Co jeszcze bardziej ciekawe, Brexit zaskoczył chyba nawet hasających. Zaraz po tamtym referendum komentatorzy z ponurymi minami mówili, że „jeszcze tylko Trump wygra w Ameryce i będzie komplet”. No i wygrał. Ale do kompletu jest jeszcze daleko. W kolejce czekają Włosi, którzy być może zadadzą kolejny cios UE i wyjdą ze strefy euro, i Francuzi, którzy coraz cieplej patrzą na Marie Le Pen i jej Front Narodowy. W tle są mniej ważne dla całości Europy kraje takie jak Holandia, która też zaraz ma wybory i która wyraźnie skręca w stronę nacjonalizmu, czy też wreszcie Polska i Węgry, których rządy głośno demonstrują swoje niezadowolenie z istniejącego w Europie stanu rzeczy.
W tym wszystkim pewną oazą spokoju są Niemcy, w których co prawda rośnie w siłę ugrupowanie Alternatywa dla Niemiec, ale w których z dużą dozą pewności można powiedzieć, że po przyszłorocznych wyborach nadal będzie rządziła Angela Merkel. Te same Niemcy 80 lat temu całe oddały się w ręce szaleńców, którzy w krótkim czasie doprowadzili je do klęski. Stało się to w pełni legalnie, przy zachowaniu prawie wszystkich reguł demokratycznych. Często się zresztą przywołuje tamte czasy jako przestrogę przed tym, co może się stać dzisiaj.
Uważam, że nie ma dobrego porównania między tym, co działo się wtedy, gdy rodził się nazizm, a tym, co dzieje się dzisiaj. Wtedy wszystko wyglądało inaczej. Świeże były rany po okropnej Wielkiej Wojnie zwanej dzisiaj I wojną światową. Granice krajów były pilnie strzeżone. Stany Zjednoczone były bardzo daleko, płynęło się do nich kilkanaście dni. Australia była gdzieś poza końcem świata. Nie było telewizji ani Internetu.
I na tej różnicy się zatrzymajmy. Media naprawdę zmieniły świat. Zwłaszcza te media dzisiejsze. Hitler otumanił cały naród, mając w ręku tylko prasę i radio, a udało mu się to dlatego, że potrafił zamroczyć nie tylko masy, ale także elity. Wcześniej i później normą było to, że masy jednak szły za elitami albo przynajmniej z elitami się liczyły. A elitę nie było łatwo otumanić. Rozwój mediów społecznościowych sprawił, że coraz bardziej wyrównywały się głosy elit i mas. Jeszcze 30 lat temu głos pana X można było usłyszeć wtedy, gdy radio lub telewizja podsunęły mu mikrofon. Dzisiaj pan X pisze bloga i jeżeli ma dobre pióro (jak to się kiedyś mówiło), to jego głos zaczyna ważyć tyle samo, co głos głównego komentatora New York Timesa. Rozwój Internetu, Facebooka, Twittera zmienił świat nieodwracalnie.
Trump wygrał także dlatego, że wsparły go za pomocą nowych mediów rosyjskie siły specjalne, tak przynajmniej wynika z raportu CIA. Liczba nieprawdziwych wiadomości błyskawicznie rozpowszechnianych przez Internet wzrosła w USA, w porównaniu z wyborami sprzed 4 lat, co najmniej kilkunastokrotnie. Ich wpływ na wybory był być może silniejszy, niż się komukolwiek wydaje. Plotka, czarny PR, oczernianie wypychają dyskusję i debatę, tak, jak zły pieniądz wypiera dobry.
A trafia to na społeczeństwa dość słabo wyedukowane. Polityk, który parę lat temu próbował osadzić powstanie warszawskie w roku 1980 nie jest jakimś ewenementem. Połowa Polaków nie ma żadnych skojarzeń z datą 13 grudnia. Mniej więcej 10 lat temu w Wielkiej Brytanii opublikowano wyniki badania opinii społecznej, z którego wynikało, że 25% Brytyjczyków uważa Winstona Churchilla za postać literacką, a prawie 50% badanych przekonanych jest, że Scherlock Holmes istniał naprawdę. I dzieje się tak w kraju, w którym media publiczne (BBC) są najmocniejsze na świecie. Nie chcę nikogo obrazić, ale mam wrażenie, że w wolnym świecie, a za taki uważa się kraje należące do naszego bloku euro‑atlantyckiego (plus Australia), obywatele są do tego stopnia wolni, że wolno jest im też niewiele wiedzieć. Inaczej mówiąc, żyjemy w świecie, w którym znacząca większość obywateli ma sieczkę w głowie. Nie bez znaczenia jest tu nasuwająca się konstatacja, że o wynikach wyborów często dziś przesądza większość minimalna.
Sieczka w głowach
REKLAMA
REKLAMA




















