Pamiętne migawki

0
Wiatraki w kościele
Wiatraki w kościele | fot. autorka
REKLAMA

W podróży zawsze robię wiele zdjęć, które mają przypominać miejsca czy zdarzenia. Niektóre jednak są bardziej charakterystyczne od innych.

W „Małpim Lesie”

W Ubud na wyspie Bali jedną z głównych atrakcji jest Monkey Forest – położony na obrzeżach miasta park leśny z zespołem świątyń, rzeźb i spacerowych ścieżek. W lesie żyje stado małp – makaków jawajskich, które są tu rezydentami i podopiecznymi boga Hanumana, jednego z bóstw miejscowej świątyni. Opiekunami lasu są natomiast strażnicy w zielonych sarongach i balijskich kapeluszach w tym samym kolorze. Ubudczycy nazywają ich żartobliwie „małpami zielonymi”.

Strażnicy sprzedają bilety zwiedzającym, dokarmiają małpy i pilnują porządku w „Małpim Lesie”. Niejednokrotnie oznacza to konieczność łagodnego dyscyplinowania makaków, które – jako że są podopiecznymi bóstwa, a poza tym małpami – napadają czasem turystów, wyrywając im jedzenie albo rewidując torby i plecaki. Interwencje „małp zielonych” często w takich przypadkach bywają spóźnione albo nieskuteczne, bo makaki uciekają ze skradzionym smakołykiem czy przedmiotem.

REKLAMA (2)
Małpa makaki
Małpa makaki | fot. autorka

I tak podczas wizyty w Monkey Forest byliśmy świadkami, jak małpy wyrwały dziewczynie torebkę i starannie ją opróżniły. Poczęstowały się orzeszkami i batonikami, dodatkowo zaś obgryzły drewniane figurki, które turystka kupiła przy wejściu. Jedna z małp porwała także butelkę z sokiem.

Spotkaliśmy małpich złodziei kilkadziesiąt metrów dalej, przy świątyni. Najwyraźniej objadły się niezgorzej, bo ucięły sobie drzemkę wśród szczątków skradzionych smakołyków. Jedna z małp spała z rozrzuconymi ramionami przy opróżnionej butelce, w pozie nasuwającej myśl o zawartości butelki. Wiedzieliśmy co prawda od okradzionej turystki, że był to sok, ale indonezyjskie wino „Anggur” także sprzedaje się w niewielkich butelkach z ciemnego szkła… Zrobiłam więc zdjęcie małpy, która wyglądała na zmożoną trunkiem.

W Monkey Forest towarzyszyło mi – niby w charakterze przewodników – dwóch młodych Balijczyków, Wayan i Komang. Podczas gdy robiłam zdjęcia, Wayan przysiadł w kucki na niskim murku na skraju świątyni. Gdy odwróciłam się do niego, zauważyłam, że na murek wdrapał się także jeden z makaków i przysiadł w niemal identycznej jak Wayan pozie. Zrobiłam zdjęcie, które bardzo rozbawiło Komanga, przyjaciela Wayana, i które z żartobliwym tytułem „Wayan sitting like monkey” (Wayan siedzący jak małpa) zrobiło furorę wśród wszystkich krewnych i znajomych obydwu Balijczyków.

Obiekt przydrożny

Z kolei na wyspie Selayar, z której próbowałam się dostać do parku morskiego Taka Bonerate, moim przewodnikiem był Hasim, młody Indonezyjczyk pracujący jako „chłopak od wszystkiego” w moim hotelu. Od pierwszego dnia opiekował się mną, wędrował razem ze mną, pomagał mi robić zakupy, załatwiać różne sprawy, organizować transport na kolejne wyspy. Kiedyś, gdy szliśmy wzdłuż drogi, zapytałam go o stojącą przy drodze konstrukcję – domek czy szafkę na słupku, jakby kapliczkę, w której stały szklane butelki wypełnione płynami w różnych kolorach. Zapytałam, czy to forma jakiejś ofiary lokalnym bóstwom – parę lat wcześniej w Indiach widziałam, jak w ten sposób składano w świątyniach ofiary z aromatycznych olejków i słodkich napojów. Hasima, który był muzułmaninem, pytanie zdumiało i rozbawiło.

Stacja benzynowa
Stacja benzynowa | fot. autorka

– Ależ nie – odparł – to nie jest ofiara. Nic podobnego. To jest po prostu… stacja benzynowa.

Okazało się, że butelki z różnobarwnymi płynami zawierają paliwo i olej napędowy, a koło przydrożnej „kapliczki” drzemie w cieniu właściciel tego przedsięwzięcia. Gdy ktoś chce zatankować motor, motorykszę lub nawet samochód (rzadszy na Selayar od jednośladów), przystaje i nalewa sobie odpowiedniego paliwa, a właściciel „stacji benzynowej” na chwilę wychodzi z cienia i inkasuje należność, ewentualnie w miejsce opróżnionych przynosi pełne butelki.

Chciałam oczywiście sfotografować tę szczególną stację paliw, a Hasim w mig złapał okazję. – Stanę obok i będę udawał właściciela! – zaproponował z szerokim uśmiechem. Prawdziwy właściciel nie miał nic przeciw temu. Tak powstała fotka Hasima przy selayarskiej stacji benzynowej.

REKLAMA (3)

Pikachu i inni święci

Rykszami motorowymi czy rowerowymi jeździłam wielokrotnie w różnych krajach. Choć jednak bywały one rozmaite – czasem ozdobnie malowane, czasem klecone z resztek jakichś dawno zapomnianych pojazdów – nigdy nie widziałam dziwaczniejszych niż te, którymi wozi się turystów w malezyjskim mieście Malakka. To jedna z atrakcji tego historycznego portu na Półwyspie Malajskim, choć współczesna i raczej w… azjatyckim guście.

Otóż rykszarze w Malakka prześcigają się w dekorowaniu swoich pojazdów wizerunkami postaci z komiksów lub kreskówek. Są więc ryksze poświęcone Batmanowi czy Spidermanowi, bohaterkom „Krainy lodu”, Barbie i jej przyjaciółkom albo Pokemonom. Być może dekoracje zmieniają się z popularnością kreskówkowych hitów, ale kiedy byłam w Melakka, rydwany poświęcone żółtemu Pikachu lub pokryte spiętrzonymi kotkami z „Hello Kity” stały na każdym rogu. W dodatku wieczorem świeciły ogromną liczbą lampek choinkowych… Zrobiłam sporo zdjęć.

Ryksza z pikachu
Ryksza | fot. autorka

A kilka lat temu w Kolumbii podczas zwiedzania Cartageny z głupia frant pstryknęłam obrazek, który nadal mnie bawi.

Cartagena de Indias uchodzi za jedno z najpiękniejszych kolumbijskich miast kolonialnych. Ma sporo malowniczych uliczek i placów, niekończenie dobrych pomników, historyczny fort oraz kilka reprezentacyjnych kościołów i klasztorów. Jest też miastem o prawdziwie tropikalnym klimacie – od listopada do kwietnia temperatura rzadko spada niżej 30 stopni.

W jednym z kościołów, do którego zajrzałam, nie było nabożeństwa, trwały jednak przygotowania. Kobiety dekorowały ołtarz i ustawiały duże wentylatory z wiatrakami, które zapewne miały pomóc wiernym wytrzymać we wnętrzu podczas nabożeństwa. Wiatraki ustawiono w rzędach pod ścianami, gdzie stały już kamienne figury, przedstawiające różnych świętych.

Tak się złożyło, że prawie każdy święty miał swój wentylator. Wiatraka zabrakło tylko dla jednej figury. Był to posąg świętego Sebastiana, który – pozbawiony nadziei na ochłodę – w widoczny sposób cierpiał.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze