Dotyk piekła

0
REKLAMA

Niedziela rano

Miejsce zaczyna być głośniejsze około szóstej rano. Moi „sąsiedzi” po drugiej stronie korytarza to starsza para z wnukiem. Widzę, że szykują się do opuszczenia ośrodka. Oferuję pomoc z walizkami. Ich kierowca jeszcze śpi, więc mamy trochę czasu na pogawędkę. Starszy mężczyzna Oleksandr, jak się okazuje artysta malarz z Lwowa – mówi, że jadą do znajomych we Wrocławiu.

Na mnie pora. Szybko znajduję rodzinę, która chce ze mną podróżować, mężczyzna Nikolay prosi, żebym zaczekał, bo musi przywieźć swoich najbliższych do ośrodka – spali w prywatnym domu, w pobliskiej miejscowości. Trwa to znacznie dłużej niż się spodziewałem i zaczynam się martwić, że nie mogą mnie znaleźć. W końcu przyjeżdża z całą rodziną i możemy jechać. Nikolay jest biznesmenem i mieszka we Francji. Przejechał tutaj samochodem, aby zabrać rodzinę do swojego domu w Paryżu. Ale potrzebuje drugiego auta, bo jest dziewięć osób, w tym dwoje dzieci, chłopiec i dziewczynka.

Zabieram cztery osoby, chłopca z rodziny Nikolaya oraz Dianę z mężem Muhammadem i ich 4-letnim synkiem. Muhammad dość dobrze mówi po angielsku, więc mogę poznać ich historię. Pochodzi z Jordanii i kilka lat temu przyjechał na Ukrainę, aby studiować medycynę. Poznał Dianę i postanowił osiedlić się na Ukrainie. Żyli szczęśliwie w Iwano-Frankowsku, mieli zostać lekarzami. Inwazja rosyjska to uniemożliwiła. 24 lutego obudził ich wybuch, rozpoczęła się inwazja. Pocisk uderzył w lotnisko wojskowe 4 km od ich domu. Czując, że nie mają czasu do stracenia, spakowali najważniejsze rzeczy i postanowili jak najszybciej dotrzeć do Polski. Podróż, która normalnie trwałaby około 4 godzin, zajęła im 3 długie, ciężkie dni. Przez dwa dni jechali powoli w ogromnym korku. Ich synek bardzo się bał i ciągle pytał, dlaczego nie mogą po prostu iść do domu. Zobaczyli dużą liczbę pocisków lecących wysoko na niebie, więc postanowili porzucić samochód i iść do granicy z Polską pieszo. Zajęło im to 20 godzin marszu, w zimnie, temperatura spadała poniżej zera. W końcu dotarli do granicy i po odczekaniu w długiej kolejce byli w Polsce.

REKLAMA (2)
Dotyk Piekła
Ojciec Stanleya w oblężonym przez Rosjan Charkowie z koktajlami Mołotowa – „Wino musujące dla gości”

Zimna, długa podróż i brak snu sprawiły, że moi pasażerowie są wyczerpani. Chcą coś zjeść. Zajeżdżamy do gruzińskiej restauracji w okolicach Rzeszowa. Po zaparkowaniu naszych samochodów podchodzę do drzwi lokalu i widzę, że będzie czynny dopiero za 40 minut. Jednak i tak wchodzę, bo drzwi są otwarte, pytam kelnerkę, czy można coś zamówić. Każe mi wrócić za czterdzieści minut. Ale jak wypowiadam słowo „uchodźca” otwiera drzwi, a właściciel restauracji odmawia przyjęcia jakichkolwiek pieniędzy. Odpoczywamy chwilę, tymczasem Nikolay kupuje bilety lotnicze do Paryża dla swoich bliskich. Wylot z Krakowa a nie z Warszawy, jak początkowo planowali. Mam rodzinę tuż przy lotnisku w Balicach, więc proszę, żeby się przygotowali na nasz przyjazd, będziemy pięć godzin przed planowanym odlotem samolotu, wygodniej będzie poczekać w domu.

REKLAMA (3)

Jedziemy, mijam rodzinny Tarnów i patrzę na niego z perspektywy autostrady. Dom obok lotniska należał do mojej babci, która zmarła w zeszłym roku. Dojeżdżamy na miejsce i wita nas mama. Za kilka minut przychodzi sąsiadka z gorącą zupą i ciastami. Dzieci bawią się i biegają. Wkrótce wyjeżdżamy na lotnisko. Wszyscy lecą do Paryża z wyjątkiem Nikolaya, który ma jechać do stolicy Francji samochodem oraz Muhammada, który odlatuje z Polski nazajutrz, z Warszawy. Mieszkam na przedmieściach stolicy, więc oczywiście jedziemy razem i proponuję mu nocleg u mnie. Dużo rozmawiamy podczas 4-godzinnej jazdy. Opowiada mi o swoim kraju, o którym niewiele wiem. Jordania jest sąsiadem Syrii i niedawno przyjęła stamtąd dwa miliony uchodźców – co prawie podwoiło populację tego kraju! Dużo opowiada, jak szczęśliwy był na Ukrainie i że całe jego życie się rozpadło. Pytam go o plany. Jeśli Ukraina zwycięży, wrócą. Nie mają alternatywnego rozwiązania.

Niedziela wieczorem

Kiedy przyjeżdżamy do stolicy, jesteśmy wyczerpani. Siedzimy w domu w trójkę, z moją żoną, i rozmawiamy. Muhammad pokazuje nam zdjęcia i filmy swojej rodziny przed wojną. Już tęskni za żoną i synkiem, którzy wkrótce dołączą do niego w Jordanii. W końcu mogę wziąć porządny prysznic i wreszcie zasypiam, po 40 godzinach czuwania. Godziny, których nigdy nie zapomnę. Myślę o moich nowych znajomych. Nie zasługują na bombardowanie, na szukanie schronienia w stacjach metra i piwnicach. Stanley nadal powinien się martwić tylko o terminowe wykonanie swojego projektu informatycznego, a nie o jego ojca otoczonego w Charkowie przez rosyjskie wojska. Oleksandr i jego żona powinni cieszyć się emeryturą we Lwowie. Ich podróż do Polski winna polegać na odwiedzinach u znajomych lub na wystawach dzieł sztuki, a nie na ucieczce przed bombami. Diana i Muhammad powinni obudzić się z powodu śmiechu syna, a nie eksplozji. Powinni zostać lekarzami, by móc pomagać ludziom Zamiast tego dotknęli piekła, które im zgotowano, ale zdołali się z niego wyrwać.

Cieszę się, że wraz z wieloma rodakami mogłem im w tym pomóc. Takich opowieści jak moja są przecież tysiące.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze