– Przy każdej okazji prosimy i apelujemy, aby pod żadnym pozorem nie brać do ręki leżących czy wystających z ziemi pocisków i innych przedmiotów o podejrzanym kształcie. Ciekawość można przypłacić kalectwem, a nawet utratą życia… – przestrzega podinspektor Tomasz Januszewski, doświadczony dowódca policyjnej grupy pirotechnicznej, w przeszłości zawodowy żołnierz.
Przedsmak grozy przeżyli w maju br. mieszkańcy Dąbrówki Szczepanowskiej, kiedy na jednym z podwórek odkryto w trakcie prac ziemnych niewybuch. Na głębokości ok. 40 centymetrów spoczywał uzbrojony w zapalnik pocisk artyleryjski kaliber 70 mm o dużej sile rażenia. Istniała realna groźba jego wybuchu, i podjęto decyzję o ewakuacji kilkorga mieszkańców dwóch sąsiednich domów. Droga, w pobliżu której leżał niewybuch, została wyłączona z ruchu i zorganizowano objazdy. Po kilkunastu godzinach wojskowi saperzy usunęli pocisk i mieszkańcy mogli bezpiecznie wrócić do domów. W ubiegłym roku znaleziono także w tej wiosce pocisk kal. 75 mm, prawdopodobnie z I wojny światowej.
Amunicję artyleryjską dużego kalibru odkrywano w wielu innych miejscach – w Lubince (pocisk kaliber 152 mm), Wojniczu (pocisk kal. 76 mm), Tarnowie przy ul. Widok, gdzie w kanalizacyjnym wykopie ujawniono pocisk kal. 122 mm z zapalnikiem i konieczna była ewakuacja pobliskiego domu. Z kolei przy regulacji koryta Wątoku i budowy bulwarów koparka natknęła się na granat moździerzowy kal. 82 mm – spoczywał w mule na dnie rzeczki, nieopodal placu Łaziennego i Burku. Zastanawiano się nawet nad ewakuacją popularnego targowiska, ale uznano, że spowodowałoby to zbyt kosztowne komplikacje.
Choć obie wojny światowe to coraz bardziej odległa przeszłość, nieznana liczba śmiercionośnych pamiątek wojennych nadal zagraża ludziom. Wśród nich są: pociski artyleryjskie, miny przeciwpancerne i przeciwpiechotne, granaty, lotnicze bomby, a nawet niemieckie panzerfausty. Skrywa je wciąż ziemia tarnowska, na której toczyły się ciężkie działania wojenne i partyzanckie.
– Nic dziwnego, że stale odnajdujemy niewypały i niewybuchy, nie zawsze zardzewiałe, ale zawsze niebezpieczne. Byliśmy np. zaskoczeni widokiem zapalnika pocisku z I wojny, który nie miał śladów korozji i nietknięty przeleżał w ziemi blisko sto lat – opowiada szef policyjnej grupy minerskiej KMP Tarnów.
Policjantów i saperów niewiele potrafi zdziwić – zabezpieczali i rozbrajali niejeden pocisk. Wybuchowe pamiątki wojenne wyciągali nie tylko z ziemi, ale i ze strychów, piwnic i różnych domowych skrytek. Nie kryli jednak zdumienia, kiedy w ubiegłym roku zostali wezwani do przydomowego warsztatu przy ul. Klikowskiej w Tarnowie. Doszło w nim do eksplozji pocisku artyleryjskiego, w jego wyniku poważnie ranny został tylko dwudziestoletni mężczyzna i trafił do szpitala. A mogło dojść do tragedii na niewyobrażalną skalę, gdyż młody „kolekcjoner” przechowywał w jednym miejscu aż kilkanaście uzbrojonych pocisków o wielkiej sile rażenia. W zagrożonym rejonie miasta odcięto dopływ gazu i prądu, ewakuowano 26 mieszkańców pobliskich domów. Saperzy twierdzą, że skutki wybuchu całego arsenału (do którego cudem nie doszło) byłyby wręcz katastrofalne w promieniu kilkuset metrów.
Policyjna grupa rozpoznania minersko-saperskiego na brak mocnych wrażeń i adrenaliny narzekać nie może. Ma zresztą na głowie nie tylko zgłoszenia o niewypałach, niewybuchach czy nielegalnej broni palnej własnej konstrukcji. Reaguje też pierwsza na bombowe alarmy (żadnego nie lekceważąc), bierze udział w zabezpieczaniu wizyt ważnych osób czy imprez masowych o dużym ryzyku zagrożenia m.in. terrorystycznego.
Bo może być wielkie buuum…
REKLAMA
REKLAMA























