Pierwszego marca mija dokładnie pięćdziesiąt lat od wydania płyty The Dark Side Of The Moon. W opinii wielu fanów, ale też sporej grupy krytyków album zespołu Pink Floyd pozostaje jedną z najważniejszych płyt w dziejach muzyki rockowej.
O tym niezwykłym wydawnictwie powiedziano i napisano już właściwie wszystko, dokonano tysięcy analiz na dziesiątki różnych sposobów. Zatem dziś kilka luźnych, także osobistych refleksji związanych z tym albumem wszech czasów.
Na początek, niestety, zgrzyt z ostatnich miesięcy. Wobec zaostrzającego się konfliktu z gitarzystą Davidem Gilmourem basista Pink Floyd, Roger Waters, wyjawił w wywiadzie dla „The Telegraph”, że ponownie nagrał The Dark Side Of The Moon, a przy okazji rzucił parę ostrych słów pod adresem kolegów: To ja napisałem „The Dark Side of The Moon”. Skończmy z tym całym „My”. Oczywiście byliśmy zespołem – było nas czterech, wszyscy coś wnieśliśmy – ale to mój projekt i ja go stworzyłem (…). Cóż, Nick przynajmniej nigdy niczego nie udawał. Ale Gilmour i Rick? Nie potrafią pisać piosenek, nie mają nic do powiedzenia. Nie są artystami. Oto kolejny dowód na to, że ten, jak by nie było, wiodący twórca płyty od lat zmaga się z niezdrowym, wręcz niebezpiecznym przerostem ego. W poczuciu swojej wielkości uzurpuje sobie nawet prawo do wypowiadania barbarzyńskich idiotyzmów na temat wojny w Ukrainie, w dodatku na forum ONZ. Jak widać talent i muzyczna wyobraźnia nie zawsze idą w parze z ludzką uczciwością, a zwłaszcza wrażliwością. Życząc więc Watersowi powrotu do zdrowego rozsądku, wracam do płyty.
Na ile album The Dark Side Of The Moon wrósł w kulturę masową, może świadczyć opinia (wcale nieodosobniona) astrofizyka Neila deGrasse Tysona, w której obwinia Pink Floyd za spopularyzowanie błędnego pojęcia „ciemna strona Księżyca”. Tyson tak się o tym wypowiedział: Nie ma żadnej ciemnej strony Księżyca. Jest strona widoczna i niewidoczna z Ziemi. Ale obie strony Księżyca otrzymują światło słoneczne w ciągu miesiąca. Fakt, że Pink Floyd miał album z takim tytułem, sprawił, że spędziłem całe dekady w mojej pracy nauczyciela, by to odkręcić w świadomości ludzi. Gdybym miał wehikuł czasu, cofnąłbym się i zmienił tytuł na „The Far Side Of The Moon” („Niewidoczna strona Księżyca”), dzięki czemu odzyskałbym setki godzin mojego życia. Z drugiej strony jednak warto pamiętać, że w tekście utworu Eclipse znajdują się słowa: Nie ma ciemnej strony Księżyca… Tak naprawdę cały jest ciemny, co oczywiście jest tylko metaforą, a nie żadnym astronomicznym twierdzeniem.
Czas na kilka opinii z muzycznego kręgu. Znawca tematu, wytrawny krytyk ‒ Wiesław Weiss tak wypowiadał się o płycie: W całej historii rocka trudno wskazać utwór tak starannie skomponowany, opracowany i nagrany jak „The Dark Side Of The Moon”. Grupa wykorzystała w nim różne środki wyrazu. Fragmenty klasycyzujące, w partiach instrumentów klawiszowych wzbogacone o elementy jazzu, przeplotła nowoczesnymi, atonalnymi. Kompozycja jednak stanowiła całość spójną, zwartą, w najdrobniejszych szczegółach przemyślaną.
Czesław Niemen wyraził się o albumie tak: Nie byłem przekonany do strony wokalnej Pink Floyd z powodu mojej fascynacji rhythm’n’bluesem. Ale później stwierdziłem, że to wszystko razem – jako całość – było świetne. „The Dark Side Of The Moon” zawsze zastanawiało mnie: jak można zrobić coś tak prosto i tak doskonale.
Z kolei Romuald Lipko na łamach miesięcznika „Tylko Rock” rzecz ujął następująco: W przypadku Pink Floyd najbardziej podoba mi się przestrzeń w ich muzyce. Świetna jest też instrumentacja, użycie barw i same kompozycje. Uważam, że zawsze proponują coś, co jest doskonałą całością. Niczego mi tam nie brakuje… I kiedy słucham, to czasami myślę sobie: „Boże, gdybym mógł tak zrobić!”.
Pamiętam, że podczas studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim (początek lat 80.) na zajęciach z literatury współczesnej próbowaliśmy stworzyć interdyscyplinarną listę arcydzieł kultury światowej XX wieku. Nikt z nas nie miał wątpliwości, że płyta Floydów ma na tej liście zapewnione miejsce.
Co by jednak nie pisać o The Dark Side Of The Moon, jest dowiedzione, że jest to utwór gorzki i bardzo ponury. Zainspirowała go powieść Johna Updike’a Uciekaj Króliku. Taką sugestię zawiera fragment kompozycji Breathe. Updike pozostawiał jednak czytelnikowi nadzieję. Zachęcał do ucieczki przed egzystencją jałową i nijaką. Autor tekstu „Ciemnej strony księżyca” dał w nim wyraz przeświadczeniu o daremności wszelkich prób nadania życiu głębszej treści. Pół wieku minęło, a do dziś nikt nie zna odpowiedzi na pytanie: jak to się stało, że utwór tak przerażająco pesymistyczny stał się takim bestsellerem?
# TEMI, Fonograf, 50 lat „Ciemnej strony księżyca” Krzysztof Borowiec, 50 lat The Dark Side of The Moon Pink Floyd Krzysztof Borowiec
![Utrudnienia w ruchu przy tarnowskim sądzie [ZDJĘCIA] Utrudnienia na ul. Dąbrowskiego](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Utrudnienia-ul.-Dabrowskiego-4-218x150.jpg)



![Dworek w Skrzyszowie po modernizacji [ZDJĘCIA] Dworek Skrzyszów](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Dworek-w-Skrzyszowie-2026-3-218x150.jpg)
















