Pszczoły w winnicy

0
pszczoly w winnicy
pszczoly w winnicy
REKLAMA

– Akurat dzisiaj wyszły mi z ula cztery rodziny – tłumaczył Antoni Marcinek, właściciel winnicy. – Trzy roje są już osadzone, będą z tego nowe rodziny, na jesieni przyniosą już troszkę miodu… Dla czwartego roju, który także dziś wyszedł z ula i osiadł na jabłonce, przygotowywałem kolejny ul. A tymczasem pszczoły zaczęły wracać z powrotem do dawnego ula! To się zdarza bardzo rzadko. Co się mogło stać? Może matka – nowa królowa, za którą wyszedł rój – zginęła w locie godowym. Może upolował ją szerszeń – sporo ich dziś widziałem, też korzystają z od dawna wyczekiwanej pogody… Ale mogło stać się inaczej. Może młoda matka, zapłodniona w locie godowym przez trutnie, postanowiła, że nigdzie jej nie będzie tak dobrze, jak w starym ulu. Oczywiście, oznacza to, że godziny starej matki – dawnej królowej – są już policzone. Być może stara matka słabo już „czerwi” i pszczoły wolą nową, sprawniejszą. Tak czy inaczej, jedna królowa dziś odeszła lub wkrótce odejdzie…
Pasieka jest istotną częścią winnicy Antoniego Marcinka. Dwa spośród ośmiu gatunków wytwarzanych tutaj win robi się z dodatkiem miodu.
– Jako że mamy i winnicę, i pasiekę, jako jeden z nielicznych w braci winiarskiej robię wina miodowe: Danutie, kupażowane z odmian białych i Vermell, z czerwonych. To taka nasza perełka, znak rozpoznawczy – wina autorskie, wytwarzane według mojego pomysłu. Miodu dodaje się do nich, gdy winogrona są jeszcze w kadzi, w fazie maceracji. To są wina słodkie, bogate, długo dojrzewające i długo leżakujące – mój najmłodszy Vermell, z 2018 roku, jeszcze do tej pory maceruje się z miodem w kadzi. Gości częstujemy dziś rocznikiem 2016.
Pszczoły, choć były tego dnia bardzo aktywne i tańczyły w powietrzu nad ogrodem i winnicą, nie zakłóciły degustacji. Były najwyraźniej zbyt zajęte, by zwracać uwagę na ludzi. Właściciel podkreśla zresztą, że pszczoły ma łagodne.
Antoni Marcinek mówi o sobie, że pszczelarzem jest w trzecim pokoleniu. Dziadek i ojciec byli pszczelarzami. Dziadek uprawiał też winorośl. – Ale to było kilka krzewów, prowadzonych metodą altanową, i dom obrośnięty winoroślą. Robił te wina – tak jak teraz poznaję i porównuję – bardziej na styl gruziński czy mołdawski. To całkiem inna szkoła winiarska niż śródziemnomorska, dominująca w Europie.
Antoni Marcinek wrócił do Woli Lubeckiej, z której wyprowadził się jego ojciec, odziedziczywszy gospodarstwo po siostrze ojca, swojej matce chrzestnej. – Wróciłem akurat wówczas, gdy urodził się mój syn, Damian, który obecnie mi pomaga – czyli w 1982 roku. I nasadziłem tu pierwsze krzewy winorośli odmian Schuyler, Krystaly i Ontario – razem kilkadziesiąt krzewów prowadzonych po amatorsku, ale pozwalało to na zdobycie pierwszych doświadczeń.
Dziś winnica pana Antoniego zajmuje obszar 50 arów i liczy dwa tysiące krzewów.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze