Gmina Dębno. Wpuszczona w kanał?

0
debno kanalizacja
debno-kanalizacja
REKLAMA

– Wiem, co mi się należy, wiedziałam, że muszę zapłacić za przyłącze, ale nie za kawałek brakującej sieci i za studzienkę, bo za to, zgodnie z planem budowy, miała płacić gmina – denerwuje się kobieta. – Wiem, że teraz ludzie mają mi za złe, iż narobiłam kłopotu, ale ja tylko upominam się o swoje i nie ma w tym żadnej złośliwości.
Bo faktycznie, jest duże prawdopodobieństwo, że pani Maturowa narobiła kłopotów, i to sporych, przede wszystkim gminie. Niedawno bowiem około 200 mieszkańców Jastwii dostało pismo od wojewody małopolskiego, w którym zawiadamia o wszczęciu postępowania w sprawie unieważnienia decyzji zatwierdzającej projekt budowlany i udzielającej pozwolenia na budowę kanalizacji. Decyzje te w 2010 roku wydał starosta brzeski. Pracownicy wydziału infrastruktury w Małopolskim Urzędzie Wojewódzkim twierdzą, że gdyby okazało się, iż decyzje starosty trzeba unieważnić, to gmina musi się liczyć z poważnymi konsekwencjami. Kanalizacja nie zostałaby dopuszczona do użytkowania, a samorząd Dębna musiałby oddać pieniądze – grubo ponad 2 miliony złotych, które otrzymał w formie dofinansowania z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Wicewójt Dębna, Antoni Brachucy, nie jest jednak zaniepokojony, twierdzi, że postępowanie wojewody dotyczy decyzji wydanych przez starostę, nie przez gminę.

Kiedy w październiku 2010 roku Danuta Matura dostała decyzję starosty o wszczęciu postępowania w sprawie budowy kanalizacji, specjalnie pojechała do Brzeska, aby upewnić się, czy jej dom jest ujęty w planie.
– Sprawdziłam w starostwie, okazało się, że wszystko jest w porządku, potem plan budowy został zatwierdzony, a w ubiegłym roku przyszli geodeci, wymierzyli, wytyczyli studzienkę i czekałam, kiedy będą robić na mojej działce – opowiada pani Danuta. – Ale jak się okazało, budowa skończyła się na działce u sąsiada, chodziłam do wójta, zwracałam się do niego pisemnie, a ten za każdym razem informował mnie, że na własny koszt mogę sobie zrobić studzienkę, część brakującej sieci i przyłącze. Budowa dobiegała końca, robotnicy zaczęli zwijać manatki, wtedy kierownik budowy złożył mi propozycję, że firma zrobi to wszystko za 4 tysiące. Wtedy już nie na żarty się zdenerwowałam, bo wiedziałam, że o podłączeniu do sieci mogę marzyć. Do granicy mojej działki doprowadzili rurę i zatkali ją jakąś szmatą.
Zdenerwowana kobieta napisała kolejne pismo do wojewody, pisała do przewodniczącego rady gminy, o sprawie zawiadomiła także prokuraturę w Brzesku. Ponadto zaczęła nalegać, aby gmina oddała jej pieniądze, które pod koniec lat 90. wpłaciła na konto komitetu ds. budowy kanalizacji w Jastwii.
– Odpisano mi, że pieniądze komitetu w latach 1995-97 wpłacone zostały na konto gminy, a ta wydała je na wykonanie dokumentacji technicznej kanalizacji. I tu, moim zdaniem, zaistniała kolejna poważna nieprawidłowość, bo dokumentację gmina powinna wykonać za własne pieniądze. Wpłaciłam wtedy na komitet 650 złotych, do dzisiaj jest to kwota około 3 tysiące złotych.

REKLAMA (3)

Danuta Matura wysłała wtedy kolejne pisma – do PROW, który współfinansował budowę kanalizacji, i do prokuratury w Brzesku, z której poprzez Prokuraturę Apelacyjną w Krakowie sprawa wylądowała ostatecznie w Prokuraturze Okręgowej w Tarnowie.
– Ostatnie pismo, jakie otrzymałam w swojej sprawie, pochodzi od wojewody i mówi o wszczęciu postępowania mającego na celu unieważnienie decyzji starosty, który zatwierdził plan budowy kanalizacji i wydał pozwolenie na budowę. Ludzie we wsi mi zarzucają, że narobiłam kłopotów, ale nie może być tak, iż samorząd jawnie łamie prawo z niezrozumiałych dla mnie powodów. Bo do dzisiaj nie rozumiem, dlaczego nie mam kanalizacji, skoro mój dom był ujęty w planie budowy – mówi mieszkanka Jastwii.
– Wszczęcie postępowania o stwierdzenie nieważności decyzji starosty brzeskiego o pozwolenie na budowę  kanalizacji w Jastwii  nastąpiło na wniosek jednej ze stron postępowania w tej sprawie – wyjaśnia rzecznik wojewody małopolskiego, Monika Frenkiel. – Jeśli dojdzie do stwierdzenia nieważności decyzji, to będzie zachodzić konieczność – na wniosek inwestora – wydania nowej decyzji o pozwoleniu na budowę. Z informacji, jakie uzyskałam z od Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Brzesku, wynika, że kanalizacja sanitarna w Jastwi nie jest jeszcze odebrana. Do odbioru inwestor winien przedłożyć ważne pozwolenie na budowę.
Tak więc wszystko wskazuje na to, że wybudowana za 4,5 miliona złotych kanalizacja jeszcze długo może nie być dopuszczona do użytku, jeśli w ogóle. Bo postępowanie wojewody o unieważnienie pozwolenia na budowę, które przebiega z udziałem kilkuset mieszkańców, może potrwać bardzo długo. Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że sieć w dużej części budowana była za pieniądze pochodzące z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Jeśli się okaże, że na jakimkolwiek etapie prac doszło do nieprawidłowości, PROW może zażądać zwrotu dotacji, co dla budżetu gminy byłoby dotkliwym ciosem. Jeszcze jedną okolicznością podnoszoną przez Danutę Maturę w skardze do wojewody było to, że starosta wydał pozwolenie na budowę w oparciu o plan zagospodarowania przestrzennego gminy, a ten unieważniony został przez Wojewódzki Sąd Administracyjny.
Przypomnijmy, plan zagospodarowania gmina przyjęła w 2004 roku, dwa lata później został on zmieniony i przyjęty przez radę gminy. Dokument został jednak zaskarżony i ostatecznie w całości unieważniony przez WSA, wtedy władze gminy stwierdziły, że skoro plan z 2006 roku wycofany został z obiegu, to mogą posługiwać się poprzednim. Z takim stanowiskiem nie zgadza się WSA, co doprowadziło do tego, że samorząd Dębna skierował sprawę do rozpatrzenia przez Naczelny Sąd Administracyjny. Jak udało nam się dowiedzieć, zostanie ona zaopiniowana pod koniec roku.
Może więc w tej sytuacji dziwić spokój wicewójta Dębna, Antoniego Brachucego, który mówi:
– Pismo od wojewody o wszczęciu postępowania o unieważnienie wydanego pozwolenia na budowę kanalizacji dostaliśmy tylko do wiadomości. Sprawa ta nie dotyczy gminy, tylko starosty, bo to on pozwolenie wydawał.
W starostwie sprawę komentują krótko:
– Wojewoda rozpoczął postępowanie wyjaśniające, bo prawdopodobnie na którymś z etapów budowy doszło do nieprawidłowości – wyjaśnia inspektor Rafał Klimek z wydziału architektury i budownictwa. – Jeżeli dom pani Maturowej był ujęty w planie budowy kanalizacji, to powinien zostać do niej podpięty. Jeżeli inwestor, czyli gmina, z jakichś uzasadnionych powodów plan zmieniła, to powinna była złożyć projekt zamienny.

REKLAMA (2)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze