Czy podpalacz nadal działa?

0
radlow podpalenia
Radłowscy strażacy-ochotnicy podczas gaszenia jednej ze stodół, która stała się celem podpalacza
REKLAMA

A może zatrzymany ma wspólnika albo naśladowcę? Po kilkudniowym spokoju w Radłowie znowu się boją…

Życie w strachu
Kiedy 16 kwietnia doszło do pierwszego pożaru stodoły w Radłowie, nikt nie przypuszczał, że kolejne miesiące będą pod znakiem obaw o własny dobytek.
– Uznaliśmy to za przypadek, ale pojawiały się głosy, że to podpalenie – mówi pan Adam. – Zaledwie siedem dni później doszło do kolejnego pożaru stodoły i było już wiadomo, że to nie przypadek, a mieszkańcy zaczęli żyć w strachu. Rozmawiano o tym, że pożary zaczynają przypominać sytuację, jaka miała miejsce kilka lat temu w naszej gminie w miejscowości Zdrochec. Wówczas nie schwytano piromana, który przestał podpalać stodoły, gdy w pożarze zginął człowiek.
Kolejne dni przyniosły następne pożary. 25 kwietnia spłonęła kolejna stodoła, do czwartego pożaru doszło 14 maja. Pożary miały miejsce w nocy między godziną drugą a piątą. Mieszkańcy zdecydowali się stworzyć straż obywatelską, która miała strzec posiadłości przed atakiem podpalacza.
– Strach był spory, chcieliśmy pomóc policji i strażakom w schwytaniu sprawcy. Niektórzy zdecydowali się zainstalować na swoich posesjach czujniki ruchu, inni spuszczali na noc psy, niektórzy wyjeżdżając na weekend, przenosili najcenniejsze przedmioty ze stodół do domów. Ostatnia próba podpalenia stodoły miała miejsce 18 czerwca. Tuż po północy podpalacz usiłował podłożyć ogień pod drzewo opałowe i gałęzie, które znajdowały się w wiacie obok stodoły. Dzięki szybkiej interwencji mieszkańców, którzy przystąpili do gaszenia pożaru, zanim jeszcze na miejscu pojawili się strażacy, udało się opanować sytuację.

Radłów się boi
Tego samego dnia nad ranem gminę obiegła radosna informacja – podpalacz został schwytany przez policję! Przyczynił się do tego m.in. pies tropiący, który zaprowadził policjantów do domu 25-letniego Pawła, mieszkańca Siedlca. Według informacji przekazanych przez policję mężczyzna nie był zdziwiony ich wizytą i przyznał się do serii podpaleń.
Informacja o zatrzymaniu 25-latka zszokowała mieszkańców Radłowa – nikt nie przypuszczał, aby to on mógł być podpalaczem, którego bała się cała gmina.
– Pochodzi z rodziny, w której od zawsze były problemy – mówi pani Genowefa, mieszkanka Siedlec, która doskonale zna najbliższe otoczenie zatrzymanego. – Ma dwóch braci i trzy siostry. Starszy brat już jakiś czas temu wylądował w więzieniu. Mówiło się o kradzieży i rozboju z jego udziałem. Dopóki córki przebywały z rodziną, w domu jeszcze w miarę wszystko się układało. Były pieniądze na jedzenie i ubrania. Gdy wyprowadziły się i założyły własne rodziny, sytuacja znacznie się pogorszyła. W domu zostali rodzice i Paweł z młodszym bratem, który podobnie jak siostry stara się ułożyć sobie życie. Z Pawłem sytuacja jest już inna. Dni, w których spotykało się go trzeźwego, można policzyć na palcach jednej ręki.
Opinie pani Genowefy potwierdza również pan Grzegorz, który Pawła widywał niemal codziennie. –  Cichy i skromny, ale ma poważny problem z alkoholem, zresztą podobnie jak jego matka i ojciec. Widok zataczającego się młodego chłopaka, który nie ma przed sobą żadnych perspektyw, jest naprawdę smutny. Niektórzy odwozili go samochodami do domu, bo ledwo trzymał się na nogach. Ale nigdy nie przejawiał żadnej agresji. Nie chciało mu się pracować. Ludzie mówili, że był zatrudniony w firmie zajmującej się produkcją kostki brukowej, ale po pierwszej wypłacie więcej w pracy się nie pojawił. Ostatnio chyba nigdzie nie pracował, więc skąd brał pieniądze na alkohol, pozostaje tajemnicą.
Część mieszkańców Radłowa właśnie w pieniądzach, za które Paweł kupował alkohol, dopatruje się klucza do rozwiązania zagadki podpaleń. Pani Zuzanna, która pracuje w spożywczym i codziennie rozmawia z ludźmi, mówi, że Paweł do podpaleń został przez kogoś zmuszony.
– Być może mu za to płacili i stąd brał pieniądze? Podpalenia na czyjeś zlecenie za dobrą kasę – mógł być to dla niego idealny układ.
Teoria jest dość prawdopodobna, bo gdy Paweł był już w areszcie, ktoś dokończył dzieło, które on sam rozpoczął 18 czerwca. Stodoła, której podpalenia nie udało się dokonać 25-latkowi, została puszczona z dymem przez inną osobę.
– Jak to możliwe, skoro winny siedzi w areszcie? – zastanawia się pani Zuzanna. – Warto wziąć pod uwagę jeszcze dwie wersje, nad którymi mieszkańcy naszej gminy mocno się zastanawiają. Pierwsza z nich jest taka, że Paweł jest całkowicie niewinny i przyznał się tylko dlatego, aby wyrwać się ze środowiska, w którym od lat przebywa. Trafiając do więzienia, będzie miał zapewnione jedzenie i dach nad głową, a w swoim domu nie mógł być tego pewnym. Druga wersja to ta, według której Paweł działał w jakiejś zorganizowanej grupie. Być może ogień podkładał zupełnie ktoś inny, a on jedynie stał na czatach? Nie potrafię wyobrazić sobie sytuacji, że ktoś, kto codziennie jest tak pijany, że ledwo stoi na nogach, potrafiłby utrzymać kanister benzyny, odpalić zapałkę i podpalić stodołę. Wcześniej sam zrobiłby sobie krzywdę…

REKLAMA (2)

Chciał odreagować?
Prokurator Marcin Stępień twierdzi, że nie ma żadnych przesłanek ku temu, aby za serią pożarów miał stać kto inny niż 25-latek.
– Podczas przesłuchania przyznał się. Opisał każdy z pożarów, jaki wywoływał na terenie gminy Radłów. Dodatkowo stwierdził, że działał w ten sposób ze względu na trudną sytuację w domu, a podkładanie ognia miało służyć temu, aby mógł się odstresować i odreagować. Nie ukrywał, że dzięki temu było mu łatwiej mierzyć się z codziennymi problemami. Tego typu tłumaczenia powodują, że będziemy zmuszeni zasięgnąć opinii biegłych psychiatrów – mówi prokurator. – Dowodów w tej sprawie mamy sporo, a relacje przebiegu zdarzeń, które przedstawił nam mężczyzna, są spójne i nie mamy wątpliwości co do jego udziału w podpaleniach. Jeżeli chodzi o wydarzenie związane z ostatnim pożarem, który miał miejsce, kiedy 25-latek przebywał już w areszcie, nie wykluczamy, że za podpaleniem stoi naśladowca. Takie sytuacje mają miejsce bardzo często w tego typu sprawach.
Paweł Klimek, rzecznik tarnowskiej policji, nie ukrywa, że dopóki sprawa nie zostanie raz na zawsze zamknięta, prosi mieszkańców o czujność.
– Ostatni pożar spowodował, że nadal będziemy bacznie przyglądać się rozwojowi wypadków i jak najszybciej postaramy się doprowadzić do znalezienia winnego podpalenia z 23 czerwca. Bierzemy pod uwagę wszystkie możliwości – zarówno te związane z ewentualnym naśladowcą, jak i tym, że za pożarami może stać grupa osób. W dalszym ciągu apelujemy do mieszkańców o zwrócenie uwagi na wszystkie podejrzane sytuacje.
Prezes zarządu OSP w Radłowie, Mirosław Plebanek, chciałby, aby sprawę tajemniczych pożarów w końcu wyjaśniono, bo lokalni strażacy-ochotnicy od kilku miesięcy są w pełnej gotowości. – Staramy się nie brać udziału w żadnych imprezach rodzinnych czy dalszych wyjazdach, ponieważ w każdej chwili możemy spodziewać się sygnału o kolejnym podpaleniu. Wydawało się, że po zatrzymaniu potencjalnego sprawcy sprawa została zamknięta, jednak po ostatnich wydarzeniach strach powrócił.

REKLAMA (3)

W Wierzchosławicach też podpalacz?
Ostatnio zaczęli się bać także w Wierzchosławicach – kilkanaście minut po godzinie trzeciej nad ranem ktoś podpalił drzwi zabudowań gospodarczych na jednej z posesji. Na szczęście ogień został szybko zauważony i spaliło się jedynie wejście do stodoły, bo sami mieszkańcy ugasili pożar.
Ludzie obawiają się, że ostatnie podpalenie może mieć związek z pożarami, do jakich dochodzi w Radłowie.

(Imiona osób wypowiadających się w tekście zostały zmienione.)

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze