W minionym tygodniu minęło pół wieku od ukazania się longplaya Can’t Get Enough, trzeciego w dorobku Barry’ego White’a. Album stał się jednym z najważniejszych osiągnięć fonograficznych w dyskografii artysty.
Zmarły 21 lat temu Barry White był amerykańskim kompozytorem, aranżerem, wokalistą i producentem. Urodził się w Galveston w Teksasie, dorastał jednak w Los Angeles. Tam, ponoć już w wieku dziesięciu lat, dołączył do gangu. Jako siedemnastolatek za kradzież opon do Cadillaca trafił na cztery miesiące do więzienia. Podczas odsiadki słuchał w radiu piosenek Elvisa Presleya, a zwłaszcza przeboju It’s Now Or Never. Było to doświadczenie, któremu później przypisał wpływ na fundamentalną zmianę sposobu życia. Po wyjściu z więzienia zerwał z gangsterką i powrócił na muzyczną drogą, która zawiodła go na szczyty list bestsellerów zarówno w USA, jak i w innych częściach świata. Warto tu dodać, że White jeszcze jako jedenastolatek towarzyszył na fortepianie Jesse Belvinowi w przebojowym temacie Goodnight My Love.
W pierwszej połowie lat 60. White nagrywał pod własnym nazwiskiem, pod pseudonimem Barry Lee, a także z grupami wokalnymi: The Upfronts, The Atlantics i The Majestics. Renomę zyskał jako artystyczny opiekun piosenkarek Felice Taylor i Violi Wills.
W 1969 roku stworzył żeńskie trio Love Unlimited, w którego skład weszły Diana Taylor, Glodean James (jego przyszła żona) oraz jej siostra Linda.
W roku 1973 założył The Love Unlimited Orchestra, 40-osobowy band, który pierwotnie miał wspierać grupę Love Unlimited. W tym samym roku orkiestra wydała singiel z napisanym przez White’a utworem – Love’s Theme, który osiągnął pierwsze miejsce na liście magazynu Billboard. Niektórzy do dziś uważają Love’s Theme za pierwszy hit „ery disco”.
Przechodząc do albumu Can’t Get Enough sięgam do słów Stephena Cooka, recenzenta bazy AllMusic: Trzeci ze znakomitych albumów White’a nagranych dla wytwórni 20th Century, przedstawia alchemika sypialni, który tworzy kolejną solidną partię bujnych, proto-disco perełek. White rósł w siłę w latach 70., współpracując ze współaranżerem Gene Pagem przy serii jednych z najbardziej wyrafinowanych przebojów w muzyce popularnej (…). „Can’t Get Enough” zawiera dwa z jego największych przebojów – „You’re the First, the Last, My Everything” i „Can’t Get Enough of Your Love, Babe”. A poza hitami, nie ma tu wypełniaczy: „I Can’t Believe You Love Me” i „Oh Love, Well We Finally We Made It” kwalifikują się jako dwa najbardziej porywające, wolno rozwijające się utwory White’a, podczas gdy „Mellow Mood (Pt. 1 & 2)” pokazuje jego talent do warstwowych instrumentali.W USA Can’t Get Enough znalazł się na szczycie listy albumów R&B i stanowił trzecie tego rodzaju osiągniecie White’a. Był też notowany na topie listy Billboard 200 oraz na 4. miejscu brytyjskiego zestawienia dużych krążków.
Zawierał dwa numery 1 na liście Billboard R&B – Can’t Get Enough of Your Love, Babe oraz You’re the First, the Last, My Everything. Oba hity wydane na singlach odniosły też sukces na liście Billboard Hot 100, osiągając odpowiednio pierwsze i drugie miejsce. Natomiast na ósmej i pierwszej pozycji uplasowały się w brytyjskim zestawieniu bestsellerów.
Otis Redding, stwierdził kiedyś, że było wielu „mężczyzn miłości”, którzy stworzyli sporo gorących, seksownie brzmiących płyt. Z perspektywy czasu Redding był takim artystą, ale byli też Marvin Gaye, James Brown, czy choćby Isaak Hayes. Wśród nich to jednak Barry White był pod wieloma względami największym, a już na pewno najpopularniejszym.
Wszyscy pozostali nagrywali płyty na tematy nie tylko „sypialniane”, przyjmowali różne punkty widzenia, a w swoich utworach komentowali również sprawy społeczne. Barry White pozostał jednak niemal wyłącznie w klimatach sypialni i buduaru, tworząc afrodyzjakalne koktajle ze swoich głębokich, mówionych inwokacji, smyczkowych aranżów i intymnych tekstów.
Bodaj w latach 80. ubiegłego wieku poczyniono w USA badania odnośnie muzyki, przy której dekadę wcześniej poczęło się najwięcej dzieci. Utwory Barry’ego White’a okazały się bezkonkurencyjne.
Po przebojach z płyty Can’t Get Enough artysta zarejestrował kolejne hity. We wszystkich obowiązywała ta sama formuła: zrelaksowane brzmienia z wyeksponowanymi nastrojowymi aranżacjami i uwodzicielskimi melorecytacjami.
Mimo późniejszego spadku popularności, White do końca lat 70. pozostawał estradowym idolem, a jego piosenki wciąż pobrzmiewały w dyskotekach i klubach tanecznych. W późniejszych latach artysta co jakiś czas przypominał o sobie fanom. Zmarł w 2003 roku, dwa miesiące przed 59. urodzinami.
![Utrudnienia w ruchu przy tarnowskim sądzie [ZDJĘCIA] Utrudnienia na ul. Dąbrowskiego](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Utrudnienia-ul.-Dabrowskiego-4-218x150.jpg)



![Dworek w Skrzyszowie po modernizacji [ZDJĘCIA] Dworek Skrzyszów](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Dworek-w-Skrzyszowie-2026-3-218x150.jpg)

















