Freddie Mercury – wspomnienie

0
REKLAMA

Osobiście po raz pierwszy usłyszałem Mercury’ego w Polskim Radio latem 1974 roku. Pamiętam, że utwór Seven Seas Of Rhye (wydany jeszcze na pierwszym dużym krążku zespołu) spodobał mi się na tyle, że nagrałem go sobie na „szpulę”. Moją uwagę wzbudziła dynamicznie grająca kapela jako całość, w mniejszym stopniu natomiast dość dziwnie brzmiący wówczas dla mnie wokalista o niezwykłych możliwościach głosowych. Jednak po tym numerze pilnie śledziłem, co Freddie i jego kumple mają nowego do zaoferowania.

Mercury nie ograniczał się do wspólnych nagrań i koncertów z macierzystym bandem. W 1985 roku ukazał się jego pierwszy samodzielny album, pod nieco przewrotnym tytułem Mr. Bad Guy. To właśnie na tym krążku znalazł się późniejszy obowiązkowy na koncertach Queen kawałek – I Was Born To Love You.

REKLAMA (3)

Trzy lata po wydaniu tego albumu Mercury wraz ze słynną hiszpańską diwą Montserrat Caballé nagrał unikalną płytę będącą mariażem rocka i muzyki operowej. Była to ogólnoświatowa sensacja muzyczna. Początkowo fakt ten przyjęto sceptycznie, podchodzono do niego z rezerwą i raczej – co tyczyło się zwłaszcza znawców muzyki poważnej – z nieukrywaną ironią. A jednak płyta Barcelona stała się sukcesem.
Po śmierci artysty Montserrat Caballé powiedziała: Myślę, że Freddie robił wspaniałe rzeczy. Jego baryton był absolutnie zachwycający. Miał jeden z najwspanialszych głosów, jakie kiedykolwiek słyszałam. Był wielkim artystą.

REKLAMA (2)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze