Historia Pinokia opisana w drugiej połowie XIX w. przez włoskiego pisarza Carla Collodiego, choć przeznaczona dla młodego czytelnika, weszła do klasyki literatury światowej, doczekała się wielu przeróbek i mutacji – w tym rosyjskiej w postaci „Buratina” pióra Aleksego Tołstoja, a przede wszystkim licznych wersji filmowych, także tej słynnej animowanej, firmowanej przez Disneya. Na czym polega fenomen bohatera wystruganego z drewna?
Przypomnijmy; Pinokio jest drewnianym pajacykiem z bardzo słabym charakterem, toteż nie potrafi oprzeć się różnym pokusom – ulega impulsom lub namowom otoczenia i za każdym razem łamie składane obietnice, a w konsekwencji wpada w przykre tarapaty. Dzięki szczęściu i sprytowi udaje mu się jednak wyjść cało z każdej opresji. Zaletą bohatera jest to, iż choć powoli, to mimo wszystko uczy się na własnych błędach i stopniowo zaczyna też żałować swojej lekkomyślności. Zaczyna rozumieć, że przez nieodpowiedzialność i lenistwo rani tych, którzy go kochają. Z czasem zmienia więc swoje postępowanie, dba o najbliższych i w nagrodę przemienia się w normalnego chłopca, który wraz z ojcem rozpoczyna szczęśliwe życie.
Opowieść o Pinokiu to nic innego jak filozoficzna powiastka o drodze, którą przebywa każdy z nas. Rodzimy się bowiem jako drewniane pajacyki, a ludźmi stajemy się, nabierając życiowych doświadczeń, poznając świat, ucząc się empatii i miłości. Przygody Pinokia dlatego wciąż są żywe i mają charakter uniwersalnego przekazu. W tarnowskim spektaklu odczytamy go bez trudu.
Autorką scenicznej adaptacji powieści Collodiego w Tarnowie jest Iwona Kusiak, która posłużyła się bodaj najnowszym przekładem Jarosława Mikołajewskiego, uchodzącym za najlepsze tłumaczenie „Pinokia” na język polski. Dokonując oczywistych skrótów, adaptatorka zachowała najważniejsze z przygód bohatera, kluczowe dla wybrzmienia idei utworu. Do tekstu dopisała natomiast znakomite piosenki, których istotna rola w spektaklu trudna jest do przecenienia.
Młody, acz doświadczony już reżyser Rafał Matusz, którego tarnowscy teatromani pamiętają zapewne jako twórcę znakomitego „Makbeta”, wciąż obecnego w repertuarze Solskiego, przenosząc „Pinokia” na scenę, słusznie zawierzył tekstowi. Oparł się ewentualnym pokusom udziwnień znanych z innych polskich inscenizacji tej baśni. Jego Pinokio podąża śladem klasycznej już fabuły, a reżyserska inwencja skupia się na atrakcyjności teatralnego przekazu dla tzw. „szerokiego widza”. Dla młodszych dzieci ważne jest wartkie tempo spektaklu, piosenki wplecione w akcję, muzyka, sugestywna gra aktorska rozciągnięta poza przestrzeń sceny i cały szereg inscenizatorskich pomysłów, jak choćby monstrualne kukły czy podniebny lot bohatera. Wszystko to pomaga maluchom skupić się na oglądanych przygodach i wytrwać na widowni do przerwy, a potem z nowymi siłami poddać się baśni. Starsze dzieci wsłuchają się w słowo i większe korzyści wyniosą z przedstawienia, może nawet w niektórych epizodach zidentyfikują się z bohaterem, ale i one docenią wymienione atrakcje.
Natomiast dorośli opiekunowie dostrzegą oryginalne kostiumy i walory scenograficzne widowiska, odkryją groteskowe inspiracje scenografki, która na konferencji prasowej deklarowała fascynację obrazami Boscha, choć mnie konstrukcje w przodzie sceny odsyłają raczej do sztuki Salvadora Dali. Nade wszystko jednak starsi widzowie odczytają sceniczne zdarzenia poprzez pryzmat ich metaforycznego kontekstu, o którym warto po spektaklu z dzieckiem porozmawiać.
Równie słusznie co tekstowi Rafał Matusz zawierzył tarnowskim aktorom, bo są świetni. Każdy z nich wniósł do odtwarzanych ról coś charakterystycznego, co zapada widzom w pamięć, a ponadto śpiewają, tańczą i uwodzą, szczególnie młodą publikę. Bardzo dobrze obsadzony został w roli Pinokia Piotr Hudziak, ze swoją chłopięcą urodą, rozkapryszonymi minami jest nieznośnym łobuzem z wyobraźni Collodiego, który jednak zasługuje na współczucie i duchowe wsparcie publiczności w swojej przemianie. Nie można jednak powiedzieć, że dźwiga cały spektakl, bo koleżanki i koledzy z obsady wcale mu nie ustępują. Na scenie oglądamy Tomasza Piaseckiego, Karolinę Gibki, Karola Śmiałka, Monikę Wentę, Jerzego Pala, a mnie wyjątkowo do gustu przypadła złodziejska para, czyli Lis i Kot Dominiki Markuszewskiej i Tomasza Wiśniewskiego.
Tarnowskie przedstawienie „Pinokia” adresowane jest do odbiorców małych, większych i całkiem dużych – po prostu kawałek tradycyjnego familijnego teatru, który warto zobaczyć.
Komu rośnie nos?
REKLAMA
REKLAMA
![Własnoręcznie ratują pozostałości po Zamku Tarnowskich na Górze św. Marcina [ZDJĘCIA] Zbieranie cegieł zamek](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Zbieranie-cegiel-zamek-10-218x150.jpg)


![Rozpoczęły się Targi Pracy i Innowacji Tarnowskich – ITAR 2026 [ZDJĘCIA] Targi Pracy 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Targi-Pracy-2026-11-218x150.jpg)

![Prace przy „Szczucince” rozpoczęli od wycinki dzikiej zieleni [ZDJĘCIA] Stacja Dąbrowa Tarnowska 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Stacja-Dabrowa-Tarnowska-2026-5-218x150.jpg)


















