Urodzony w USA

0
fonograf-BORN IN THE USA
REKLAMA

W minionym tygodniu minęło 40 lat od ukazania się Born In The USA – siódmego albumu Bruce’a Springsteena, jednego z największych sukcesów komercyjnych w dziejach rockandrollowej fonografii.

W maju 1974 roku dziennikarz John Landau, dzieląc się swoimi wrażeniami z jednego z koncertów Bruce’a, napisał, że widział przyszłość rock and rolla, i że ta przyszłość nazywa się Bruce Springsteen. Dziesięć lat później Landau, stając się jednym z producentów Born In The USA, walnie przyczynił się do wielkiego sukcesu albumu, który przyniósł zarówno dynamiczne, hitowe rockery, jak i melodyjne ballady. Przy tym w zestawieniu z poprzednimi dużymi krążkami Springsteena demonstrował bardziej popowe brzmienie. Jego produkcja, z wyraźnym wykorzystaniem syntezatorów, pozostaje typową dla głównego nurtu muzyki rockowej lat 80. Teksty, kontrastujące z żywszym, bardziej agresywnym brzmieniem, kontynuują tematykę poprzednich płyt, zwłaszcza Nebraski.

Album, którego współproducentami byli Springsteen, Jon Landau, Steven Van Zandt i Chuck Plotkin, był nagrywany w Nowym Jorku z zespołem E-Street Band od stycznia 1982 do marca 1984 roku.

REKLAMA (2)

Recenzent Bruno MacDonald w książce 1001 albumów muzycznych tak napisał o krążku: Springsteen wybrał najbardziej popową kolekcje ze stu piosenek i zapewnił płycie kultowy status zdjęciem na okładce autorstwa Annie Leibovitz, przedstawiającej go w dżinsach z tyłu. Tu należy wspomnieć, że z czasem zdjęcie wykonane na tle amerykańskiej flagi zapewniło wydawnictwu miejsce na listach najlepszych płytowych okładek wszechczasów.
Wybór dwunastu kompozycji, które wypełniły Born In The USA był pod względem muzycznym trafiony znakomicie, ale, zwłaszcza dla Amerykanów, bardzo istotny był też właściwy Springsteenowi bezpośredni i uczciwy przekaz.

W połowie lat 80. zjawisko pod nazwą Bruce Springsteen, zważywszy na amerykański kontekst jego utworów, trafnie ujmowali także polscy dziennikarze. Roman Waschko na łamach miesięcznika Non Stop pisał: Springsteen reprezentuje muzykę „zdrową”, taką o jakiej od dawna marzyli organizatorzy koncertów. Na jego występy mogą przychodzić rodzice z dziećmi i dzieci z rodzicami, bo, świadomie czy nie, Springsteen stworzył sobie image Amerykanina zdrowego fizycznie i duchowo. Nie pali, nie pije, choć nie gardzi kuflem piwa, ubiera się wyłącznie w dżinsy, nawet na estradzie i (…) śpiewa piosenki proste. Otóż to, proste i zrozumiałe, ale tak naprawdę, na co zwracał uwagę Wojciech Mann, by zrozumieć Springsteena nie wystarczyło słuchać jego płyt. Należało poznać i jego, i jego odbiorców w Stanach, to bowiem pomagało pojąć jakie więzy mogą łączyć śpiewającego milionera w dżinsach i białej podkoszulce z ludźmi, od których zapożyczył ten strój.

Bruce był bardzo amerykański, tak bardzo, że nawet Ronald Reagan, choć nieco opacznie, powoływał się na jego „przesłanie nadziei” w tytułowym utworze.

Jak by nie było, Ameryka poznała Springsteena po wydaniu Born To Run w 1974 roku, ale cały świat poznał go po Born In The USA.

Słów kilka o samych piosenkach. Początkowo tytułowy numer, jak to określił Bruno MacDonald, był „akustycznym lamentem”, stał się jednak grzmiącym nagraniem w stylu The Who. Począwszy od niego, a poprzez seksowne I’m On Fire i ciepłe Glory Days muzyka na krążku okazywała się zwodniczo komercyjna. Zwodniczo, bo właśnie teksty piosenek wiele wynagradzały. Piosenka Dancing In The Dark opowiadała o frustracji Bruce’a tym, że musi napisać hit. Tęskny i uroczy numer Bobby Jean stał się hołdem dla współpracownika artysty – Steve’a Van Zandta. Szalony rock and roll Working On The Highway tuszował mocno charakterne słowa, a pozornie patriotyczny kawałek tytułowy, tak naprawdę, okazywał się jadowitym potępieniem. Niewątpliwie błyskotliwym utworem był też No Surrender, równie poruszający, co I’m On Fire.

REKLAMA (3)

Born in the USA rozeszła się w ponad 30 milionach kopii, zajmując 22. miejsce na liście najlepiej sprzedających się płyt w historii światowej fonografii oraz 15. w podobnym rankingu w Stanach Zjednoczonych. W zestawieniach bestsellerów była na topie m.in. w Austrii, Australii, Holandii, Kanadzie, Norwegii, Szwecji, w Niemczech, Wielkiej Brytanii i, co oczywiste, w Stanach Zjednoczonych.

W różnych częściach świata płyta wielokrotnie pokryła się platyną. Dla przekładu: 13 razy w Australii, 15 w USA, aż 17 razy w Nowej Zelandii, a w Kanadzie, gdzie sprzedano ją w milionie egzemplarzy, zdobyła status Diamentowej Płyty.

Krążek znalazł się na listach najwspanialszych albumów wszechczasów, m.in. na listach magazynu Rolling Stone i tygodnika New Musical Express, a w 2012 roku został wprowadzony do Grammy Hall of Fame.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze