W pogoni za bidonami

0
Rodzina Janików i ich kolekcja
Rodzina Janików i ich kolekcja | fot. Sebastian Czapliński
REKLAMA

Rodzina Janików – czyli Magdalena i Jarosław oraz ich dzieci: Nina i Igor – od kilkunastu lat kolekcjonuje bidony, czapki, torby „bufetówki” i koszulki kolarzy z grup kolarskich z różnych zakątków świata. Niedawno rodzina wróciła z wyścigu Tour de France, gdzie mogła przyjrzeć się z bliska swoim sportowym idolom.

Kilkutysięczna kolekcja

Pasja kolekcjonowania kolarskich pamiątek zrodziła się w 2007 roku. To wówczas jeden z etapów Małopolskiego Wyścigu Górskiego odbył się w Tarnowie. – Wraz z żoną uwielbiamy jazdę na rowerach, ale wówczas pojawiliśmy się na wyścigu w roli kibiców. Po zakończonych zmaganiach poprosiłem Madzię, która jest germanistką, aby zdobyła dla mnie bidon jednego z kolarzy z reprezentacji Niemiec. To wówczas wszystko się zaczęło – mówi Jarek i dodaje – Z czasem zaczęliśmy pojawiać się na zawodach Tour de Pologne, Karpackim Wyścigu Kurierów, Wyścigu „Solidarności”, czy zmaganiach kolarzy organizowanych poza granicami naszego kraju, jak chociażby w Czechach, na Słowacji i Węgrzech. W ten sposób nasza kolekcja zaczęła się rozrastać, a dziś jest imponująca.

Rodzina Janików posiada 1775 bidonów (wśród nich nie brakuje egzemplarzy z autografami kolarzy), około 360 czapeczek i przeszło 490 „bufetówek”. – Mąż nie musiał przekonywać mnie do kolekcjonowania przedmiotów związanych z kolarstwem szosowym. Od niepamiętnych czasów jeździłam na rowerze, chociaż muszę przyznać, że po poznaniu Jarka zaczęłam robić to częściej. Jesteśmy bardzo zgraną rodziną. Zawsze się wspieramy. Wszystkie wyjazdy planujemy razem. Podobnie jest z kolekcjonowaniem. W poszerzaniu naszych zdobyczy pomagają nam dzieci, które należą do szkółki kolarskiej w Tarnowie – mówi Magdalena, która dodaje, że kolekcja jest już tak duża, iż zajmuje niemal cały pokój oraz część strychu. – Coraz trudniej gromadzić kolejne przedmioty, ale zawsze znajdziemy jakieś miejsce, aby móc je wyeksponować. Najtrudniejsze jest odpowiednie dbanie o bidony, które stoją na półkach. Ich odkurzanie potrafi zająć nawet kilka dni, ale nie stanowi to dla mnie żadnego problemu.

REKLAMA (2)

Jak wygląda zbieranie bidonów? W większości przypadków nie jest to zbyt skomplikowane. Wystarczy… stanąć w odpowiednim miejscu na trasie wyścigu. – Przeważnie pojawiamy się na starcie i mecie wyścigów. Zdarza się, że odwiedzamy także strefy bufetowe. Tam, kiedy kolarz otrzymuje prowiant na dalszą trasę, którą ma do pokonania, najczęściej wyrzuca torbę, a kibice łatwo mogą zabrać ją ze sobą. Podobnie sprawa wygląda z bidonami, które kolarze często wyrzucają podczas jazdy. Z czapeczkami jest już jednak zdecydowanie trudniej. Tutaj trzeba poprosić kogoś z teamu, aby ją nam ofiarował. Mamy sporo znajomych w teamach kolarskich, którzy pomagają nam powiększać kolekcję, za co jesteśmy im bardzo wdzięczni – tłumaczy Jarek.

Wizyta na Tour de France

Wiele wskazuje na to, że kolekcja bidonów, którą posiada rodzina Janików, jest jedną z największych w Polsce, o ile nie największą. Wynika tak m.in. z grup kolekcjonerskich, do których należy rodzina, gdzie wymienia się swoim doświadczeniem z innymi kolekcjonerami z kraju, ale także z zagranicy.

– Dzięki grupom poznaliśmy mnóstwo kolekcjonerów z różnych zakątków świata. W naszym kraju do tej pory nie znaleźliśmy kolekcjonera, który posiadałby tak dużą kolekcję. Znamy za to mnóstwo kolekcjonerów z innych krajów, choćby z Francji czy Belgii, którzy mają jeszcze potężniejsze zbiory. Zdarza się, że wymieniamy się pomiędzy sobą swoimi zdobyczami, jeżeli posiadamy minimum dwie takie same sztuki. Dzięki temu mamy przedmioty związane z kolarstwem prawie z całego świata, począwszy od europejskich państw, kończąc na krajach Ameryki Północnej, Ameryki Południowej, Azji, czy nawet Australii – tłumaczy Jarek i dodaje, że wśród zgromadzonych przez rodzinę bidonów nie brakuje takich, które mają już kilkadziesiąt lat. – Zdarzają się bidony wyprodukowane w latach 50. i 60. minionego wieku. Część zdobyliśmy z wymian z innymi kolekcjonerami, a część udało się kupić na aukcjach internetowych. Mamy w kolekcji także kilka unikatowych bidonów, których wyprodukowano zaledwie kilkadziesiąt sztuk. Nie da się określić, które są dla nas najważniejsze z punktu widzenia finansowego czy też sentymentalnego. Każdy ma jakąś wartość i każdy jest cenny. Jeden bidon wart jest 20 zł, a inny ponad 1000 zł. Czy byłbym w stanie sprzedać kolekcję? Na pewno nie. To ważna część naszego życia i jestem przekonany, że będzie z nami przez kolejne lata.

REKLAMA (3)

Niedawno rodzina Janików wróciła z Francji, gdzie wzięła udział w jednym z etapów kolarskiego Tour de France. Wydawać by się mogło, że po takiej imprezie wrócili z reklamówkami pełnymi bidonów najlepszych grup kolarskich świata. Nic bardziej mylnego!
– Wyjazd na Tour de France to było nasze marzenie od wielu lat, jednak dopiero teraz udało nam się je zrealizować. Nie chcieliśmy jednak skupiać się na powiększaniu kolekcji, a raczej na czerpaniu z wyścigu jak najwięcej radości i wrażeń, dlatego postanowiliśmy, że będziemy jedynie kibicować i przyglądać się zmaganiom kolarzy. Wspomnienia zostaną z nami na zawsze. Osoby, które nie interesują się kolarstwem, nie są świadome tego, jak fascynujący jest to sport, jak ogromne prędkości osiągają kolarze i jak widowiskowo wygląda ich jazda w peletonie. To trzeba przeżyć i samemu tego doświadczyć – mówi Magdalena i kontynuuje – Kolarstwo szosowe stało się częścią naszego życia i jest naszą ogromną pasją. To nie tylko kolekcjonowanie różnego typu rzeczy, ale poznawanie „świata kolarskiego” z bliska poprzez wspólne oglądanie wyścigów kolarskich, spędzanie wolnego czasu podczas jazdy na rowerze, treningi dzieci w szkółce kolarskiej, czy też ich udział w zawodach kolarskich… Ta pasja po prostu nas łączy.

Zaprezentować swoje zbiory

Kolekcjonerzy z Tarnowa chcieliby zaprezentować zbiory szerszemu gronu osób. Do tej pory nikt jednak nie był zainteresowany tym, aby zorganizować wystawę zebranych przez nich pamiątek związanych z kolarstwem szosowym.

– Być może bardzo wąskie grono osób zdaje sobie sprawę z naszej pasji i wie o kolekcji. Mamy jednak nadzieję, że kiedyś zgłosi się do nas jakieś muzeum, byśmy mogli zaprezentować zbiory. W ten sposób promowalibyśmy kolarstwo szosowe, na czym także bardzo nam zależy. Niejednokrotnie w przeszłości przez Tarnów lub gminy w powiecie tarnowskim przejeżdżał Tour de Pologne. Podczas imprezy można stworzyć wystawę tymczasową poświęconą kolarskim pamiątkom. Gdyby ktoś wpadł kiedyś na taki pomysł, na pewno bylibyśmy zainteresowani, aby zaprezentować kolekcję – mówi Jarek i dodaje – Na koncie mamy już wizytę na Tour de France. Kolejnym naszym marzeniem jest wyjazd na zawody Paris-Roubaix, belgijskie klasyki, alpejskie etapy Tour de France i Giro d’Italia. Chcielibyśmy wybrać się na nie kamperem. Mamy nadzieję, że w ciągu kilku kolejnych lat uda nam się zrealizować ten cel. A kolekcja? Ona na pewno będzie systematycznie rosnąć. Jednym z bidonów, którego wciąż brakuje w naszej kolekcji, jest aluminiowy egzemplarz malowany farbami z lat 50., z wyścigu Tour de France. Takich bidonów na rynku jest już bardzo mało, a jeżeli pojawiają się w sprzedaży, to ich ceny sięgają około 2 tys. zł. Wierzę, że i on wzbogaci kiedyś naszą kolekcję – kończy Jarosław Janik.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze