– Najwyższa pora – mówi Dominka, właścicielka kundelka Czorta. Ten – póki co – nosi przy obroży breloczek z numerem telefonu lecznicy, której jest stałym pacjentem.
Prace nad nowelą do Ustawy o ochronie zwierząt, mającą wspomniany obowiązek nałożyć, trwają od kilku lat. Dzięki obowiązkowemu znakowaniu czworonogów można by szybko identyfikować właścicieli zwierząt, które uciekły lub zostały porzucone. To z kolei ograniczyłoby wydatki na utrzymanie schronisk. – Projekt jest dość obszerny. Trzonem jest utworzenie centralnego rejestru znakowanych psów, przy wprowadzeniu obowiązku znakowania – twierdzi poseł Paweł Suski, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt.
Kiedy nowe prawo wejdzie w życie? Na razie nie wiadomo. Projekt jest gotowy, ale wciąż nie jest procedowany. Tymczasem Najwyższa Izba Kontroli już od dawna apeluje o wprowadzenie ustawowego obowiązku rejestracji i znakowania psów. Tak, żeby zwierzęta nie mogły znikać bez śladu.
– Wiele lat temu prowadziliśmy akcję czipowania psów. To były czasy, kiedy jako jedyni w Tarnowie posiadaliśmy czytnik mikroczipów. Nie było wtedy żadnej ogólnopolskiej bazy danych, więc informacje o oznakowanych psach przekazywaliśmy jedynie do magistratu – mówi Janusz Łabno z tarnowskiego azylu dla zwierząt. Przyznaje, że teraz podobne akcje mają znacznie większy sens niż kiedyś. – Przede wszystkim powstały bazy danych o szerokim zasięgu. My korzystamy z Międzynarodowej Bazy Danych Safe‑Animal. Poza tym, chyba już każda lecznica posiada czytnik, a w ofercie ma czipowanie. Koszt zabiegu wynosi średnio od 30 do 50 złotych. Dopóki jednak czipowanie nie będzie obowiązkowe, a tym samym powszechne, prosimy, by przy obroży umieszczać zwykłe zawieszki z imieniem czworonoga i numerem telefonu kontaktowego. Obecnie jest to nadal najszybszy i najbardziej skuteczny sposób dotarcia do właściciela.
Podobnego zdania jest Aleksandra Prytko‑Lamot z tarnowskiego inspektoratu Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt. – Ciągle jeszcze najlepiej sprawdzają się zwykłe przewieszki od weterynarza. Breloczek z numerem telefonu odczyta każdy przechodzień, natomiast to, że wałęsający się pies jest zaczipowany, może mu nawet nie przyjść do głowy. Jest zwolenniczką obowiązkowego znakowania czworonogów. – Powoli zmienia się świadomość ludzi – to dobrze. Nie wiem jednak, w jaki sposób nowe prawo ustawodawca zamierza egzekwować. Nie będzie to łatwe.
Obecnie wszczepienie czipa jest konieczne, aby zwierzę (pies, kot, tchórzofretka) otrzymało paszport i mogło podróżować po Europie. – Z czipowania korzystają głównie ci, którzy chcą wyjechać z czworonogiem za granicę – potwierdza tarnowski lekarz weterynarii, Jacek Jakubek. – Wprowadzenie takiego obowiązku byłoby najlepszym sposobem na likwidację bezdomności wśród zwierząt. Breloczki, które dajemy przy szczepieniu na wściekliznę, można przekładać, a w efekcie zgubić. Czipa przełożyć nie można. Niestety, nadal niektórzy sądzą, że miniaturowy nadajnik umożliwia śledzenie psa za pomocą satelitarnych systemów. Włączamy monitor i ustalamy pozycję Reksa… To tak nie działa. Czipowanie jest bardzo dobrym rozwiązaniem pod warunkiem, że będzie obligatoryjne. Dopóki właściciel nie będzie przypisany do zwierzęcia albo zwierzę do właściciela, tak jak dom czy auto, to efektów nie zobaczymy.
Mikroprocesor wielkości ziarna ryżu posiada zakodowany 15‑cyfrowy, unikalny numer identyfikujący zwierzę. Samo wstrzyknięcie czipa sprawy nie załatwi. Numer należy zarejestrować w specjalnej bazie, udostępniając swoje dane.Coraz więcej miast organizuje bezpłatne czipowanie psów, na przykład w stolicy akcja ma charakter cykliczny. W tym roku zaplanowano zaczipowanie 7 992 psów i kotów. Na ten cel przeznaczono z miejskiego budżetu 355 tysięcy złotych, a umowy podpisano z ponad 90 lecznicami zwierząt. Wystarczy podejść do weterynarza z pupilem, dowodem osobistym i książeczką szczepień. Warunkiem jest ukończenie przez czworonoga 12 tygodni życia.Tarnowski magistrat działa na opak. Teraz bezpłatnego czipowania nie proponuje, akcję organizował za to wiele lat temu, gdy o elektronicznym znakowaniu mało kto słyszał. – Był wtedy duży problem ze ściągalnością podatku od właścicieli psów. Czipowanie miało przypisać konkretne zwierzę do konkretnego właściciela tak, by ukrócić tłumaczenia w rodzaju: „To nie mój pies. Właśnie się przyplątał, to go przygarnąłem” – mówi Stefan Panek z Referatu Gospodarki Komunalnej Urzędu Miasta Tarnowa. – Udało się zaczipować kilkaset psów. Takie działania mają jednak sens wtedy, gdy są powszechne.
Aktualnie w Tarnowie można doliczyć się około 10 tysięcy psów i ani jednej bezpłatnej akcji czipowania.
Namierzanie Reksa po tarnowsku…
REKLAMA
REKLAMA























