Niemal w środku roku i na progu wakacji sięgam dziś do wydarzeń muzycznych, jakie miały miejsce pół wieku temu.
Kilka miesięcy temu pisałem o najważniejszych albumach, jakie zostały wydane w 1974 roku. Tym razem tylko o nich wspominam, a więcej miejsca poświęcam wydarzeniom i singlom z tamtego czasu.
W 1974 glam rock, mimo sukcesów, miał wkrótce zejść ze sceny, punk błąkał się jeszcze w muzycznych podziemiach, a disco przygotowywało się do ogólnoświatowej ofensywy.
Niewątpliwie ważnym zdarzeniem na arenie europejskiej było pojawienie się szwedzkiego zespołu Abba. Po zwycięstwie na festiwalu Eurowizji piosenką Waterloo, Skandynawowie rozpoczęli triumfalny marsz po listach przebojów, stając się wkrótce najlepszym towarem eksportowym Szwecji (lepszym niż Volvo).
Pierwszego stycznia tamtego roku brytyjski przemysł fonograficzny przyznał krążkowi Mike’a Oldfielda Tubular Bells status pierwszej Złotej Płyty w historii. Z kolei pierwszym platynowym singlem stała się wtedy płytka niekoronowanego króla glam rocka – Gary’ego Glittera – I Love You, Love Me, Love. W czerwcu, w zestawieniach angielskich, Glitter odnotował swój kolejny numer jeden – Always Yours.
Glam rock, choć był to jego ostatni rok dobrej kondycji, uplasował na czele zestawień singlowych jeszcze inne przeboje. Formacja Mud miała ich dwa: Tiger Feet oraz Lonely This Christmas, a innymi numerami jeden na Wyspach były tamtego roku: Devil Gate Drive – Suzi Quatro, Billy Don’t Be A Hero – Paper Lace oraz Sugar Baby Love – Rubettes.
W USA pełnym blaskiem zaświeciła gwiazda ciemnoskórego piosenkarza, kompozytora, producenta i aranżera – Barry’ego White’a. W lutym White został uhonorowany czterema Złotymi Płytami, dwoma za dokonania solowe i dwoma za krążki wydane wspólnie z jego 40-osobową orkiestrą – Love Unlimited.
Inny ciemnoskóry artysta – Stevie Wonder – zdobył aż pięć statuetek Grammy. Tamtego roku „czarna muzyka” z sukcesami zaatakowała listy przebojów na całym świecie. Gloria Gaynor została pierwszą diwą disco, ze swoimi tanecznymi numerami na szczytach zestawień plasowały się zespoły Kool And The Gang (Jungle Boogie) i MFSB (The Sound Of Philadelphia), obok nich George McCrae (Rock Your Baby), a będące wtedy w fazie rozkwitu tzw. filadelfijskie brzmienie stało się ciekawym zjawiskiem w historii muzyki rozrywkowej.
Trzy amerykańskie numery jeden odnotowali na swoim koncie Beatlesi, ściślej trzech z nich i, co oczywiste, każdy z osobna. W styczniu zestawieniu singlowemu, wg tygodnika Billboard, przewodził Ringo Starr z piosenką You’re Sixteen, w czerwcu Paul McCartney z utworem Band On The Run i wreszcie w listopadzie John Lennon z Whatever Gets You Thru The Night. A propos tego ostatniego, 28 listopada – w Święto Dziękczynienia – podczas koncertu w Madison Square Garden dołączył on w trzech piosenkach do Eltona Johna. Jak się potem okazało był to jego ostatni występ na żywo.
Niewątpliwie sporym wydarzeniem tamtego roku był płytowy debiut brytyjskiej grupy Bad Company, która, ze względu na znakomity skład, nazwana została wówczas supergrupą. Była to bardziej hardrockowa wersja zespołu Free, która zasłużenie zdobyła uznanie, tak krytyki, jak i amatorów mocnego brzmienia.
Po tamtej stronie Atlantyku rockowe formacje, takie jak choćby Bachman-Turner Overdravie czy Grand Funk, miały się całkiem nieźle i pojawiły się na szczytach zestawień singlowych. Ogólnie jednak muzyka rockowa, a zwłaszcza jej cięższa odmiana, znalazła się 50 lat temu w lekkim impasie. Na rynku płytowym nie pojawiły się kolejne krążki firmowane przez Led Zeppelin, czy Black Sabbath, co prawda, zespół Deep Purple wydał nagrany w zmienionym składzie krążek Burn, a choć była to płyta solidna, to jednak przyjęta została bez entuzjazmu. Zupełnie kiepsko było z – wydanym w tym samym roku – słabiutkim krążkiem Stormbringer, mimo że zawarty na nim utwór – Soldier Of Fortune – cieszył się pewnym powodzeniem.
Zdecydowanie lepiej działo się na scenie progresywnej, zwanej wtedy sceną rocka symfonicznego. Zespół King Crimson wydał świetny krążek Red, grupa Yes (choć w czerwcu opuścił ją Rick Wakeman) wydała całkiem solidną płytę Relayer. Warto tu też wspomnieć ukazanie się interesującego albumu Genesis – The Lamb Lies Down On Broadway, ostatniego nagranego z Peterem Gabrielem, który po nieudanej trasie promującej to wydawnictwo zdecydował się opuścić zespół.
Na koniec słowo o zespole Sparks, który tamtego roku został okrzyknięty następcą Beatlesów. Jego hity (This Town Ain’t Big Enough for Both of Us, Amateur Hour) zdumiewały aranżacjami, iście „operową ornamentyką” oraz efektownym balansowaniem na granicy rocka i wodewilu.
![Utrudnienia w ruchu przy tarnowskim sądzie [ZDJĘCIA] Utrudnienia na ul. Dąbrowskiego](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Utrudnienia-ul.-Dabrowskiego-4-218x150.jpg)



![Dworek w Skrzyszowie po modernizacji [ZDJĘCIA] Dworek Skrzyszów](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Dworek-w-Skrzyszowie-2026-3-218x150.jpg)

















