
Maria Bereźnicka‑Przyłęcka wychowała się w rodzinie, w której było wielu znakomitych malarzy, a w szczególności brat jej ojca – Kiejstut Bereźnicki. Atmosfera domu rodzinnego sprawiła, że podjęła studia na łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych w pracowniach malarstwa pod kierunkiem prof. Stanisława Fijałkowskiego i tkaniny unikatowej u prof. Antoniego Starczewskiego. Nie od razu jednak jej kariera zawodowa związana była ze sztuką pędzla, początkowo bowiem spełniała się artystycznie, tkając gobeliny. Musiało upłynąć parę lat, trochę rzeczy w jej życiu się wydarzyć, by swoje wizje zaczęła realizować na płótnie.
– Moje życie wykonało taką woltę, że musiałam przywyknąć do daleko idących zmian i to przełożyło się też na moją twórczość. W tej chwili muszę mieć możliwość dokonania zmiany w tym, co tworzę, a malarstwo mi to daje, bo w gobelinie nie można się cofnąć, najwyżej dodawać kolejne wątki – wyznaje artystka, która w swych pracach malarskich potrafiła stworzyć swój własny, charakterystyczny i niepowtarzalny styl. Swoje obrazy pokazywała na 38 wystawach indywidualnych w całej niemal Europie i Stanach Zjednoczonych. Wielokrotnie uczestniczyła też w ekspozycjach zbiorowych zarówno krajowych, jak i zagranicznych. Jej dzieła znajdują się w zbiorach muzealnych i prywatnych w Polsce oraz w kolekcjach w Niemczech, Francji, Austrii, Grecji, Finlandii, Australii i Stanach Zjednoczonych.
Inspiracją dla Marii Bereźnickiej‑Przyłęckiej są przede wszystkim podróże po świecie – napotkani w nich ludzie, nowe przestrzenie, inne światło, zapachy i smaki. Przywiezione z wypraw emocje artystka eksploatuje do wyczerpania – tak powstały cykle obrazów, które możemy podziwiać w Galerii Hortar: „Snem zatrzymane”, „Smak chwili”, „Prowansja”, „Punkty czasu”, „Komody”, „Malwy” i inne. Łączy się w nich martwa natura, przedmiotowość, elementy krajobrazu i abstrakcja. Pojawiają się ulubione przez malarkę wieloznaczne symbole – przede wszystkim krzesła i szuflady. Te pierwsze jako miejsca, na których mieszają się różnorodne nastroje i przeżycia ludzi, którzy na nich siadają, a później odchodzą, ustępując je innym. – Krzesło jest symbolem naszego miejsca na Ziemi, ale które w każdej chwili możemy zmienić i czynimy to łatwo – wyjaśnia pani Maria. Szuflady zaś odwołują się do przestrzeni, w których przechowujemy wspomnienia, zdjęcia, rzeczy potrzebne i niepotrzebne, cenne obiektywnie lub wartościowe tylko dla nas. – Wszyscy mamy gdzieś w sobie, w środku takie szuflady, w których ukrywamy różne nasze tajemnice. Czasem je wysuwamy i zaglądamy do nich. Swoimi obrazami chcę namówić widzów do takich prób penetracji własnych szuflad, może coś fajnego w nich znajdą – podpowiada artystka.
Kolejną jej fascynacją są owoce występujące niemal we wszystkich pracach – jabłka, bakłażany z aksamitną skórką, pieczone kasztany – bo jak wyznaje malarka, kryje się w nich cała historia kwitnienia, zawiązywania, dojrzewania, są efektem końcowym skomplikowanego procesu w naturze, stąd ich magia. – Są artyści, których bardziej fascynuje człowiek, uczucia odbite na twarzy. Dla mnie aktorami są owoce, w ich połówkach, całościach drzemią emocje, opowiadają dużo o mnie – jak się czuję, co przeżywam – mówi.
Dzieła Marii Bereźnickiej‑Przyłęckiej są pełne nasyconych, ciepłych barw oraz pełne światła i powietrza, stąd obcuje się z nimi niezwykle przyjemnie. Spoglądając na nie, mamy też ochotę ich dotknąć za sprawą dynamicznej faktury. Wszystkie malowane są farbami akrylowymi na płótnie z dodatkiem włókien z suchych liści draceny, wtopionych w akryl. Daje to oryginalny i nawet nieco spektakularny dla odbiorcy efekt. Jednak największą ich wartością jest szczerość wyrazu artystycznego, którą z łatwością odczuje i doceni nawet średnio wrażliwy widz.
– Zaletą tego malarstwa jest to, że umiejętnie łączy figurację, przedmiotowość z fakturą i abstrakcją. Jest w nim kilka planów – na pierwszym martwa natura, przedmioty, na drugim pejzaż i nagle otwiera się jakaś dziwna przestrzeń, która może być niebem, a właściwie wszystkim, bo jest fakturowana. To połączenie dokładności rysunku, nawet pewnej perfekcji, z formą typowo malarską, gdzie farba się zlewa, ale też jak w taszyzmie jest ekspresyjna – z uznaniem komentuje twórczość koleżanki po pędzlu znany tarnowski artysta Witold Pazera.
Najlepiej obejrzeć obrazy pani Marii samemu w Galerii Hortar. Można się ogrzać w cieple ich słonecznej kolorystyki, można pod ich wpływem zajrzeć do własnych, głęboko ukrytych szuflad, zachwycić się ich subtelnością lub po prostu docenić techniczną doskonałość malarskich kompozycji.




![Dworek w Skrzyszowie po modernizacji [ZDJĘCIA] Dworek Skrzyszów](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Dworek-w-Skrzyszowie-2026-3-218x150.jpg)


















