Auberge

0
fonograf - AUBERGE
REKLAMA

25 lutego 1991 roku wydany został album Auberge, jedenasty w dorobku i zarazem jeden z najbardziej przebojowych, jakie zarejestrował Chris Rea.
Ten zmarły 22 grudnia ubiegłego roku artysta na początku lat 90. był już twórcą o ustalonej pozycji. Jednak droga wiodąca do niej nie należała ani do najszybszych, ani też do najłatwiejszych. Od debiutanckiej płyty Whatever Happened to Benny Santini? z 1978 roku Rea konsekwentnie budował repertuar oparty na charakterystycznym, lekko zachrypniętym głosie, gitarowym brzmieniu zakorzenionym w bluesie i zamiłowaniu do melodyjnych piosenek drogi. Przez długi czas był twórcą bardziej cenionym przez wiernych fanów niż przez rynek singlowy. Lata 80. przyniosły jednak wyraźny przełom. Albumy On the Beach oraz The Road to Hell uczyniły z niego artystę rozpoznawalnego także poza Wielką Brytanią. Szczególnie ten drugi krążek, z 1989 roku, pokazał, że jest muzykiem, który potrafi połączyć refleksyjny klimat z komunikatywną formą przekazu. W jego muzyce znalazła się i melancholia, i elegancja, i pewien dystans wobec popowych mód. Na takim to etapie jego twórczości pojawiła się płyta Auberge.

Album, podobnie jak tytułowy utwór, wyróżniał się nawiązaniem do samochodu Caterham Super Seven, którego Rea był właścicielem i który nazywał „Blue Seven”. Samochód ten widnieje na okładce krążka, zilustrowanej olejną kompozycją autorstwa Alana Fearnleya. Album i to w kilku utworach zawierał nawiązania do samochodu, podobnie jak teledysk zrealizowany do piosenki tytułowej.
Słów kilka o koncepcji. Tytuł, oznaczający francuską gospodę lub zajazd, nie był przypadkowy. Rea od dawna fascynował się motywem podróży, samochodów i samotnej drogi. Auberge wpisywała się w tę estetykę niemal modelowo. To płyta brzmiąca jak ścieżka dźwiękowa do niespiesznej jazdy przez południową Europę – z krajobrazem za oknem i myślami krążącymi wokół prostych, acz istotnych spraw.

REKLAMA (3)

Muzycznie Rea pozostał wierny sobie. Na płycie dominują bluesowe frazy gitarowe, oszczędne aranżacje i spokojne tempa. Nie ma efekciarstwa ani produkcyjnego nadmiaru. Jest za to klimat, który w jego przypadku bywał ważniejszy niż formalna przebojowość. Kompozycja tytułowa szybko stała się jedną z wizytówek, podobnie jak liryczna Heaven czy nastrojowa Looking for the Summer, która dla wielu pozostaje jedną z najcieplejszych piosenek w dorobku artysty. W recenzji albumu zamieszczonej w internetowej bazie AllMusic Johnny Loftus napisał: Porywający utwór tytułowy i towarzyszący mu utwór „Set Me Free” przechodzą od dociekliwych, próbnych gitarowych improwizacji do pełnowymiarowych epików, z bluesowym basem, gromkimi dęciakami, chórkami i chropawym, dudniącym wokalem Rei.

REKLAMA (2)

Z perspektywy czasu krążek Auberge jawi się jako naturalna kontynuacja drogi obranej na płycie The Road to Hell, pozbawiony jednak został jej mroku. Zawierał więcej światła, pogody ducha i swoistego pogodzenia się z rytmem życia. Rea nie próbował niczego udowadniać – raczej opowiadał historie w swoim tempie, a był to już ten okres, gdy jego styl stał się w pełni rozpoznawalny. Kilka taktów gitary czy barwa głosu wystarczały, by wiedzieć, z kim mamy do czynienia. W epoce coraz silniejszej produkcyjnej unifikacji był to atut nie do przecenienia.
W 1991 roku Auberge osiągnął pierwsze miejsce na brytyjskiej liście bestsellerów oraz top zestawienia niemieckiego.
Czas na krótką refleksję. Auberge to płyta człowieka, który zrozumiał, że nie musi gonić świata, aby być wysłuchanym. Wystarczyło, że pozostał wierny własnej wrażliwości. Płyta nie próbowała być kroniką epoki, lecz zapisem nastroju, a ten starzeje się wolniej niż moda. Zapewne dlatego tak dobrze zniosła próbę czasu.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze