Od lat trudno go znaleźć na okładkach magazynów muzycznych, rzadko też bywa w innych mediach. Jest jednak postacią legendarną, artystą tyleż barwnym, co intrygującym. 24 czerwca skończy 82 lata, a nazywa się: Arthur Brown.
Wielu fanów rocka łączy Arthura Browna właściwie tylko z utworem Fire, który zaśpiewany z zespołem The Crazy World Of Arthur Brown w 1968 roku stał się jego pierwszym i zarazem ostatnim numerem jeden na brytyjskiej liście singlowej.
W tamtych odległych czasach Brown był jednym z najpopularniejszych artystów londyńskiego undergroundu. Podczas koncertów szokował widzów niesamowitym wyglądem i ekscentrycznym zachowaniem, a do wykonania przebojowego Fire zakładał płonący hełm. Przy tym wszystkim przykuwał uwagę wymyślną dramaturgią, ciężkim brzmieniem i demoniczną atmosferą tekstów (Devil’s Grip, I Am The God Of Hellfire), stając się prekursorem zarówno muzyki progresywnej, jak i, co bardziej oczywiste, shockrockowej.
Trzeba podkreślić, że formacja Arthura Browna, w której grali m.in. keyboardzista Vincent Crane (potem Atomic Rooster) oraz perkusista Carl Palmer (Emerson, Lake and Palmer oraz Asia) wyprzedziła epokę. Ówczesna szersza publiczność nie dorosła do prezentowanych przez nią spektakli, a wytwórnie płytowe nie były przygotowane do wydawania – jak to określano – hałaśliwej muzyki grupy.
Po emisji płyty The Crazy World Of Arthur Brown w 1968 roku, następna ukazała się po blisko dwudziestu latach, ale formacja Browna wywarła znaczący wpływ na grupy hardrockowe, z Deep Purple na czele. Zresztą oddziaływanie artysty miało niebagatelne znaczenie dla karier muzyków takich jak: Alice Cooper, Peter Gabriel, Marilyn Manson, George Clinton, Bruce Dickinson, King Diamond czy zespół Kiss.
Dla przykładu Alice Cooper tak dzielił się swoimi młodzieńczymi wrażeniami odnośnie „piekielnych show” Browna: To było tak, jakby wszystkie moje Halloween przyszły na raz! Z kolei wokalista Deep Purple, Ian Gillan opowiadał, że właśnie Brown go zainspirował, że to dzięki niemu zaczął używać krzyku jako elementu rockowej ekspresji, a ostatecznie stwierdzał: On zmienił moje życie.
Na żywo oklaskiwałem Arthura Browna dwukrotnie. W obu przypadkach miało to miejsce w amfiteatrze Doliny Charlotty podczas Festiwalu Legend Rocka. Za każdym razem byłem i zachwycony, i zaskoczony, choć bardziej chyba w sierpniu 2009, bo przecież nie sądziłem, że ten nie młody (już wówczas) człowiek na scenie potrafi być tak fenomenalnym mistrzem rockowej ceremonii. Niezwykły bluesrockowy spektakl, jaki artysta wykreował na festiwalowej scenie był przeżyciem absolutnie magicznym. Muzyka, światła, kostiumy, ogień i… ten, mimo wieku, ciągle fascynujący wokal – sprawiały radość i oczom, i uszom.
Pamiętam, że oprócz widowiskowego hitu Fire, podczas którego artysta wystąpił (jak często to zwykł czynić) w płonącym hełmie, usłyszeć można było świetnie podane klasyczne numery, m.in. takie jak: I Put Spell On You, A Hard Rains A Gonna Fall czy Don’t Let Me Be Misunderstood. Brown podczas obu tych koncertów zafundował publiczności porywające muzyczne przedstawienia, będące barwnymi rockowymi teatrami z mistrzowską dramaturgią. Wracam jednak do samego jubilata. Właściwie nazywa się Arthur Wilton. Urodził się w Whitby, w rodzinie nawigatora lotniczego. Kiedy był wczesnym nastolatkiem rodzina przeniosła się do Leeds, gdzie śpiewał w chórze, a następnie w swoim pierwszym zespole rhythm and bluesowym Dave Morgan’s Trad Band. Z czasem podjął studia na wydziale prawa w Kings College London, a ostatecznie stał się absolwentem wydziału filozofii na Reading University.
Podczas studiów kierował własną formacją Blues & Brown, grającą głównie podróbki utworów Jamesa Browna, Raya Charlesa i Bobby’ego Blanda.
W 1965 roku nagrał pocztówkę dźwiękową (flexi-disc z You’ll Be Mine oraz You Don’t Know), a wreszcie przeniósł się do Londynu i przyłączył się do zespołu The Southwest Five (SW5).
W sylwestra i w nowy rok 1966 jubilat śpiewał w jednym z popularnych klubów paryskiej dzielnicy Montmartre. Występował tam wraz z nieznanym wówczas Davidem Bowiem.
W Paryżu nauczył się, czym jest teatr i jak gromadzić wokół siebie świat bohemy. Dostał też pracę przy filmie Rogera Vadima – La Curée (Zdobycz). Dla tego reżysera nagrał dwa utwory: Baby You’re Know What You’re Doing oraz Don’t Tell Me. Po latach twierdził: Film Vadima ocalił mi życie (brakowało mu pieniędzy – przyp. KB). I dodawał: Nie każdy potrafi śpiewać, gdy obok jest Jane Fonda pod prysznicem.
O wydanym w 2022 roku ostatnim (jak dotąd) wydawnictwie jubilata, Monster’s Ball, można znaleźć w sieci opinie, że jest to jeden z najbardziej szalonych albumów wszechczasów.
![Utrudnienia w ruchu przy tarnowskim sądzie [ZDJĘCIA] Utrudnienia na ul. Dąbrowskiego](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Utrudnienia-ul.-Dabrowskiego-4-218x150.jpg)



![Dworek w Skrzyszowie po modernizacji [ZDJĘCIA] Dworek Skrzyszów](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Dworek-w-Skrzyszowie-2026-3-218x150.jpg)

















