Najpierw zachód postanowił zaprosić Putina na obchody 70. rocznicy lądowania Aliantów w Normandii, co zaowocowało odsunięciem naszego ministra z centrum wydarzeń ukraińskich. Potem na jaw wyszła podsłuchana w restauracji rozmowa Sikorskiego z Rostowskim. Treść tej rozmowy była bulwersująca nie tylko dla polskiej opinii publicznej, poruszona została także Europa i oczywiście Ameryka, bo pan minister raczył był wypowiedzieć sporo gorzkich słów na temat naszego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. Do smutnego finału doszło jesienią – w rządzie premier Kopacz Sikorski nie dostał teki ministra, a potem zaliczył wpadkę z wywiadem dla portalu Politico.
W sprawie tego wywiadu ciągle niewiele wiemy. Myślę, że powód jego udzielenia był jeden – Radosław Sikorski źle się czuje w fotelu marszałka Sejmu. Widziałem, z jaką miną informował dziennikarzy o porządku obrad. Gdy mówił o bodajże ustawie o nasiennictwie, to na twarzy miał cierpienie. Zatem gdy zadzwonił do niego dziennikarz wpływowego portalu amerykańskiego, hamulce panu Sikorskiemu puściły i opowiedział o Putinie, który proponuje Tuskowi rozbiór Ukrainy, a nasz premier milczy, bo wie, że jest nagrywany. I teraz wariantów jest mnóstwo. Pierwszy to ten, że takiej rozmowy nigdy nie było. Wtedy pan Sikorski jest zmyślaczem. To zła wersja dla marszałka. Drugi wariant jest taki, że taka rozmowa miała miejsce. Putin zresztą wielokrotnie wypowiadał się pogardliwie o Ukrainie, więc takie słowa mogły oczywiście paść. I tu pojawia się pytanie, co Donald Tusk zrobił z taką propozycją? Przemilczał? Źle byłoby to dla Tuska, zwłaszcza w kontekście ataku Rosji na Gruzję w sierpniu 2008. Jeżeli przed atakiem na Gruzję te słowa o Ukrainie mogłyby wyglądać na żart, to po sierpniu 2008 brzmiałyby bardzo poważnie. Ale przecież jest możliwe, że premier Tusk powiedział o tym i pani Merkel, i panu Sarkozemu, tyle że dwa najważniejsze kraje w Unii Europejskiej postanowiły ten sygnał zlekceważyć. Zachód od zawsze słynie z tego, że stara się Rosji wiele wybaczać. W takiej sytuacji słowa Sikorskiego stawiają Tuska pod ścianą.
Były premier, dziś już przewodniczący Rady Europejskiej, nie może przecież powiedzieć, że informował kanclerz Niemiec i prezydenta Francji o oburzającej propozycji Putina. Dlatego rozumiem kilkudniowe milczenie Donalda Tuska. Tusk dzisiaj nie jest politykiem z naszego podwórka. On jest człowiekiem Brukseli i bardzo musi ważyć słowa. A Sikorski wsadził go na minę. Ergo, marszałek Sikorski zachował się jak głupek i musi za to zostać ukarany.
Oczywiście w najbliższym czasie Sikorski nie przestanie być marszałkiem. Zachowa fotel, bo PiS i SLD wnioskują o jego odwołanie. Ale za trzy, cztery miesiące po marszałku nie będzie śladu. Niektórzy go już żałują. Mówią, że odchodzi wytrawny dyplomata. Ale jaki on wytrawny? Dyplomata to człowiek, który bardzo waży słowa, a najczęściej po prostu milczy. Sikorski za główny kanał komunikacji ze światem wybrał Twittera. Sikorski wobec polskiej opinii publicznej najczęściej milczał albo rzucał dziennikarzom słynne dwa słowa – „szczęść Boże”. Nie mam satysfakcji z upadku Sikorskiego. Wierzę jednak, że jego przypadek da jego następcom trochę do myślenia.
Upadek Radosława S.
REKLAMA
REKLAMA




















