Hałda to ponura pamiątka po wytwórni eternitu, płyt azbestowo-cementowych, która istniała w Szczucinie jeszcze do lat 90. Podczas 40-letniej produkcji na skraju miasteczka, blisko wiślanego wału, uzbierało się 1,5 mln ton bardzo groźnych dla środowiska odpadów. Przez lata mówiono i planowano uporać się z tym niebezpieczeństwem, lecz nic z tego nie wyszło
Tajemniczy Hiszpan
Siedem lat temu wydawało się, że w sprawie będzie przełom. Postanowieniem Sądu Rejonowego w Dąbrowie Tarnowskiej z dnia 31 marca 2006 r., po rozpoznaniu wniosku wierzycieli spółki „Szczucińskie Dachy”, przysądzono prawo wieczystego użytkowania nieruchomości, której częścią była azbestowa hałda, obywatelowi Hiszpanii. Nazywał się on Cesar Correa. Twierdził, że zawodowo zajmuje się renowacją zabytków. Dawni urzędnicy ze Starostwa Powiatowego w Dąbrowie jeszcze pamiętają około 60-letniego, siwawego pana, który najpierw interesował się możliwością polowań w pobliskich lasach, a później snuł plany związane z inwestowaniem na Powiślu. Konkretne plany miał też w sprawie działki, na której znajdują się odpady po eternicie. Najpierw miała tam odbyć się – obowiązkowo zapisana w sądowych papierach – rekultywacja terenu. Przez krótki czas pan Correa miał w Dąbrowie nawet swoje biuro.
Potem, po wyjeździe z naszego kraju, Hiszpan zniknął. Nagle przestał interesować się Szczucinem, płacić gminie podatki, odpowiadać na urzędową korespondencję wysyłaną z Polski. Tak jest do dzisiaj. Na nieruchomości, do której zyskał prawo, ciąży hipoteka kaucyjna. Nikt w powiecie dąbrowskim nie wie, co się dzieje z Cesarem Correą, dlaczego nie daje znaku życia i czy w ogóle żyje. Rozpłynął się we mgle.
Ale hałda została…
Desperacka obrona
– Mimo wielokrotnych prób nie udało się nam nawiązać kontaktu z tym panem – mówi Jolanta Janusiewicz, naczelnik Wydziału Geodezji Starostwa Powiatowego w Dąbrowie Tarnowskiej. – Ponieważ na nieruchomości ciążą nieuregulowane zobowiązania, obecnie komornik prowadzi postępowanie windykacyjne. Pewnym rozwiązaniem problemu byłoby pozyskanie nowego użytkownika wieczystego działki z tymi samymi uprawnieniami, które miał Hiszpan.
Czas biegnie, ale działa na niekorzyść. Ilekroć w gminie zdarza się powódź, wszyscy w miasteczku drżą, by woda nie dostała się na hałdę i tony azbestu nie spłynęły na okolicę. Ilekroć w gminie jest powódź, trwa desperacka obrona wału, za którym skryło się niebezpieczne składowisko.
Staraniem tarnowskiej Delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Krakowie w 2009 roku GIOŚ umieścił szczucińską hałdę na liście tzw. bomb ekologicznych. W Polsce jest obecnie ok. 50 miejsc, głównie składowiska trujących odpadów, w których te bomby – na razie pozostając w stanie uśpienia – cały czas jednak tykają i w każdej chwili mogą dać znać o sobie. Wtedy – odpukać – może dojść do poważnego w skutkach skażenia terenu, nawet na rozległym obszarze.
WIOŚ informował listownie Hiszpana, że jest możliwość otrzymania ze specjalnej puli funduszy na rekultywację terenu, lecz odpowiedzi nie było. Służby WIOŚ stoją dziś na stanowisku, że stan zabezpieczenia składowiska rakotwórczych odpadów w Szczucinie jest niezadowalający.
Mieszkańcy miasteczka przyzwyczaili się do myśli, że w ich pobliżu tyka bomba ekologiczna. Wierzą, że nigdy nie wybuchnie, ale…
Tajemnicze interesy
– Nikt nie wie, po co temu Hiszpanowi potrzebna była ta hałda, co on chciał z nią zrobić, jaki ubić interes? I dlaczego nagle zrezygnował? – opowiada jeden z mieszkańców okolicy składowiska. – Różne plotki na ten temat krążyły. Na przykład można było usłyszeć, że w tym czasie, gdy Hiszpan zabiegał o składowisko, do Polski zmierzał jakiś statek z odpadami promieniotwórczymi…
Jan Sipior, burmistrz Szczucina, zawsze bał się groźnego składowiska i odczuwał z tego powodu niepokój.
– Jego cicha obecność denerwuje – mówi. – Ileż starań z naszej strony było, żeby po zamknięciu wytwórni eternitu zmyć ze Szczucina miano azbestowej gminy. Ileż programów zostało wdrożonych i ile pieniędzy poszło, by resztki azbestu zniknęły z dachów, dróg, boisk sportowych i rowów. Sporo nam się udało, pokonaliśmy wiele trudności, oprócz hałdy, która nam wszystkim bardzo tu ciąży…
Goście w maskach
Szczucin rzeczywiście – z powodu włókien azbestu unoszącego się w powietrzu – długo miał złą sławę. W spadku po dawnej fabryczce gmina otrzymała ponad milion metrów sześc. odpadów, nie licząc hałdy. W ciągu minionego ćwierćwiecza u około 100 mieszkańców Szczucina i okolic, nie tylko tych, którzy pracowali w azbestowni, zdiagnozowano międzybłoniaka – chorobę nowotworową płuc. Większość tych ludzi już nie żyje. Późniejsze programy walki z azbestem, poparte setkami milionów złotych, dały wreszcie rezultat: gmina przestała być terenem klęski ekologicznej. Już nikt, jadąc do Szczucina, nie zabiera ze sobą maski – tak jak to bywało przed ponad dwudziestoma laty. Burmistrz dobrze pamięta tę zapobiegliwość wielu gości…
Została tylko nadwiślańska hałda. Wciąż ze względów formalnych jest poza zasięgiem wszelkich programów dotyczących usuwania azbestu.
– Być może będzie w tej sprawie wreszcie przełom – wyraża nadzieję burmistrz. – Jest sądownie ustanowiony kurator, który będzie działał w imieniu nieobecnego właściciela działki. Pamiętajmy przy tym, że obywatel Hiszpanii nabył tylko prawo do wieczystego użytkowania. Oczekujemy na sytuację, w której stan prawny tej nieruchomości zostanie doprowadzony do poprzedniego stanu. Wtedy będzie łatwiej o fundusze i o działania, które zlikwidują zagrożenie.
Strach przed hałdą budzi się zawsze o tej porze z pierwszymi wielkimi burzami.
– Jeśli by Wisła z tamtej strony wylała, byłaby tragedia. Azbest, który był na drogach w gminie, łatwo było zneutralizować. Położyło się asfaltowe nawierzchnie. Ale co byśmy zrobili, gdyby azbest z hałdy popłynął falą na okoliczny teren, na miejscowe pola? Już nikt by nam wtedy nie pomógł – mówi radny Kazimierz Żurek, w przeszłości dyrektor Szkoły Podstawowej w Szczucinie, który dobrze pamięta szkolne boisko pięknie utwardzone szlamem azbestowym…
























