W lipcu 1974 roku ukazał się album Irish Tour firmowany przez znakomitego irlandzkiego gitarzystę Rory’ego Gallaghera. Krążek ten od lat zaliczany jest do grona najlepszych bluesrockowych koncertówek w historii.
Nieżyjący od 1995 roku William Rory Gallagher urodził się 2 marca 1949 roku w Ballyshannon, w Irlandii. Pierwsze doświadczenia estradowe zdobywał grając najpierw w zespole The Fontana Showband, a następnie w The Impact. Jako szesnastolatek założył grupę Taste. Band istniał pięć lat i zapisał się w historii bluesrocka jako znakomite trio, które z zaściankowej anonimowości doszło do międzynarodowej sławy.
Rory jeszcze jako nastolatek okazał się bardzo pracowitym i konsekwentnym artystą o nieprzeciętnym talencie. W latach siedemdziesiątych zapytany o to jaką muzykę będzie grał za dziesięć lat, Gallagher odpowiedział, że ciągle tę samą, tylko zdecydowanie lepiej. I rzeczywiście technikę gry szlifował do końca swoich dni. Potrafił zręcznie zachować podstawowe przesłanie bluesa, jednocześnie nie wynosząc go na piedestał. Śmiało korzystał z tradycji boogie i twórczo sięgał po stricte rockowe rozwiązania, będąc przy tym bardzo nowoczesnym interpretatorem. Jego gra wzbudzała podziw, a potrafił grać fenomenalnie, tak na swoim steranym stratocasterze z 1961 roku, jak na mandolinie, harmonijce ustnej, a nawet saksofonie.
Pamiętam, że jeszcze jako młodszy nastolatek z zapartym tchem słuchałem nagrań Rory’ego. Nienaganna technika gitarowa, ostre, wyraziste, bardzo charakterystyczne frazowanie, a do tego świetnie wykorzystywana umiejętność gry bottlneck musiały się podobać każdemu, kto lubił mocne bluesrockowe brzmienia. Rory od początku czerpał inspiracje z muzyki czarnych bluesmanów, przez których był uznawany za najlepszego białego gitarzystę. Muddy Waters i Albert King zaprosili go nawet do udziału w sesjach nagraniowych.
Po rozpadzie zespołu Taste artysta postanowił kontynuować karierę pod własnym nazwiskiem. Czynił to na tyle udanie, że rok po wydaniu debiutanckiego albumu (1971) w rankingu opiniotwórczego brytyjskiego magazynu Melody Marker został wybrany Międzynarodowym Muzykiem Roku, wyprzedzając samego Erica Claptona.
Mimo sukcesów jakie zanotowały płyty studyjne, dla Gallaghera i jego bandu najbardziej liczyły się jednak występy na żywo. To dzięki nim zespół mógł osiągnąć temperaturę przekazu, o jakiej w studiach nagraniowych można było tylko pomarzyć.
Koncertowa trasa Gallaghera po „Zielonej Wyspie” rozpoczęła się niespełna dwa miesiące po wydaniu czwartego studyjnego albumu – Tatoo, na którym ten irlandzki „wioślarz” i multiinstrumentalista zarazem pokazał jak mądrze i twórczo łączyć bluesrockowe klimaty z elementami folku, country, a nawet jazzu. Muzycy, którzy wsparli go podczas irlandzkich koncertów byli jego kumplami, wcześniej towarzyszyli mu przy nagrywaniu płyt Blueprint oraz Tatoo.
Album Irish Tour do dziś ujmuje swoim młodzieńczym powerem, witalnością i radością grania. Wszystko to było pochodną młodego wieku utalentowanych muzyków. Rory miał wówczas niespełna 26 lat, klawiszowiec Lou Martin – 25, basista Gerry McAvoy – 23, a pałker Rod de’Ath – 24.
Irlandzki tour przedstawiał to, co fani soczystego bluesrocka lubią najbardziej. Od pełnych ognia, dynamicznych numerów w postaci otwierającego Cradle Rock, czy Walk On Hot Coals, poprzez kapitalne bluesy I Wonder Who oraz Too Much Alcohol , a na pięknych balladowych utworach w postaci Milion Miles Away skończywszy.
Sylwetkę Gallaghera podczas tej irlandzkiej trasy bardzo interesująco prezentował film Tony’ego Palmera – Irish Tour ‘ 74, który powstał na kanwie zarejestrowanych koncertów. Całość została jednak umiejętnie przepleciona fragmentami rozmów, poetyckimi impresjami oraz typowymi scenkami z życia w trasie.
Rory w filmie Palmera jawi się jako bezpretensjonalny, równy facet, który oprócz iskry bożej ma w sobie jakiś niezwykły entuzjazm, sprawiający, że jego muzyka na żywo brzmi jakby była natchniona.
Warto przy tym wiedzieć, że w 1974 roku Gallagher był uwielbianym przez swoich rodaków artystą. Szalejące tłumy nadawały jego koncertom niepowtarzalnej atmosfery. Film Palmera oddał to znakomicie.
Gallagher nigdy nie zabiegał o względy tzw. showbiznesu, nie dbał też specjalnie o swój wizerunek sceniczny, organicznie nie znosił kiczu, a przy tym potrafił sprzedać imponujące ilości płyt firmowanych jego nazwiskiem.
Mimo że album Irish Tour nie zdobył oszałamiających wyników na listach bestsellerów, to jednak jego sprzedaż przekroczyła dwa miliony egzemplarzy.
![Kolejny parkomat w Tarnowie [ZDJĘCIA] Parkomat ul. Gumniska](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Parkomat-ul.-Gumniska-8-218x150.jpg)


![Groźne zdarzenie na skrzyżowaniu w Tarnowie. Na miejscu pracują służby [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/DSC_6746-218x150.jpg)


![Prace przy „Szczucince” rozpoczęli od wycinki dzikiej zieleni [ZDJĘCIA] Stacja Dąbrowa Tarnowska 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Stacja-Dabrowa-Tarnowska-2026-5-218x150.jpg)














