31-letni Kamil Małochleb z Tarnowa jest zawodowym iluzjonistą. Wykonuje magiczne sztuczki nie tylko za pomocą kart, ale również gwoździ czy zszywacza pneumatycznego. Doskonali sztukę połykania ognia i zamierza uruchomić własny kanał na YouTube, na którym chciałby dzielić się swoją magią.
Piwowar i czarodziejskie sztuczki
Kamil Małochleb z zawodu jest piwowarem. – Światem iluzji zacząłem fascynować się 8 lat temu. Pracując w browarze zobaczyłem występ iluzjonisty. Patrząc, jak fantastyczne posiada umiejętności, stwierdziłem, że jeśli się tego nauczę, będę sprzedawał więcej piwa i… podrywał więcej dziewczyn. Zacząłem od prostych efektów magicznych z kartami. Z czasem zabrałem się za trudniejsze sztuczki. Dziś w swoim repertuarze mam około 60 efektów i każdy z nich jest mojego autorstwa, czyli taki, którego nie można zobaczyć podczas występu innego iluzjonisty – mówi Kamil. – Często ludzie pytają mnie, czy dużo czasu trzeba poświęcić, by robić to zawodowo. Początkowo trenowałem niemal każdego dnia po około 30 minut. Nie poświęcałem więc temu aż tak dużo czasu. Inna sprawa, że czytałem o iluzji dużo książek oraz oglądałem filmy instruktażowe. W ten sposób wzbogacałem swoją wiedzę oraz uczyłem się nowych technik. Szybkie palce i dłonie są bardzo istotne, ale o wiele ważniejsza jest osobowość i otwartość. Jeżeli jesteśmy w stanie wejść w odpowiednią interakcję z widzami, połowa sukcesu jest już za nami…
Z programem podróżuje po całej Polsce. Co więcej, ma za sobą także występy w Hiszpanii i na Węgrzech. – Zależy mi na tym, aby publiczność zastanawiała się, czy magia naprawdę istnieje. Uważam się za komediowego mentalistę, który podczas pokazów stara się wkroczyć do ludzkiego umysłu, zabrać z niego myśli danej osoby i zaprezentować je przed nią oraz innymi widzami w zabawny sposób – mówi 31-latek, który nie ukrywa, że jednym z jego ulubionych numerów jest… wyginanie metalu siłą woli. – To iluzja podobna do tej, którą znamy z filmu „Matrix”. Trzymając w dłoniach metalową łyżkę zginam ją, jedynie wpatrując się w nią swoim wzrokiem. Zdarzyło się, że podczas takiego numeru jedna z osób zasiadających na widowni… wstała i wyszła z sali przerażona. Niektórzy wierzą w magię, aż za bardzo – śmieje się Kamil.
Iluzjonista też popełnia błędy
Oprócz wyginania metalu siłą woli i czytania w myślach, może pochwalić się efektami karcianymi z psychologii i gier hazardowych, połykaniem igieł, wbijaniem gwoździ i zszywek z zszywacza pneumatycznego w różne części ciała. – To chyba jedna z najbardziej efektownych sztuczek. Polega na tym, że na stole położone są cztery zszywacze pneumatyczne, z których jeden z nich jest naładowany. Osoba z publiczności ma za zadanie wybrać kolejność zszywaczy, a następnie wycelować nim najpierw w moją dłoń, a następnie w skroń. W takich sytuacjach adrenalina robi swoje. Ludzie, którzy biorą udział w tym wyzwaniu, często walczą ze swoimi emocjami. Na tym jednak polega magia, czyli na wytwarzaniu emocji (przede wszystkim pozytywnych), ponieważ każda udana sztuczka takie właśnie emocje wyzwala – tłumaczy Kamil.
W swojej karierze zdarzyło mu się kilkukrotnie zepsuć pokaz. – W przypadku sztuczek z kartami bardzo często udaje się wybrnąć z sytuacji, ponieważ można w odpowiedni sposób zareagować i nieco zmodyfikować efekt, na jakim nam zależy, ale w sztuczce ze zszywaczem tego zrobić się nie da. Raz się pomyliłem i moja dłoń zalała się krwią… Cóż… Przeprosiłem publiczność za pomyłkę… – śmieje się 31-letni iluzjonista z Tarnowa.
Kamil Małochleb uważa, że największa moc, jaką posiadają dobrzy iluzjoniści to ta, kiedy potrafią zdjąć z głów obecnych na sali widzów wszystkie problemy, z którymi się zmagają. – Każdy z nas jest człowiekiem, każdy ma wzloty i upadki. Na moich występach pojawiają się osoby, które niedawno straciły pracę, pokłóciły się z przyjacielem, mają problemy rodzinne lub straciły kogoś bliskiego. Cieszę się, kiedy przez dwie godziny, pokazując magiczne zdolności, potrafię widzów zabrać do swojego świata, w którym zapominają o życiowych problemach. Pamiętam występ w domu dla nastoletnich dziewcząt po przejściach. Brała w nim udział około 12-letnia dziewczynka, która była zafascynowana magią. Po występie dowiedziałem się, że w przeszłości była ofiarą wykorzystania seksualnego przez dziadka i wujka. Tego typu doświadczenia utwierdzają mnie w przekonaniu, że to, co robię ma sens, a tym sensem jest to, by uszczęśliwiać ludzi.
Ogień i YouTube
Iluzjonista z Tarnowa stara się udoskonalić magiczne pokazy, aby były jeszcze bardziej widowiskowe i sprawiały, że na twarzach widzów pojawi się niedowierzanie, a jednocześnie aprobata dla jego zdolności. Stara się opanować sztuczkę z połykaniem ognia. – To bardzo trudny efekt, który wymaga sporo pracy, ale myślę, że jestem w stanie go opanować. Ta niebezpieczna sztuczka wymagać będzie ode mnie nie tylko sporej odwagi, ale także odpowiedzialności – tłumaczy Kamil.
W przyszłości chciałby uruchomić własny kanał na YouTube, na którym publikowałby część magicznych efektów. – Magia nie tylko może łączyć ludzi, ale wręcz powinna to robić. Kiedy spotykamy się ze znajomymi w restauracji czy w klubie, nie powinniśmy mieć żadnych skrupułów, aby wziąć do ręki talię kart, monetę czy pudełko zapałek i trochę „poczarować”.






















