chyba pod tytułem „Dzień dobry”. Gazeta padła błyskawicznie, bo tłum wbrew deklaracjom wolał prasę brukową pełną seksu i brutalności.
Tłum bardzo często triumfuje. Na przykład rządzący Białorusią Aleksander Łukaszenka, ma – wbrew temu, co się u nas uważa – poparcie tłumu. Oczywiście nie jest tak, jak to głosi białoruska propaganda, że Łukaszenkę popiera 99% społeczeństwa, ale że jest to więcej niż połowa społeczeństwa – tego jestem pewien. Inaczej Łukaszenki już by nie było, tak jak nie ma już Mubaraka w Egipcie, czy też Kadafiego w Libii.
Nie przeczę, że jednostki mają znaczenie, ale podejrzewam, że mniejsze niż nam się na co dzień wydaje. Podejrzewam, że gdyby Adolf Hitler umarł w dzieciństwie (a wiemy że był bardzo chorowity, i co najmniej raz otarł się o śmierć), to naród niemiecki znalazłby innego Hitlera. Oczywiście nie znaczy to, że bez Hitlera historia potoczyłaby się tak samo. Byłaby inna, ale tylko trochę inna. Gdyby Jelcyn nie wybrał Putina na swoje miejsce, to na czele Rosji stanąłby jakiś inny Władimir, bo tłum sobie takiego, a nie innego wodza wymarzył.
Czasami tłum się da zaskoczyć. Tak było w wypadku Gorbaczowa, który rozwiązał Związek Radziecki, ale tłum mu tego nigdy nie wybaczył. Co więcej, w Rosji coraz głośniej mówi się, że Gorbaczowowi powinno się wytoczyć proces sądowy.
W polityce pełno jest jednostek, które potrafiły się przeciwstawić masom, tyle tylko, że te jednostki lądowały najczęściej na cmentarzach, i nie było dla nich żadną pociechą to, że niekiedy, po latach, te same masy, które ich nie chciały, w końcu przyznawały im rację.
Nieco łatwiej było (i jest) jednostkom poza polityką. Na przykład w nauce. Chociaż były lata, że zbyt odważni uczeni kończyli na stosie, to jednak nie skończyli tak ani Kopernik, ani Galileusz, chociaż tego ostatniego surowo traktował papież (bodajże Urban VIII), a ostatnie lata życia spędził w areszcie domowym.
Jednostki dawały sobie radę także w sztuce, chociaż nie zawsze doceniały to tłumy im współczesne. Van Gogh żył tylko 37 lat i trzeba przyznać, że żył w nędzy, a zmarł w wyniku postrzału (prawdopodobnie samobójczego). Jednocześnie wokół niego pełno było malarzy, którzy żyli dostatnio, tyle, że dziś nikt nie pamięta ich nazwisk. Co lepsze – żyć w biedzie i stać się legendą, czy być bogatym, ale przejść w zapomnienie? Odpowiedź na tak postawione pytanie pozostawiam państwu.
Nie zawsze jednak sprawy toczą się w taki sposób jak tego szczerze chcą tłumy. 100 lat temu, na dwa miesiące przed wybuchem I wojny światowej, masy nie chciały wojny. To znaczy były jakieś grupy, którym tamten porządek się nie za bardzo podobał, ale większość Europejczyków była zadowolona. Społeczeństwa się bogaciły, a nowe wynalazki zachwycały nie tylko bogaczy. A i tak wojna wybuchła. I to jaka wojna… Tak więc nie pocieszają mnie wcale słowa, że wojna jest dziś niemożliwa, bo nikt jej nie chce. Są tacy, którzy jej chcą, i potrafią wszystkich zaskoczyć. Ale może się mylę…?
Racja tłumu
REKLAMA
REKLAMA




















