Jak on śpiewa…

0
borowiec
REKLAMA

Tyler jest nie tylko rasowym wokalistą i tekściarzem, jest właściwie multiinstrumentalistą, potrafi grać na gitarze, harmonijce, pianinie, mandolinie, perkusji i banjo. Jest także aktorem, a w ostatnich latach dzięki występom w American Idol stał się jeszcze celebrytą.
Ten zasłużony rockandrollowiec zaczął śpiewać w wieku 6 lat w chórze kościelnym. Jako nastolatek występował w przerwach występów innych wykonawców w barze ojca swojego kumpla. Zanim dołączył do Aerosmith, śpiewał i grał na perkusji w kilku lokalnych zespołach (Chain Reaction, Strangeurs, William Proud, Chain).
Ojciec jubilata – Victor Tallarico, o włosko‑niemieckim pochodzeniu, był muzykiem klasycznym, prowadzącym w Nowym Jorku własną orkiestrę Vic Tallarico Orchestra; matka – Susan Blancha – ma pochodzenie słowiańsko‑czirokeskie, a jej nazwisko Blancha jest przekształconą wersją polskiego nazwiska Czernyszewicz.
Jeśli chodzi o Aerosmith to jego historia zaczęła się dość tradycyjnie. Dwaj młodzi mieszkańcy Sunapee (New Hampshire) – Steven Tyler i Joe Perry, spotkali się na koncercie Rolling Stonesów. Tak bardzo zafascynowała ich ta muzyka, że postanowili założyć zespół. Kapela przybrała nazwę Jam Band, a w roku 1969, przeniósłszy się do Bostonu, grała już jako Aerosmith. Od początku grupa starała się wykorzystywać uderzające podobieństwo Tylera do frontmena Stonesów, a on sam, zresztą udanie, starał się Jaggera naśladować. Na styl grupy mieli wpływ nie tylko Stonesi, Steven Tyler podkreślał: bardzo podobał nam się Led Zeppelin i jego potężne brzmienie… Chcieliśmy grać tak jak oni.
Początki nie były jednak łatwe. Kwintetowi udało się podpisać kontrakt płytowy dopiero w 1973 roku. Niestety, pierwszy album – zatytułowany po prostu Aerosmith – przeszedł właściwie bez echa. Sława kapeli jednak rosła i to nie tyle dzięki stonesowskiemu wizerunkowi, ile dzięki znakomitym występom na żywo. Mimo to dopiero trzecia płyta – Toys In The Attic – ulokowała grupę na szczytach list bestsellerów. Album Rocks przyjęty został wręcz owacyjnie i uczynił z Aerosmith megakapelę.
Jak to jednak w rocku bywa, gdy stoi się na szczycie, to zaczyna się staczanie z niego. Tom Hamilton, basista, tak niegdyś to ujął: John McLaughlin i jego grupa medytowali przed każdym występem. My mieliśmy swoją własną medytację – chemiczną. Muzycy coraz częściej odurzeni prochami zaczęli tracić kontakt z rzeczywistością. Płyta Draw The Line z 1977 roku była już tylko mizerną kopią poprzednich, a kolejne dwie były komercyjną klapą.
Czas mijał i powoli o Aerosmith zaczęto zapominać. Na szczęście jednak muzykom udało się powrócić. Połowa lat osiemdziesiątych zastała ich w klinikach odwykowych. Tyler tak wspominał: To kwachy wszystko rozwaliły… Teraz, gdy się od nich uwolniliśmy, możemy zaczynać na nowo…I zaczęli, a zainwestował w nich David Geffen.
Wydany w 1987 roku album Permanent Vacation stał się największym komercyjnym hitem zespołu. Zespół unowocześnił brzmienie, skorzystał z instrumentów dętych, a przy tym nie wyrzekł się swoich fascynacji bluesem. Najlepsze z tego krążka są tryskające energią numery, takie jak choćby Dude Looks Like A Lady, przy tym jednak całość, mimo pewnych „muzycznych słodkości”, została zrobiona bardzo solidnie.
Następny ostry, bezkompromisowy krążek Pump pokazał zespół grający w swoim starym, sprawdzonym stylu, a Love In An Elevator stało się tego stosownym przykładem. Płyta Get A Grip przyniosła kolejne światowe hity, które ugruntowały pozycję zespołu wśród największych rockowych kapel świata, Living On The Edge, Cryin’ czy Crazy stały się megahitami.
Znaczącym, bardzo pozytywnym dokonaniem Tylera i jego kolegów była płyta z 2004 roku, zatytułowana Honkin’ On Bobo. Dwanaście klasycznych bluesów zostało na niej zagranych z bardzo rockowym pazurem. Dla bluesowych ortodoksów krążek jest może nieco za ostry, ale nie zmienia to faktu, że jest zagrany bardzo solidnie. Muszę przyznać, że kilka „aerosmithowskich” wersji standardów stało się moimi ulubionymi kawałkami. Ot, jak chocby Road Runner McDaniela czy Back, Back Train McDowella.
Na koniec jeszcze słówko o jubilacie. W 2006 roku Tyler został sklasyfikowany przez Hit Parader na 3. miejscu listy 100 najlepszych wokalistów wszech czasów.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze