Nie przeciągać struny

0
Stroiciel Marian Twardy
Stroiciel-Marian-Twardy
REKLAMA

Wysoka pozycja tarnowianina w tej branży to rezultat doświadczenia, znakomitego słuchu, dużych zdolności manualnych i wrodzonej intuicji zawodowej. Tych cech nie zastąpi nawet najlepsza elektroniczna aparatura, którą dzisiaj mogą dysponować stroiciele. Najlepsi z nich nadal polegają głównie na tradycyjnych, od wieków sprawdzonych metodach.
Zdolności odziedziczył po ojcu Władysławie, który po wojnie zajmował się strojeniem instrumentów w mieście i okolicy. Choć Mariana interesowała bardziej radiotechnika, ostatecznie – bez wielkiego zapału – zaczął naukę w technikum budowy fortepianów w Kaliszu, w mieście, w którym była zasłużona wytwórnia tych instrumentów. Wtedy mogło mu się wydawać, że co najwyżej zostanie sprawnym rzemieślnikiem, a po latach okazało się, że jest mistrzem w tym zawodzie. Zawodzie, który z rozwojem muzyki elektronicznej powoli ginie.
Talent talentem, ale ile znaczy w życiu szczęśliwy przypadek, przekonał się już niejeden. Marian Twardy też. Pamięta ten początek.
– Któregoś dnia otrzymałem telefon z Ministerstwa Spraw Zagranicznych z prośbą, abym w Ambasadzie Polskiej w Londynie wyremontował fortepian firmy Bechstein. Zrobiłem to zgodnie ze swoją wiedzą, doświadczeniem i umiejętnościami. Wyszło dobrze, ktoś mnie zapamiętał…

Nocne strojenie
Potem nadeszły zamówienia z różnych zakątków Europy: z Francji, Grecji, Austrii, dawnej Jugosławii. Tarnowski stroiciel trafił na salony. Dużym przeżyciem dla niego było zaproszenie do przygotowania fortepianów firmy Fazioli do Konkursu Chopinowskiego w Warszawie. Przed konkursem pianiści mają kwadrans na wybór instrumentu do przesłuchań. W ostatnich edycjach mogli wybierać instrumenty światowej czołówki: Fazioli, Kawai, Steinway i Yamaha, które potem, wedle oczekiwań artystów, przygotowywali stroiciele. Ci na swoją robotę mają określony czas, zwykle dwie i pół godziny – zawsze nocą – aby mechanizm i tembr instrumentu dostosować do wymagań uczestników. Jedni wolą cieplejsze brzmienie, inni ostrzejsze…
– Wszystko da się zrobić – mówi ze stoickim spokojem Marian Twardy.
Spokój i cierpliwość są bardzo zalecane w tym fachu. Pan Marian o strojeniu fortepianu czy pianina mógłby mówić pół dnia, oczywiście z zachowaniem tajników kuchni, ale laik, który niewiele miał do czynienia z muzyką, dużo z tego nie wyniesie.


Żywy instrument
Dyletant powie co najwyżej, że strojenie fortepianu to odpowiednie naciąganie strun, odpowiednie do założonego efektu. I tyle. Już bardziej zorientowani powiedzą, że chodzi o taką regulację wysokości dźwięków, aby zapewnić wzajemną zgodność harmoniczną pomiędzy interwałami, czyli odległościami między dwoma dźwiękami.
Ze struną trzeba umieć się obchodzić. Fortepian czy pianino to żywe instrumenty, reagują na zmianę wilgotności powietrza i temperatury.
– Zdarza się, że wystarczy odejść od strojonego fortepianu na 20 minut, by potem uchwycić już minimalne różnice wymagające korekty, które ujawniły się w tym czasie. Mimo postępu nie ma instrumentu idealnego, a każdy z nich jest inny, nawet w obrębie tej samej marki i tego samego modelu. Każdy jest niepowtarzalny.
Słuch stroiciela był i pozostanie najważniejszy. To słuch szczególny, który wychwytuje dźwięki inaczej niż muzyk. Pomagają tradycyjne przyrządy, jak klucz, kamerton, klin do tłumienia niestrojnych strun. Dostępne są już narzędzia elektroniczne, które wyliczają częstotliwość każdego dźwięku, ale i tak ludzki słuch musi potem skorygować pewne niuanse.

REKLAMA (2)

Calisia z… Chin
Kilka lat temu pan Marian odmówił przyjęcia nadzwyczajnego zlecenia. Chińczycy, którzy odkupili część dokumentacji technicznej od zlikwidowanej fabryki w Kaliszu, chcieli, żeby na pl. Piłsudskiego w Warszawie dać koncert na 100 fortepianów z nazwą Calisia, ale już ich produkcji. Trzeba było wszystkie nastroić.
– Czasu było niedużo, a fortepianów mnóstwo. Powiedziałem kolegom, że nawet w dwudziestkę nie damy radę i niech organizator przywiezie sobie stu stroicieli z Chin. Koncert nie doszedł do skutku.
Marian Twardy jest współzałożycielem Stowarzyszenia Polskich Stroicieli Fortepianów, członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia Stroicieli „Europiano”, rzeczoznawcą akredytowanym przez ministerstwo kultury.
– W swoim zawodzie pracuję już 50 lat i w tym czasie spotkałem wielu wybitnych mistrzów tego rzemiosła oraz pianistów. Staram się spełniać życzenia tych drugich co do czystości stroju, sprawności mechanizmu i tembru dźwięku. Jeśli jest to możliwe, staram się również być na ich koncertach.
Na Konkursach Chopinowskich poznał osobiście muzyczną elitę świata. Nieżyjącemu już Światosławowi Richterowi, Rosjaninowi, jednemu z największych pianistów XX wieku, stroił fortepian sześć razy. Z usług tarnowianina korzystały takie wybitne indywidualności, jak Herbie Hancock, amerykański laureat 14 nagród Grammy i Oscara za muzykę do filmu „Round Midnight”, Michel Legrand, znany francuski pianista i kompozytor, Angela Hewitt, międzynarodowej sławy kanadyjska interpretatorka utworów Bacha, Krystian Zimerman, Krzysztof Jabłoński, Adam Makowicz, Leszek Możdżer.
– W przeszłości, gdy muzyki słuchano głównie w salonach, w warunkach kameralnych, preferowano brzmienie ciepłe, szeroki dźwięk, dziś w warunkach koncertowych, gdy na występy przychodzą setki lub tysiące melomanów, liczy się bardziej dźwięk ostrzejszy, wysoki, donośny. Unika się nagłaśniania dużych sal koncertowych, ponieważ muzyka zatraca wtedy część swoich walorów.

REKLAMA (3)

Dwadzieścia ton na strunach
Marian Twardy zdradza pewną ciekawostkę:
– Dla uzyskania określonej wysokości brzmienia na poziomie częstotliwości 440 Hz potrzebne jest obciążenie naciągu strun fortepianowych – w przypadku wszystkich wynosi ono łącznie 20 ton! Struna w środku klawiatury wymaga obciążenia rzędu 90 kilogramów, w zależności od dźwięku. Im bardziej jest naprężona, szybciej drga, dźwięk staje się wyższy, ostrzejszy – wyjaśnia pan Marian.
Jednemu z pianistów szwajcarskich zawdzięcza kontakt z Paolo Faziolim, właścicielem jednej z najsłynniejszych na świecie fabryk fortepianów, położonej we Włoszech. Kiedyś na jego zaproszenie tam pojechał, zwiedził wytwórnię, porozmawiał z załogą, a dziś jest jedynym w Polsce i jednym z dwudziestu na świecie ludzi zajmujących się strojeniem instrumentów tej firmy.
W przeszłości największe uznanie na świecie miała amerykańska firma Steinway z filią w Hamburgu, ale w mocną konkurencję wdał się Fazioli. Trzymetrowy fortepian koncertowy tej firmy, robiony na zamówienie, kosztowałby u nas ok. 700 tys. zł. Krótsze modele 200‑300 tysięcy. W Polsce na razie jest tylko siedem fortepianów marki Fazioli, nie ma go jeszcze choćby Warszawa, ale ma… Kąśna Dolna pod Tarnowem. Znajduje się on w zabytkowym dworku w Centrum Paderewskiego. Instrument zakupił goszczący kiedyś na koncercie w Sali Lustrzanej w Tarnowie szwajcarski pianista Urs Ruchti – to był jego dar, na który złożyły się wolne datki pochodzące od melomanów z różnych zakątków świata oraz część jego honorariów. To jest historia sprzed dwudziestu lat – wtedy kupiony dla Kąśnej instrument był wyceniany na 200‑250 tys. zł.

Szlachetny mebel
W Tarnowie i okolicy – w mieszkaniach, szkołach czy instytucjach – jest dość dużo pianin i fortepianów różnych marek. Nie ma już nowych instrumentów z polskich fabryk – z Kalisza i Legnicy – ponieważ zakłady nie przetrwały.
– W czasach PRL‑u był to towar luksusowy. Pianino kosztowało tyle, że potrzeba było dwadzieścia miesięcznych pensji nauczyciela, aby je kupić – mówi Marian Twardy.
Są tacy, którzy kupują pianino dla szpanu, dla wystroju mieszkania, jako szlachetny mebel świadczący o wysokim statusie gospodarzy domu.
– Ta maniera obserwowana jest na przykład w bogatej Skandynawii. Niektóre domowe instrumenty mają tam po 15‑20 lat, ale grano na nich bardzo mało. Na ogół stoją bezczynnie. U nas to zjawisko występuje znacznie rzadziej. W Polsce pianina kupuje się przede wszystkim z myślą o dzieciach, które kształcą się muzycznie.
Duża część pochodzi z rynku wtórnego, za kilka tysięcy złotych. Marian Twardy zna wszystkie ważniejsze tego typu instrumenty w Tarnowie i regionie, ponieważ jest dla nich stałym „lekarzem”. Z uznaniem wspomina o pewnej perełce.
– W jednym z domów w mieście stoi fortepian firmy Erard z 1860 roku. Cacko. Cenny zabytek.
On w swoim domu ma przedwojenne pianino Petrof oraz fortepian firmy Steinway z 1929 roku. Na tym drugim grali goszczący u niego Nicolai Demidenko, rosyjski pianista światowej sławy, i Waldemar Malicki, popularny polski pianista, szef znanej telewizyjnej Filharmonii Dowcipu.
Ponieważ, jak wiadomo, szewc bez butów chodzi, domowe instrumenty państwa Twardych nie zawsze są właściwie nastrojone.
– One bywają w dość częstym użyciu, a mnie brakuje czasu, żeby się nimi zająć. Latem, gdy żona gra na którymś z nich, specjalnie szeroko otwiera okno, żebym w ogrodzie słyszał, jak fałszywe wydają dźwięki. Nie mogę tego słuchać i szczerze proszę ją wtedy o litość…

 

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze