Bił, głodził i… sprzedawał

0
Bił głodził i sprzedawał
REKLAMA

Przed Sądem Rejonowym w Dąbrowie Tarnowskiej rozpoczął się proces Macieja K, który w 2013 roku założył w Żabnie Stowarzyszenie Miłośników Hodowców Psów Rasowych. Pod tą przykrywką prowadził hodowlę czworonogów i czerpał z niej zysk. Najczęściej sprzedawał szczenięta border coli, za jednego życzył sobie nawet 1600 złotych.
Jak mówią działacze Stowarzyszenia Pogotowie dla Zwierząt, zanim pieski trafiły do nabywców, przechodziły prawdziwe piekło. Maciej K. w czasie pierwszej rozprawy nie przyznał się do winy, za znęcanie się nad zwierzętami grożą mu trzy lata więzienia.
– Zebraliśmy bardzo mocny materiał dowodowy, mamy świadków – sąsiadów oskarżonego i klientów, którzy kupili u niego psy, oraz zdjęcia i film, które wykonywane były przez kilka miesięcy. Mamy wreszcie opinie weterynaryjne, które jasno wskazują na to, że zwierzęta były głodzone, bite, zaniedbywane, nie dbano odpowiednio o ich socjalizację, były brudne, zapchlone, miały świerzb – mówi Grzegorz Bielawski, prezes Pogotowia dla Zwierząt.
Jeszcze w ubiegłym roku Pogotowie zostało zaalarmowane przez sąsiadów Macieja K., mówili o tragicznej sytuacji czworonogów i o agresji hodowcy, poparciem informacji były zdjęcia i film, chociaż nie od razu mogły zostać wykorzystane przez pomocową organizację.

– W całej sprawie nie bez znaczenia jest fakt, że Maciej K. to emerytowany policjant. Nie zawiadamialiśmy więc policji w Żabnie, bo obawialiśmy się, że Maciej K. dostanie cynk od kolegów i zwinie interes. Interwencję przygotowywaliśmy z wielką starannością, współpracowaliśmy z Wydziałem Przestępczości Zorganizowanej Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie i z tamtejszą prokuraturą. Z Maciejem K. umówiłem się na stacji benzynowej, przez telefon powiedziałem mu wcześniej, że jestem zainteresowany kupnem pieska, mieliśmy już pozwolenie na przeszukanie posesji hodowcy – relacjonuje prezes Bielawski.
Kiedy Maciej K. przekonał się, że potencjalny klient jest działaczem Pogotowia dla Zwierząt i do tego towarzyszy mu kilku policjantów, wpadł w szał. Przeklinał, wyzywał, krzyczał, uszkodził Bielawskiemu aparat fotograficzny. – Kiedy zajechaliśmy do jego domu, znaleźliśmy tylko dwie dorosłe suczki, żadnych szczeniąt nigdzie nie było. Po przeszukaniu całego obejścia i domu byłego policjanta, kiedy straciliśmy już nadzieję, że znajdziemy psie maluchy, usłyszeliśmy pisk, za chwilę kolejny. Dochodził z szopy, w której już wcześniej byliśmy, okazało się, że na jej tyłach znajduje się ukryta buda, a w niej sześć szczeniąt. Leżały na garstce słomy w nieocieplonej budzie, były wyziębione i głodne, płatami łuszczyła się im skóra zarażona świerzbem. To, jak bardzo były chore i zabiedzone, okazało się dopiero w czasie weterynaryjnego badania. Zabraliśmy osiem psów, po wyleczeniu trafiły do domów tymczasowych – mówi Grzegorz Bielawski.

Lektura medycznych dokumentów sporządzonych przez weterynarzy po zbadaniu psów jeży włos na głowie. Spis chorób i obrażeń, jakich zwierzęta doznały, zajmuje kilkadziesiąt stron. Czworonogi były zawszone, miały zagrzybione uszy i łapy, cierpiały na zapalenie spojówek i zanik mięśni, prawie wszystkie miały biegunkę i wysoką temperaturę ciała. Wiele do życzenia pozostawiał także ich stan psychiczny – miały zaburzenia lękowe, co, jak udowadnia w swojej opinii zoopsycholog, było spowodowane częstym biciem, zastraszaniem i poddawaniem zwierząt obciążeniom psychicznym. – Potwierdzają to nagrania filmowe okazane mi przed badaniem. Widać na nim człowieka, którego działanie nacechowane jest zachowaniami psychopatycznymi (świadome działanie mające na celu spowodowanie bólu). Żadnego z zarejestrowanych zachowań nie można wytłumaczyć technikami szkoleniowymi czy wychowawczymi. Jest to nieuzasadniona przemoc. W 34. sekundzie filmu widać, jak człowiek wymusza na zwierzęciu podejście do siebie i położenie mu pyska na ręce (w szkoleniu i behawiorystyce zachowanie takie uczy psa zaufania), po czym uderza psa trzymanym przedmiotem w głowę. Obciążenia psychiczne i fizyczne, jakim zostało to zwierzę poddane, są drastyczne i niedopuszczalne. Sytuacji, w których ten człowiek dopuszcza się okrucieństwa, jest na filmie znacznie więcej. Wszystkie zwierzęta znajdujące się pod jego opieką powinny zostać odebrane jak najszybciej i być poddane terapii – napisał w swojej opinii zoopsycholog i trener psów, Adam Lorentowicz z Łodzi.

REKLAMA (2)

Jedna z klientek zeznawała przed sądem, że kiedy spadł jej na podłogę widelec, jej piesek zakupiony u Macieja K. zaszył się pod stołem na pół dnia. Bielawskiego to jednak nie dziwi, twierdzi, że tak właśnie reagują czworonogi, które są socjalizowane przy użyciu siły. – Na filmie, który został przedstawiony w sądzie, znajdują się drastyczne nagrania ukazujące, w jaki sposób Maciej K. traktował zwierzęta. Bił je po głowach kijem i garnkiem, ciągnął na lince, a pory posiłków były wielkim świętem. Emerytowany policjant na każdy zarzut potrafił dość zgrabnie odpowiedzieć, tłumaczył na przykład, że przywiązał szczeniaka do linki i… uczył go w ten sposób chodzić przy nodze. Jeśli zaś chodzi o bicie kijem, to nie jest prawda, on tylko wyciągał zza budy jedzenie. Jego linia obrony polegała na ataku na naszą organizację, mówił, że jesteśmy bandytami i złodziejami, a interwencja przeprowadzona była niewłaściwie, bo nie było na niej lekarza. Świadkami na rozprawie były dwie młode kobiety z Olkusza, które kupiły sobie pieska w Żabnie. Nie nacieszyły się nim długo, szczeniak był chory i mimo operacji zmarł. Maciej K. nie oddał im pieniędzy za czworonoga. A kiedy go kupowały mężczyzna wmawiał im, że jest mało ruchliwy i trochę ospały, przed chwilą odebrany od matki. Dziewczęta dały się nabrać, nie wiedziały, że psina jest głodna i chora.

REKLAMA (3)

Rozprawa trwała trzy i pół godziny, Maciej K. nie wyraził słowa skruchy nawet wtedy, gdy pokazywano mu zebrane na niego dowody, potrafił odwracać sytuację i twierdził, że wszyscy są winni, tylko nie on.
Prezesa Bielawskiego, który w Pogotowiu dla Zwierząt pracuje już kilkanaście lat i sytuacje jak ta w Żabnie to dla niego niemal codzienność, w pole łatwo wyprowadzić nie jest. – Maciej K. jest bardzo inteligentny, komuś, kto nie zna się na psach, umie wcisnąć każdy kit. Nic nie robi pochopnie, wszystko miał z detalami zaplanowane i wykalkulowane. Moim zdaniem to wykwalifikowany oszust. W domu nie miał żadnej dokumentacji dotyczącej hodowli i sprzedawanych psów, te oddawał nowym właścicielom bez papierów rodowodowych, a certyfikaty wystawiał sam. Współpracował z kilkoma innymi hodowcami i sprzedawał także ich psy, części swoich szczeniąt nie trzymał na terenie swojej posesji.
Maciej K., co potwierdzają nagrany film, zdjęcia i zeznania świadków, jest agresywny wobec zwierząt. Okazuje się jednak, że także wobec ludzi, w ubiegłym roku przed dąbrowskim sądem uznany został winnym za znęcanie się nad rodziną. Sprawę jednak czasowo – na dwa lata – umorzono, a byłemu policjantowi nakazano udział w odwykowej terapii i edukacyjnych warsztatach. Wyrok o znęcanie się nad zwierzętami na pewno mocno skomplikowałby życie emerytowanemu mundurowemu.
– Moim zdaniem sprawa sądowa szybko się nie skończy, ale będę brał udział w każdej rozprawie i zrobię wszystko, aby ten pan dostał surowy wyrok – dopowiada prezes Bielawski.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze