Jest jedną z najbardziej niezwykłych wokalistek w historii bluesrocka. Ponownie przyjechała do Polski. O wrocławskim show będzie za tydzień, dziś co nieco o niej samej i jej najnowszej płycie You Still Got Me.
Charakterystyczny, drapieżny głos i rock’n’rollowy życiorys przywołują porównania Beth do Janis Joplin, ona sama jednak za tymi porównaniami nie przepada. Choć zaśpiewała tytułową rolę w off-broadway’owym musicalu Love, Janis, unika zaszufladkowania.
Beth odkryła miłość do muzyki jako 4-latka. Najpierw zgłębiała tajniki kompozycji klasycznych, zachwycając się fortepianowymi dziełami Bacha, Mozarta i Beethovena. Potem odkryła dorobek Etty James, Otisa Reddinga i zespołu Led Zeppelin. Jeszcze jako 12-latka popadła w poważne tarapaty z powodu używek. Mogła trafić do grona gwiazd, które przedwcześnie odeszły, na szczęście – jak sama mówi – przebyła długą, uzdrawiającą drogę. Jako dziewczyna chciała studiować śpiew i grę na wiolonczeli, nie potrafiła jednak pogodzić udziału w konkursach dla młodych talentów z wymaganiami stawianymi przez średnią szkołę muzyczną. Wybrała więc drogę nauki praktycznej i założyła pierwszy zespół.
Wkrótce jej talent zwrócił uwagę menedżera Davida Wolffa (odkrył m.in. Cyndi Lauper).
Dzięki jego staraniom legendarna wytwórnia Atlantic Records wydała w 1996 roku jej pierwszą płytę. Beth miała wówczas 24 lata. Bardzo ciepło przyjęty debiutancki album zaowocował 9-miesięczną trasą koncertową, w trakcie której powstał materiał na kolejny duży krążek, zatytułowany Screaming for My Supper (1999 r.). Na nim znalazł się jeden z jej większych hitów, autobiograficzna ballada L.A.Song (Out of This Town). W kompozycji tej artystka opisała swoje traumatyczne doświadczenia z depresją, poza którą i tak jej życie nie było łatwe. Po latach opowiedziała o porzuceniu przez ojca, który trafił do więzienia oraz o siostrze zmarłej z powodu komplikacji związanych z AIDS.
Wraz ze wzrostem popularności spotęgowały się problemy Beth z używkami, psychozą depresyjno-maniakalną, a także z prawem (za podrabianie recept trafiła do więzienia). Z pomocą przyszedł jej ówczesny menedżer, dzisiaj mąż, Scott Guetzkow, dzięki któremu rozpoczęła długą i bolesną batalię z uzależnieniami i własną psychiką.
W ostatnich latach Beth jest już inną kobietą. Twierdzi, że przebyła długą, uzdrawiającą drogę i oswoiła ciemne sekrety, swoje dziwactwa i inne wstydliwe rzeczy. To wszystko – jak dodaje – sprawia, że jest szczęśliwa.
Po pięciu latach od płyty War in My Mind artystka firmuje nowy album, na którym gościnnie zagrali gitarzyści Slash (Guns N’ Roses) i Eric Gales. Produkcją zajął się pracujący z nią od ponad dekady Kevin Shirley (ma na koncie produkcje albumów takich gwiazd, jak m.in. Iron Maiden, Mr. Big, Black Country Communion, Joe Bonamassa, Dream Theater i Journey).
Zanim przejdę do wydanego w końcu października albumu You Still Got Me, słowa Bretona Towlera, opublikowane przez Bluesrockreview: Od czasu do czasu słyszysz głos, który zatrzymuje cię w miejscu (…). Beth Hart ma jeden z takich głosów. Taki, który mógłby zdmuchnąć pajęczyny z sufitów i zdrapać farbę ze ścian. Wrażliwy, ale potężny, przydymiony, ale pełen duszy, ognisty, ale lodowaty, namiętny, ale orzeźwiająco wrażliwy, jest jednym z najbardziej imponujących głosów, jakimi obdarzono bluesrock od czasów Janis Joplin. A kiedy ból Billie Holiday i Etty James wrzucisz w huraganowy głos Hart, stajesz wobec czegoś zupełnie niezwykłego.
Album You Still Got Me wypełnia tuzin piosenek, z których każda jest właściwie w innym gatunku. Całość otwiera zmysłowy bluesrocker Savior With A Razor, w którym Slash gra wraz z brzmiącym w stylu honky tonk fortepianem. W kolejnym, nadającym się do tupania utworze Suga N My Bowl Eric Gales serwuje drugą porcję znakomitego gitarowego rzemiosła.
W wydanej na singlu kompozycji Little Heartbreak Girl z refrenem do wspólnego śpiewania, Hart brzmi triumfalnie, a jej głos ma w sobie potężny ładunek nadziei. Pulsujący emocjami tytułowy utwór zniewala dramaturgią oraz imponującym aranżem smyczkowym. Wzruszająca ballada z fortepianem Wonderful World poświęcona siostrzenicy, emanuje optymizmem i wirującym refrenem. Z kolei Don’t Call The Police i zadziwia, i urzeka. Rozwija się od cichego fortepianu i surowego oddechu Hart do sejsmicznej sekcji chóralnej, po której następuje spektakularne solo gitarowe.
Jest jeszcze ujmująca, pełna emocji ballada You Still Got Me, kapitalnie countrowy numer Wanna Be Big Bad Johnny Cash, czy wieńczący całość mroczny Machine Gun Vibrato. W fachowych recenzjach album jest oceniany bardzo wysoko, nierzadko też otrzymuje oceny najwyższe.


![Przy plantach powstaje ścieżka rowerowa [ZDJĘCIA] Dworcowa ścieżka rowerowa](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Dworcowa-sciezka-rowerowa-4-218x150.jpg)






![Memoriałowo i charytatywnie przy stołach [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/926a96ac-c839-4c51-b091-8c42158ad149-218x150.jpeg)










