Czy aktorzy mają prawo do wyrażania własnych opinii? Często zadaję sobie to pytanie podczas rozmów z gwiazdami Hollywood. Podczas prywatnych, towarzyskich konwersacji zbiera im się czasem na szczerość, ale w trakcie oficjalnych wywiadów zazwyczaj bardzo się pilnują, żeby nie powiedzieć zbyt wiele.
Jestem w stanie to zrozumieć, nieraz widziałam, jak jakaś nieprzemyślana uwaga, nagłośniona ponad miarę w mediach, zniszczyła komuś karierę. Producenci filmowi nie lubią kontrowersji, te bowiem sprzedają się dobrze jedynie w plotkarskich magazynach, nie przekładają się natomiast na zyski z biletów, płyt DVD czy kliknięć w serwisach streamingowych. Dlatego, gdy mowa na przykład o polityce, nie naciskam moich rozmówców nadmiernie. Niektórzy z nich jako obcokrajowcy z góry zaznaczają, że na temat decyzji amerykańskiego rządu czy prezydenta nie zamierzają się wypowiadać. Tak czyni na przykład Hugh Jackman jak przystało na przybysza z Australii, a także Ryan Gosling, który jest rodowitym Kanadyjczykiem. Z kolei Charlize Theron, która do USA przywędrowała z Republiki Południowej Afryki, powiedziała mi kiedyś: „Nie męcz mnie trudnymi pytaniami, ja tu tylko gram w filmach!”.
Duma z bycia „geekiem”
Na szczęście coraz częściej zdarza mi się spotkać osoby, które chętnie przyznają się do swoich upodobań. Mój ulubiony przykład to Zoe Saldaña, która bez najmniejszego skrępowania oznajmiła, że jest wielbicielką kina science fiction. Ona sama używa o sobie określenia „geek”, które oznacza osobę skrajnie zafascynowaną jakimś niszowym zjawiskiem. Stereotypowy „geek” to samotnik w okularach, który całe dnie spędza na lekturze dziwnych książek lub na oglądaniu filmów, o których istnieniu nikt poza nim nie wie. „To właśnie ja” – mówi Zoe. – „Jedyna różnica polega na tym, że trochę ładniej się ubieram”.
„Trochę ładniej”?! To zdecydowanie nadmiar skromności w przypadku osoby nazwanej przez magazyn „People” królową czerwonego dywanu w uznaniu dla fantastycznych kreacji, w których aktorka pozuje przed obiektywem, pojawiając się na branżowych bankietach. Ja nazwałabym ją także królową box office’u, Zoe Saldaña ma bowiem na koncie występ aż w czterech filmach, które należą do pierwszej dziesiątki najbardziej kasowych produkcji wszech czasów. Mam tu oczywiście na myśli dwie części przebojowego cyklu „Avengers” („Wojna bez granic” i „Koniec gry”), w których zagrała kosmiczną wojowniczkę Gamorę o zielonej skórze, oraz dwie części „Avatara”, w których z kolei wcieliła się w Neytiri, błękitnoskórą mieszkankę odległej planety Pandora.
Dziś, gdy na ekrany weszła już trzecia część filmu „Avatar”, z podtytułem „Ogień i popiół”, wyjątkowo zabawnie brzmi anegdota o tym, jak przed laty James Cameron złożył aktorce ofertę zagrania w kosmicznej superprodukcji, ona zaś w pierwszej chwili chciała odmówić, bo pomyślała, że chodzi o popularny serial rysunkowy pod tym samym tytułem (jego aktorską wersję nakręcił M. Night Shyamalan pod tytułem „Ostatni władca wiatru”). Na szczęście nieporozumienie szybko się wyjaśniło.
Nicolas Cage i obsesja supermana
Zastanawiam się, ilu podobnych do niej „geeków” miałam jeszcze okazję poznać? Jako pierwszy przychodzi mi na myśl Nicolas Cage, jeden z największych dziwaków i ekscentryków w Hollywood. A przy tym najbardziej zwariowany ze znanych mi fanów Supermana. Uwielbienie aktora dla tej postaci graniczy z obsesją. Własnego syna nazwał Kal-El (gdyby ktoś nie wiedział, to prawdziwe imię komiksowego bohatera), lekką ręką wydał też 150 tysięcy dolarów za oryginalne wydanie pierwszego zeszytu z Supermanem (sprzedał go później za dwa miliony, gdy znalazł się w finansowych kłopotach).
Niewiele brakowało, by sam zagrał swojego ulubionego superherosa w planowanej produkcji Tima Burtona, ostatecznie jednak do tego nie doszło. Zamiast głównej roli przypadł mu w udziale epizod w filmie „Flash” dwa lata temu. „Spędziłem na planie wszystkiego trzy godziny, z czego samo kręcenie zajęło godzinę” – powiedział Nicolas. – „Dla mnie najbardziej liczy się fakt, że przepiękny kostium, w który Colleen Atwood [renomowana hollywoodzka kostiumolożka – Y. Cz.-H.] włożyła tyle serca, mógł pojawić się na ekranie. Zdziwiło mnie tylko, że kiedy poszedłem do kina, żeby zobaczyć film, zobaczyłem, jak walczę z jakimś ogromnym pająkiem. Musieli to dodać w komputerze, ponieważ na planie nie robiłem nic takiego”.
Henry Cavill między castingiem a grą
Skoro mowa o filmowych Supermanach, to nie można pominąć Henry’ego Cavilla, który w sercach polskich widzów zagościł także jako wiedźmin Geralt z serialu opartego na powieściach Andrzeja Sapkowskiego. W Hollywood krąży anegdota, jakoby Zack Snyder, reżyser „Człowieka ze stali”, przez wiele godzin nie mógł się dodzwonić do Henry’ego, by przekazać mu, że ten otrzymał rolę w jego filmie. Cavill bowiem, jako zapalony fan gry strategicznej „Warhammer”, akurat wtedy toczył skomplikowaną kampanię i nie odbierał telefonu.
Czy tak rzeczywiście było? Aktor w rozmowie ze mną nie chciał wdawać się w szczegóły, napomknął tylko enigmatycznie, że nie czekał w napięciu na informację: „Nie robiłem sobie wielkich planów. To po prostu był kolejny casting, na który trzeba było pójść, zaprezentować się jak najlepiej, a potem zapomnieć o wszystkim i nie zadręczać się oczekiwaniem”. Może więc rzeczywiście zajął się graniem? „Gdy w końcu dowiedziałem się, że to właśnie mnie wybrali, nie mogłem uwierzyć. Skakałem z radości po całym domu jak dziecko” – dokończył opowieść Henry. Nawiasem mówiąc, obecnie zajmuje go produkcja serialu na podstawie jego ukochanego „Warhammera”, więc podejrzewam, że jest już całkowicie stracony dla świata.
Leonardo DiCaprio po stronie Mocy
Nie tak dawno opisywałam, jakim zatwardziałym molem książkowym jest Leonardo DiCaprio. Zapomniałam wówczas wspomnieć o jednej rzeczy: hollywoodzki przystojniak to także olbrzymi fan „Gwiezdnych wojen”. I zapalony kolekcjoner figurek postaci z filmu, na które zdążył już wydać fortunę. Dosłownie wszystko kojarzy mu się z sagą George’a Lucasa, włącznie z tegoroczną produkcją „Jedna bitwa po drugiej”, w której Leo zagrał główną rolę. „W tych ciemnych okularach na pół twarzy wyglądam jak Boba Fett” – oznajmił, mając na myśli kosmicznego łowcę nagród z „Imperium kontratakuje”.
Daleką przeszliśmy drogę od czasów, gdy sir Alec Guinness dystansował się jak mógł od swojej niezapomnianej roli Obi-Wana Kenobiego, nazywając film Lucasa „bajkowym śmietnikiem”. Dziś niejeden aktor dałby się pokroić za tego rodzaju występ stanowiący spełnienie dziecięcych marzeń. Mark Hamill, którego cały świat zna jako dzielnego Luke’a Skywalkera, przyznał kiedyś w rozmowie ze mną: „To niesamowite, że po tylu latach wciąż przybywa fanów. Rosną kolejne pokolenia. Dochodzi w związku z tym do zabawnych sytuacji, bo dzieci w wieku, powiedzmy, sześciu czy siedmiu lat mają jeszcze słabo rozwinięte poczucie czasu. I kiedy rodzice pokazują im ‘Powrót Jedi’, maluchom się wydaje, że ten film powstał jakieś dwa tygodnie temu. I zdarza się, że kiedy, dajmy na to, na lotnisku ludzie pokazują mnie dzieciom: ‘Zobacz, tam idzie Luke Skywalker! ’, te kilkulatki, mając w pamięci młodego Luke’a, patrzą na faceta po sześćdziesiątce i nie są w stanie mnie rozpoznać”.
Czy Gamora stanie się legendą?
Bardzo jestem ciekawa, czy za ileś lat, gdy pojawi się nowe pokolenie widzów „Avatara” i „Strażników Galaktyki”, rodzice będą mówić dzieciom: „Zobacz, to idzie Gamora! ” albo „Patrz, Neytiri! ”. A zadziwione maluchy nie będą w stanie rozpoznać w przechodzącej kobiecie filmowych bohaterek. Nie z powodu wieku! Prawdziwie pięknej kobiety bowiem czas się nie ima, a Zoe Saldaña do tej kategorii niewątpliwie należy. Rzecz w czym innym. Za sprawą jakiegoś niepojętego zbiegu okoliczności najbardziej kasowe filmy, w których wystąpiła aktorka, to te, w których nie sposób jej rozpoznać pod grubą warstwą charakteryzacji, bądź to nałożonej naprawdę, bądź stworzonej w komputerze.
Mam nadzieję, że do tej wielkiej czwórki, czyli dwóch „Avatarów” i dwóch odsłon „Strażników…” dołączy wkrótce numer pięć, czyli „Avatar: Ogień i popiół”. Jeżeli tak się stanie, będzie to dla mnie dowód na to, że najlepszy pomysł na karierę w Hollywood to być „geekiem” i nie wstydzić się tego!





![W Ładnej montują fotoradar [ZDJĘCIA] Montaż fotoradaru Ładna](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/02/Fotoradar-Ladna-6-218x150.jpg)


















