Tragiczna śmierć dwudziestolatka

0
Kto jest winny smierci
Remiza w Porębie Spytkowskiej – z jej okna wypadł podczas imprezy 20-letni Mariusz i wskutek odniesionych obrażeń zmarł
REKLAMA

Dla mieszkańców był to szok, pojawiły się dziesiątki pytań, na które odpowiedzi szuka prokuratura. Ludzie we wsi zaczęli snuć przypuszczenia i spekulacje na temat tej tragicznej śmierci. Niektórzy mówią, że był to nieszczęśliwy wypadek, choć nie brakuje i takich, którzy twierdzą, że śmierci 20-latka można było uniknąć, wystarczyłoby, iż ktoś z dorosłych byłby obecny w czasie hucznie obchodzonej „osiemnastki”.
Na imprezie urodzinowej, na której gościł także Mariusz, bawiło się około 40 osób. Zabawa była doskonała, gospodarze serwowali alkohol i zakąski, były tańce. Mariusz dokładnie tydzień wcześniej obchodził swoje dwudzieste urodziny. Już po północy chłopak został odizolowany od reszty towarzystwa. Przez kogo? To ustali dopiero prokuratorskie dochodzenie. Prawdopodobnie powodem jego zamknięcia w pomieszczeniu kuchennym było to, że za dużo wypił i troskliwi koledzy chcieli, aby doszedł do siebie. Co wydarzyło się za zamkniętymi drzwiami, na zawsze pozostanie już tajemnicą, a pewne tylko fragmenty zdarzeń można odtworzyć na podstawie zeznań świadków i pozostawionych przez Mariusza śladów.
– Drzwi od kuchni były zamknięte na klucz, jeden z biesiadników, strażak naszej OSP, otworzył je i wszedł do pomieszczenia, aby zabrać stamtąd szklanki. Zastanowiło go, dlaczego okno jest otwarte na oścież, skoro na dworze tak zimno. Gdy wyjrzał, na dole koło garaży leżał Mariusz, nie ruszał się – opowiada prezes porębeckiej jednostki OSP, Krzysztof Rachwał. Strażacy natychmiast się skrzyknęli, aby udzielić poszkodowanemu pomocy, mają w swoich szeregach wyszkolonych ratowników medycznych oraz niezbędny sprzęt. Wezwano pogotowie. – Chłopak leżał twarzą do dołu, wokół głowy była krew. Kręgosłupa nie miał uszkodzonego, bo ruszał rękami i nogami, cały czas był przytomny, rozmawiał z nami, wymieniał nasze imiona – dodaje prezes Rachwał. Mariusz śmigłowcem przetransportowany został do szpitala w Krakowie, gdzie dobę po wypadku umarł.
Na parapecie okna w pomieszczeniu kuchennym Mariusz zostawił ślady butów, w jego telefonie komórkowym była niewysłana wiadomość „otwórzcie te drzwi”. Nikt nie otworzył, mimo że byli na imprezie tacy, którzy słyszeli jego wołania i odgłosy uderzania w drzwi. Dlatego postanowił wydostać się przez okno. Trochę wypił, źle ocenił wysokość, wydawało mu się, iż da radę, pewnie był zły, że nikt nie chce go wypuścić…
– Już po wypadku dowiedziałam się, że Mariusz komuś miał rzekomo powiedzieć, iż chce się zabić. Ja w to nie wierzę, to był pogodny i dobry człowiek, znałam go bardzo dobrze. Uważam, że był to tragiczny wypadek – mówi jedna z dziewcząt uczestniczących w imprezie.
Policyjne śledztwo wykluczyło, że w wypadku mogły brać udział osoby trzecie. Prokuratorskie postępowanie prowadzone jest w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci. Pewnie już niedługo będzie wiadomo, czy postawione zostaną komuś zarzuty albo czy sprawa zostanie umorzona.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze