U podstaw pomysłu leżała frustracja obywateli wynikająca z fiaska rządów SLD pod wodzą Leszka Millera i dryfowanie (takie było powszechne odczucie) mniejszościowego rządu pod kierunkiem Marka Belki, podczas gdy w dołkach startowych stały już dwie partie, które ramię w ramię były w stanie przejąć władzę i zacząć naprawę Polski. Te dwie partie to oczywiście PO i PiS. Tymczasem jesienią 2004 roku do wyborów był jeszcze rok i właśnie na ten rok zaplanowaliśmy nowy program. A potem już miała być szczęśliwość.
Jak było, pamiętamy. Po wyborach w 2005 roku PO i PiS wzięły się za „łby” (o ile partie mają łby), weszły w klincz i w tym klinczu tkwią do dziś, a „Szkło kontaktowe” trwa i ma się dobrze głównie dlatego, że ten klincz opisuje. Ale oczywiście nie tylko dlatego. Przy okazji okazało się, że w programie można zmieścić coś, co się nigdzie dotychczas nie mieściło, to znaczy można było pokazywać drobne wpadki polityków, na przykład źle dobrane buty, przejęzyczenie się, podsłuchane przez wszechobecne mikrofony dowody na ignorancję polityków czy też zwyczajne palnięcie jakiejś głupoty. Nie było to może bardzo częste, ale było i czasami wychodziło to całkiem zabawnie.
Od kilku lat jednak z niepokojem obserwuję, że to, co było paliwem dla mojego programu, wkroczyło do programów informacyjnych i publicystyki. Ostatnio mam wręcz wrażenie, że w tych wszystkich programach lapsusy i głupoty dominują. Przykłady? Bardzo proszę. Jeszcze 10 lat temu, gdyby minister polskiego rządu palnął z sejmowej mównicy, że jeden duży kraj sprzedał za dolara drugiemu dużemu krajowi dwa okręty wojenne wyprodukowane przez trzeci duży kraj i gdyby się wkrótce okazało, że informacja ta pochodzi z bloga prowadzonego przez młodego Rosjanina i jest ewidentnym żartem, to ten minister bardzo by się wstydził i raczej by przeprosił opinię publiczną albo przynajmniej starałby się, by o tej jego wypowiedzi było jak najciszej, a nie brnąłby w tę bzdurę. Tymczasem Antoni Macierewicz brnie. Gdyby zastępca tego ministra palnął w publicznej wypowiedzi, że Polacy uczyli Francuzów jeść widelcem, byłoby to tylko w „Szkle”, bo tak durna jest ta wypowiedź. Dziś dyskutowali o niej wszyscy, co prawda z uśmiechem politowania, ale jednak. Gdyby kilka lat temu przywódca partii rządzącej obwinił przedsiębiorców o to, że nie inwestują, bo sympatyzują z opozycją, to wszyscy uznaliby to za jakiś skrót myślowy albo za przejęzyczenie, a przywódca ów wkrótce wydałby oświadczenie, że został źle zrozumiany i nie taka była jego intencja. Sprawą głównie żyłoby właśnie „Szkło kontaktowe”, bo taka ciekawostka byłaby dosyć zabawna. Dzisiaj nie. Poplecznicy przywódcy stają za nim murem, kompletnie nie czując absurdalności tej wypowiedzi, a o kuriozalnej wypowiedzi lidera rządzących całkiem serio dyskutują ekonomiści, sami zaś przedsiębiorcy wydają oświadczenia, że zależy im na zarobku. Jeszcze kilka lat temu poseł, która zaproponowałaby, aby deportować niekatolików, którzy nie znają polskiej konstytucji, trafiłaby tylko do „Szkła”. Podobny los spotkałby wypowiedź wiceministra infrastruktury, który publicznie oceniłby to, że dwie polskie autostrady biegną na linii wschód – zachód, a tylko jedna przecina Polskę z północy na południe. I że taki stan rzeczy jest w interesie naszych sąsiadów, czytaj Rosjan i Niemców. W „Szkle kontaktowym” trochę byśmy się z tego pośmiali, zwierzchnik wiceministra prawdopodobnie by go ofuknął i tyle. Dziś ta idiotyczna wypowiedź jest wszędzie omawiana.
Gdyby kiedyś ktoś postanowił uroczyście obchodzić 14. rocznicę (!) czegoś, wszyscy by się popukali w głowę. Dziś minister Błaszczak obchodzi taką rocznicę (wygrania przez Lecha Kaczyńskiego wyborów na prezydenta Warszawy) i dzieje się to w świetle jupiterów i w obecności kamer. Fakt, że głównie są to kamery reżymowe, ale jednak są. Dawniej się mówiło, że „mleko się rozlało”. Dziś rozlewa się szkło.
Szkło się rozlewa
REKLAMA
REKLAMA




















