W miniony piątek przypadła 79. rocznica urodzin Tadeusza Nalepy. Żal, że już od ponad piętnastu lat możemy jedynie snuć wspomnienia o tym artyście. Wspominać jednak należy, bo miano legendy przylgnęło doń nie z jakiejś woli politycznej, ale w uznaniu jego muzycznych dokonań.
Gdy w telewizji po raz pierwszy zobaczyłem Tadeusza Nalepę z zespołem Breakout, byłem małym chłopcem. Było to bodaj w końcu 1968 roku, w jednym z programów „Telewizyjna Giełda Piosenki”. Zabrzmiał tam kawałek, który zdecydowanie odbiegał od nagminnie wówczas prezentowanych grzecznych, politycznie poprawnych numerów. Gdybyś kochał, hej! – utwór, o którym mowa – zaśpiewany przez Mirę Kubasińską, zagrany z energią i bluesrockowym pazurem stał się wkrótce ogólnopolskim hitem.
Entuzjastycznie przyjęta piosenka została wydana na singlu pilotującym płytę Na drugim brzegu tęczy. Ten debiutancki longplay ujawniał fascynacje lidera Breakoutu dokonaniami John Mayalla, Jimi’ego Hendrixa, zespołów Jefferson Airplane, Jethro Tull czy Vanilla Fudge. Natomiast sam lider w gronie najbardziej wpływowych gitarzystów umieszczał Petera Greena, Erica Claptona, Jimmy’ego Page’a i przede wszystkim Paula Kossoffa z zespołu Free.
Dzięki płycie Na drugim brzegu tęczy Breakout stał się najpopularniejszym zespołem w kraju, a w plebiscycie pisma „Musicorama” krążek zwyciężył w kategorii „Album roku”.
W 2011 roku magazyn „Teraz Rock” opublikował listę 100 albumów wszech czasów. Znalazły się tam przede wszystkim płyty anglojęzyczne, ale również kilka rodzimych. Na drugim brzegu tęczy uplasowała się na pozycji 53., wyprzedziły ją tylko cztery polskie krążki: Niemen Enigmatic, Nowe sytuacje Republiki, „Jedynka” SBB i bodaj najsłynniejszy z breakoutowskich – Blues. Wcześniej, w 1994 roku czytelnicy miesięcznika „Tylko Rock” uznali płytowy debiut Breakoutu za najważniejszy polski krążek lat sześćdziesiątych.
Po płycie Na drugim brzegu tęczy przyszedł następny krążek – 70a, kolejny z udziałem Włodzimierza Nahornego i jedyny z Józefem Skrzekiem. Płyta bardzo dobra i zapowiadająca zarazem bodaj szczytowe osiągnięcie – wspomniany krążek Blues z 1971 roku. Okładka Bluesa – przedstawiająca długowłosego mężczyznę z gitarą, ubranego w dżinsową kurtkę, który za rękę prowadzi małego, dziarsko kroczącego chłopca – szybko stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych.
Jakkolwiek za najlepszy materiał bluesowy Tadeusz Nalepa uważał to, co znalazło się na płycie Kamienie z 1974 roku, to jednak głównie numery z Bluesa weszły na stałe do naszej bluesrockowej skarbnicy. Standardem, który zbłądził pod strzechy stał się numer Kiedy byłem małym chłopcem. Rzecz absolutnie ponadczasowa. Ktoś, kiedyś powiedział, że trudno sobie wyobrazić męską edukację bez znajomości tego bluesa.
W 1981 roku po zamknięciu rozdziału pod nazwą Breakout artysta kontynuował karierę solową, grał i nagrywał z wieloma znakomitymi muzykami: Stanisławem Sojką, Andrzejem Nowakiem, grupą Kciuk-Surzyn Band, czy zespołem Dżem (świetny numer Ten o tobie film) i chociaż nagrywał płyty utrzymane w mocno rockowych klimatach (Numero uno), to jednak zawsze pozostawał blisko bluesa.
Zmierzając ku końcowi, pozwolę sobie cofnąć się w czasie o jakieś pięć i pół dekady.
Otóż, jako siedmioletni smarkacz na adapterze (lub, jak ktoś woli, gramofonie) marki Luxton regularnie odtwarzałem pocztówkę dźwiękową zawierającą dwa nagrania: You Were On My Mind Crispiana St. Petersa oraz Anna zespołu Blackout. Pocztówka była w kolorze morskiej zieleni, a ja nie miałem zielonego pojęcia, dlaczego zespół o obcojęzycznej nazwie wykonuje piosenkę tak ładnie brzmiącą po polsku. O ile sobie przypominam, ten dość ważny dla mnie problem rozwiązał dopiero mój znacznie starszy kuzyn. Dopiero po latach dowiedziałem się, że w ankiecie miesięcznika „Jazz”, w kategorii „Przebój Roku 1966” skomponowana przez Nalepę Anna uplasowała się na pozycji trzeciej. W maju 1967 roku Blackout zarejestrował przeboje – Zaśpiewam ci tak oraz Studnia bez dna, a jesienią nagrał swój jedyny album, uznany za jeden z najciekawszych w tamtym okresie.
I jeszcze coś na koniec. Od kilkunastu lat lubię powracać do koncertu Tadeusza Nalepy i jego gości zarejestrowanego w listopadzie 2003 roku w rzeszowskiej Hali nad Podpromiu. Ten wydany na płycie DVD występ odbył się z okazji 60. urodzin artysty. Nalepa nie jest tam w wielkiej formie, widać, że zmaga się z chorobą, ale kiedy wspólnie z Mirą Kubasińską wykonuje Wielki ogień, to ciarki idą po plecach. Wspominam o tym, bo ta znakomita kompozycja to nie tyle numer bluesowy, ile jeden z najważniejszych utworów w historii polskiego rocka progresywnego.
![Własnoręcznie ratują pozostałości po Zamku Tarnowskich na Górze św. Marcina [ZDJĘCIA] Zbieranie cegieł zamek](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Zbieranie-cegiel-zamek-10-218x150.jpg)


![Rozpoczęły się Targi Pracy i Innowacji Tarnowskich – ITAR 2026 [ZDJĘCIA] Targi Pracy 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Targi-Pracy-2026-11-218x150.jpg)

![Prace przy „Szczucince” rozpoczęli od wycinki dzikiej zieleni [ZDJĘCIA] Stacja Dąbrowa Tarnowska 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Stacja-Dabrowa-Tarnowska-2026-5-218x150.jpg)














