Pół wieku temu, w maju, dziewiętnaście miesięcy po śmierci Janis, ukazała się jej zarejestrowana na żywo podwójna płyta, zatytułowana In Concert.
Na początek istotne uzupełnienie. Otóż maj 1972 roku to miesiąc wydania płyty według angielskiej, dość wiarygodnej muzycznie Wikipedii. Jednak Ellis Amburn w książce Perła. Obsesje i namiętności Janis Joplin uważa, że koncertówka ukazała się w lipcu.
Pamiętam doskonale, kiedy w następnej dekadzie za ciężko uciułane pieniądze nabyłem ten podwójny longplay w krakowskim Pewexie. Kosztował ponad 13 dolarów i jak na studencką kieszeń była to suma zawrotna. Po przegraniu na stereofoniczną kasetę stanął na półce w specjalnym przezroczystym etui obok kilku innych moich fonograficznych skarbów. Taśma z nagraniami z In Concert kręciła się często. Byłem bowiem oddanym fanem tej nieżyjącej wówczas od kilkunastu lat artystki.
Ta wybitnie uzdolniona wokalnie niegrzeczna dziewczyna dla dobrze wychowanych panienek nigdy nie była postacią do naśladowania. Co innego przecież sceniczna estyma i radość śpiewania, a co innego regularne życie na krawędzi. Janis żyła szybko i niefrasobliwie. Interesowało ją wyłącznie tu i teraz. „Cienka, czerwona linia” między życiem i śmiercią zdawała się jej nie dotyczyć. Choć uważała, że jako osoba pochodząca z długowiecznej rodziny doczeka późnego wieku, zmarła młodo, stanowczo zbyt młodo.
Styl Janis do dziś pozostaje jedną z najbardziej elektryzujących prób stworzenia białego odpowiednika najwartościowszych czarnych wzorców interpretacyjnych. Uwielbiając soul, śmiało i twórczo czerpała z tradycji bluesa i gospel. Tradycję tę rozumiała jakby intuicyjnie, ale przetwarzała ją zgodnie z duchem rocka.
Na płycie In Concert znalazło się czternaście utworów. Wersje Down on Me i Ball and Chain miały pojawić się rok później na płycie Greatest Hits. Dobrze jednak, że znalazły się właśnie na In Concert.
Na stronie pierwszej i drugiej „koncertówki” zawarto utwory zarejestrowane z zespołem Big Brother and the Holding Company, w składzie: James Gurley i Sam Andrew – gitary, Peter Albin – bas, Dave Getz – perkusja. Osiem utworów (w tym Down On Me, Piece Of My Heart oraz Summertime) zostało nagranych w Detroit i San Francisco podczas koncertów w 1968 oraz 1970 roku. Natomiast sześć nagrań z zespołem Full Tilt Boogie Band, wypełniających stronę trzecią i czwartą (m.in. Move Over, Try /Just A Little Bit Harder/, Get It While You Can oraz Ball And Chain) zostało wykonanych w Toronto i Calgary podczas Festival Express – 28 czerwca i 4 lipca 1970 roku. Full Tilt Boogie Band zagrał tam w składzie: John Till – gitara, Richard Bell – piano, Ken Pearson – organy, Brad Campbell – bas oraz Clark Pierson – perkusja. Niestety, na albumie zabrakło nagrań na żywo z Kozmic Blues. Trzeba jednak przyznać, że utwory wydane z tym zespołem zostały zarejestrowane przez Janis z grupą Full Tilt Boogie Band.
Warto dodać, że na oryginalnych wydaniach In Concert pierwszy winyl zawierał stronę pierwszą i czwartą, a kolejny stronę drugą i trzecią. Wtedy, w przypadku albumów dwupłytowych – dla promowania gramofonów z automatycznymi zmieniarkami płyt – było to dość częste rozwiązanie.
Płyta In Concert nie osiągnęła jakiegoś oszałamiającego wyniku na listach sprzedażowych, choć trzeba przyznać, że 30 miejsce w Wielkiej Brytanii i 4 w amerykańskim zestawieniu Billboard 200 nie było złym rezultatem.
Po ukazaniu się płyty, ceniony krytyk Lester Bangs na łamach magazynu Rolling Stone napisał „mieszaną” recenzję. Z jednej strony określił zawarte na In Concert nagrania jako „drugorzędne”, z drugiej jednak komplementował energię Janis. Stwierdzał przy tym: Każdy dobrze się bawi, bez względu na to, jak niechlujna jest muzyka (…). Janis, zespół, publiczność – wszyscy czerpią z siebie nawzajem i obdarowywują się tym, co otrzymują. Bangs zauważył również, że postępujący spadek kondycji Joplin był „widoczny” w nagraniach. Twierdził: Na płycie słyszymy Janis, gdy stopniowo przechodzi od początkowej, żywiołowej fazy z Big Brother, przez wstrząsającą różnicę między tym co na scenie a tym, co pojawiło się na taśmach z Full Tilt Boogie Band. Tam bowiem słyszymy zdezorientowaną osobę oraz muzykę, której nierówność – poprzez kryjące się załamanie i poczucie napięcia – jest jeszcze mniej przyjemna.
W czasach współczesnych William Ruhlmann z internetowej bazy-przewodnika AllMusic pozytywnie ocenił zawartość In Concert, podkreślając surowy wokal Joplin i sposób, w jaki opisuje swoje życie śpiewając na scenie. Przytoczył różne fragmenty płyty jako poruszające i łamiące serce, a resztę nazwał, po prostu, świetnym rock and rollem.
![Utrudnienia w ruchu przy tarnowskim sądzie [ZDJĘCIA] Utrudnienia na ul. Dąbrowskiego](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Utrudnienia-ul.-Dabrowskiego-4-218x150.jpg)



![Dworek w Skrzyszowie po modernizacji [ZDJĘCIA] Dworek Skrzyszów](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Dworek-w-Skrzyszowie-2026-3-218x150.jpg)
















