Mają też w kalendarzu swoje święto, czyli przypadający 12 listopada Światowy Dzień Drwala, i swoje czasopisma. W Polsce jest nim profesjonalnie redagowany miesięcznik „Drwal”, adresowany do właścicieli i pracowników firm leśnych. Z dawnej romantyki tego zawodu niewiele jednak zostało, wkroczyła mechanizacja i mięśnie zostały zastąpione przez nowoczesne narzędzia. Dziś używa się potężnych maszyn mogących ścinać i transportować olbrzymie drzewa, choć tradycyjna siekiera jest wciąż w użyciu i bywa w pewnych sytuacjach niezastąpiona. Nadal też praca na świeżym powietrzu przy ścinaniu i zrywce drzew potrafi być ekscytująca i zarazem niebezpieczna.
Zawód drwala uznawany jest za jeden z najbardziej narażonych na wypadki i na dodatek nisko płatny. Drwal to brzmi dumnie, ale zarobki raczej nie przynoszą mu satysfakcji. W Polsce miesięczne wynagrodzenie wynosi zaledwie od 2,2 do 2,7 tys. zł brutto, na większe pieniądze może liczyć niewielka grupa wykwalifikowanych i starszych pracowników. Obecnie w zakładach usług leśnych na terenie kraju zatrudnionych ok. 50 tysięcy osób. Z ich pracy korzystają przede wszystkim Lasy Państwowe, pozyskujące regularnie duże ilości drewna. Co roku nadleśnictwa zlecają prace w drzewostanach ok. czterem tysiącom zakładów usług leśnych ogółem.
Eugeniusz Piech, szef Nadleśnictwa Gromnik zadowolony jest z usług zawodowych drwali/pilarzy i ma szacunek dla pracujących w ciężkich warunkach terenowych.
– Trzeba być twardzielem, a na pewno mieć dobre zdrowie, żeby pracować przy zmiennej pogodzie, zwłaszcza jesienią i zimą. To z wielu względów niebezpieczne zajęcie, ale firmy, którym zlecamy roboty w drodze przetargu znają się na rzeczy. Zatrudnieni są w nich często okoliczni mieszkańcy znający dobrze nasze leśne tereny i posiadający wieloletnie doświadczenie.
W 1991 r. Lasy Państwowe przeprowadziły głęboką restrukturyzację i tysiące fizycznych pracowników musiało odejść z państwowego gospodarstwa. Większość z nich trafiła wówczas do prywatnych zakładów usług leśnych (ZUL), które wycinają drzewa i transportują do miejsca składowania, a także remontują infrastrukturę na terenach nadleśnictw i wykonują wiele innych prac. Robotnik leśny, popularnie zwany „zulowcem”, pracuje dla różnych zleceniodawców, ale największym są od lat Lasy Państwowe. Wydają na usługi leśne blisko 3 mld zł rocznie, dzięki czemu ZUL-e rozwijają się, a wielu mieszkańców wsi ma pracę.
Drwal to brzmi dumnie…
REKLAMA
REKLAMA
























