Emocje z podróży na płótno przelane

0
hortar
Wystawa malarstwa Marii Bereźnickiej‑Przyłęckiej zainaugurowała piętnasty sezon wystawienniczy w Galerii Hortar | fot. Paweł Topolski
REKLAMA

Maria Bereźnicka‑Przyłęcka wychowała się w rodzinie, w której było wielu znakomitych malarzy, a w szczególności brat jej ojca – Kiejstut Bereźnicki. Atmosfera domu rodzinnego sprawiła, że podjęła studia na łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych w pracowniach malarstwa pod kierunkiem prof. Stanisława Fijałkowskiego i tkaniny unikatowej u prof. Antoniego Starczewskiego. Nie od razu jednak jej kariera zawodowa związana była ze sztuką pędzla, początkowo bowiem spełniała się artystycznie, tkając gobeliny. Musiało upłynąć parę lat, trochę rzeczy w jej życiu się wydarzyć, by swoje wizje zaczęła realizować na płótnie.
– Moje życie wykonało taką woltę, że musiałam przywyknąć do daleko idących zmian i to przełożyło się też na moją twórczość. W tej chwili muszę mieć możliwość dokonania zmiany w tym, co tworzę, a malarstwo mi to daje, bo w gobelinie nie można się cofnąć, najwyżej dodawać kolejne wątki – wyznaje artystka, która w swych pracach malarskich potrafiła stworzyć swój własny, charakterystyczny i niepowtarzalny styl. Swoje obrazy pokazywała na 38 wystawach indywidualnych w całej niemal Europie i Stanach Zjednoczonych. Wielokrotnie uczestniczyła też w ekspozycjach zbiorowych zarówno krajowych, jak i zagranicznych. Jej dzieła znajdują się w zbiorach muzealnych i prywatnych w Polsce oraz w kolekcjach w Niemczech, Francji, Austrii, Grecji, Finlandii, Australii i Stanach Zjednoczonych.
Inspiracją dla Marii Bereźnickiej‑Przyłęckiej są przede wszystkim podróże po świecie – napotkani w nich ludzie, nowe przestrzenie, inne światło, zapachy i smaki. Przywiezione z wypraw emocje artystka eksploatuje do wyczerpania – tak powstały cykle obrazów, które możemy podziwiać w Galerii Hortar: „Snem zatrzymane”, „Smak chwili”, „Prowansja”, „Punkty czasu”, „Komody”, „Malwy” i inne. Łączy się w nich martwa natura, przedmiotowość, elementy krajobrazu i abstrakcja. Pojawiają się ulubione przez malarkę wieloznaczne symbole – przede wszystkim krzesła i szuflady. Te pierwsze jako miejsca, na których mieszają się różnorodne nastroje i przeżycia ludzi, którzy na nich siadają, a później odchodzą, ustępując je innym. – Krzesło jest symbolem naszego miejsca na Ziemi, ale które w każdej chwili możemy zmienić i czynimy to łatwo – wyjaśnia pani Maria. Szuflady zaś odwołują się do przestrzeni, w których przechowujemy wspomnienia, zdjęcia, rzeczy potrzebne i niepotrzebne, cenne obiektywnie lub wartościowe tylko dla nas. – Wszyscy mamy gdzieś w sobie, w środku takie szuflady, w których ukrywamy różne nasze tajemnice. Czasem je wysuwamy i zaglądamy do nich. Swoimi obrazami chcę namówić widzów do takich prób penetracji własnych szuflad, może coś fajnego w nich znajdą – podpowiada artystka.
Kolejną jej fascynacją są owoce występujące niemal we wszystkich pracach – jabłka, bakłażany z aksamitną skórką, pieczone kasztany – bo jak wyznaje malarka, kryje się w nich cała historia kwitnienia, zawiązywania, dojrzewania, są efektem końcowym skomplikowanego procesu w naturze, stąd ich magia. – Są artyści, których bardziej fascynuje człowiek, uczucia odbite na twarzy. Dla mnie aktorami są owoce, w ich połówkach, całościach drzemią emocje, opowiadają dużo o mnie – jak się czuję, co przeżywam – mówi.
Dzieła Marii Bereźnickiej‑Przyłęckiej są pełne nasyconych, ciepłych barw oraz pełne światła i powietrza, stąd obcuje się z nimi niezwykle przyjemnie. Spoglądając na nie, mamy też ochotę ich dotknąć za sprawą dynamicznej faktury. Wszystkie malowane są farbami akrylowymi na płótnie z dodatkiem włókien z suchych liści draceny, wtopionych w akryl. Daje to oryginalny i nawet nieco spektakularny dla odbiorcy efekt. Jednak największą ich wartością jest szczerość wyrazu artystycznego, którą z łatwością odczuje i doceni nawet średnio wrażliwy widz.
– Zaletą tego malarstwa jest to, że umiejętnie łączy figurację, przedmiotowość z fakturą i abstrakcją. Jest w nim kilka planów – na pierwszym martwa natura, przedmioty, na drugim pejzaż i nagle otwiera się jakaś dziwna przestrzeń, która może być niebem, a właściwie wszystkim, bo jest fakturowana. To połączenie dokładności rysunku, nawet pewnej perfekcji, z formą typowo malarską, gdzie farba się zlewa, ale też jak w taszyzmie jest ekspresyjna – z uznaniem komentuje twórczość koleżanki po pędzlu znany tarnowski artysta Witold Pazera.
Najlepiej obejrzeć obrazy pani Marii samemu w Galerii Hortar. Można się ogrzać w cieple ich słonecznej kolorystyki, można pod ich wpływem zajrzeć do własnych, głęboko ukrytych szuflad, zachwycić się ich subtelnością lub po prostu docenić techniczną doskonałość malarskich kompozycji.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze