W bezpiecznym lesie

0
W bezpiecznym lesie
Las w Andasibe | fot. Marta Tutaj
REKLAMA

Wędrując po lesie deszczowym na Madagaskarze, nabrałam przekonania, że jest to las niezwykle bezpieczny. Mimo to zdarzyło mi się zetknąć – i to dosłownie – z pewnym naprawdę groźnym stworzeniem.

Las madagaskarski to środowisko bezpieczne i urokliwe. Nawet jeśli rozbrzmiewa od czasu do czasu pohukiwaniami i demonicznymi wrzaskami albo przenikliwym wyciem… Nie ma obawy, dźwięki te wydają lemury. Jadają liście i owoce, a poza tym mają miękkie futra, duże oczy, chwytne ręce i przemieszczają się z gracją po drzewach, zwykle przynajmniej kilka metrów od człowieka. No i są tu też kameleony, które wyglądają jak kosmici i mogą rosnąć do pół metra. Jednak choć magicznie zmieniają kolory, a, polując na owady, wyrzucają z morderczą precyzją długie języki, wobec człowieka są całkiem bezbronne.

Kameleon
Kameleon | fot. Marta Tutaj

Owszem, w madagaskarskim lesie deszczowym roi się od dziwnych jaszczurek, imponująco wyglądających pająków, drobnych kolorowych żabek i kolorowych świerszczy w różnym rozmiarze, ale żadna z tych istot nie jest groźna dla człowieka. Przeciwnie, niektóre ‒ jak np. drobne żabki Mantella ‒ wskutek działalności człowieka są zagrożone wyginięciem.

REKLAMA (2)

Nie masz się czego bać…

Co do węży, mam na ten temat oficjalny dokument… „Madagaskar jest domem dla ponad 80 gatunków węży, z których żaden nie jest niebezpieczny dla ludzi” – informuje serwis WildMadagascar. – „Na wyspie nie ma żmij, kobr, mamb, pytonów… Jedyne jadowite węże lądowe na Madagaskarze mają kły głęboko w tyle gardła, przystosowane do gryzienia małej zdobyczy. Mało prawdopodobne, aby wyrządziły szkodę człowiekowi. To oznacza, że nie masz się czego bać, idąc przez las Madagaskaru…”.

Można w lesie spotkać węże boa, przewodnicy wycieczek chętnie je pokazują, ale te zdecydowanie nieruchawe węże nie reagują nawet na obecność ludzi. Malgasze dawniej obawiali się pewnego niewielkiego węża Ithcyphus miniaturus, wierząc, że spada on z drzew sztywno wyprostowany, by przebić przechodzące dołem krowy zebu. Naprawdę wąż ten jednak nie robi takich sztuk i jest całkowicie nieszkodliwy. Podobnie jak dziwnego kształtu liścionos madagaskarski, który co prawda świetnie udaje gałązkę, ale jego głęboko położone w gardle zęby jadowe mogą być niebezpieczne jedynie dla jaszczurki lub drobnej żabki.

Liścionos madagaskarski
Liścionos madagaskarski | fot. Marta Tutaj

Głównym drapieżnikiem madagaskarskiego lasu jest fossa – ma wygląd umięśnionego kunolisa z krótką sierścią. Podobno fossy wciąż żyją dziko w lasach na wyspie, ale ludzi omijają z daleka. Jedyna fossa, jaką widziałam, żyła w ZOO w Tanie, była samotna w swym wybiegu i chuda jak szkielet. Fossy polują podobno na lemury, ale tej konkretnej fossie zdrowy lemur indri dałby radę, moim zdaniem, jednym długim i muskularnym ramieniem.

Pijawka, sztuk jeden

Co do innych dokuczliwych i potencjalnie niebezpiecznych leśnych stworzeń, komary madagaskarskie były raczej powolne i mało napastliwe, mrówki trzymały się swych gniazd na drzewach, a muchy i pszczoły w ogóle nie zaczepiały ludzi. Wchodząc na ścieżkę narodowego parku w Andasibe, mój przewodnik wcisnął co prawda nogawki spodni w skarpetki (znany sposób ochrony przed pijawkami ziemnymi!), ale po wielu godzinach chodzenia znalazłam tylko jedną pijawkę, która siedziała na moim plecaku, nienassana i zdezorientowana. Kleszczy nigdy na sobie nie znalazłam.

Przewodnik ostrzegał mnie przed skorpionami i usiłował mi je pokazać, rozłupując zmurszałe pnie po drodze i rozchylając twarde liście pandanowca, ale niczego nie znalazł. Z czego wywnioskowałam, że madagaskarskie skorpiony też muszą mieć swoje zdanie na temat spotkań z ludźmi i wolą schodzić im z drogi. Tak więc łatwo było uznać, że po madagaskarskim lesie istotnie chodzić można bez obaw o całość swojej skóry.

Niespodzianka zdarzyła się podczas krótkiej wyprawy do jednego z pomniejszych parków w okolicy Andasibe. Mój przewodnik namierzył tam maki, lemurki bambusowe, które co prawda nie są bardzo rzadkie, ale w lesie zachowują się cicho i dyskretnie, niełatwo je więc zlokalizować.

Lemurek maki
Lemurek maki | fot. Marta Tutaj

Maki są mniej więcej rozmiaru kota, mają krótkie szaro-rude futerko, bursztynowe oczy i masę wdzięku. Porozumiewają się cichymi piskami. Mój przewodnik znalazł niewielkie stadko tych ładnych lemurów, wędrujące w koronach drzew i objadające drobne owoce. Dość wysoko, niestety.

Nie jest łatwo wymierzyć długim obiektywem w znajdującego się parę metrów wyżej niewielkiego lemura, aby więc łatwiej zachować równowagę, oparłam się ręką o jedno z pobliskich drzew. Był to błąd.

Coś jadowitego

Rękę przeniknął natychmiast ostry ból, porównywalny – jeśli mogę się oprzeć na swoich doświadczeniach – z oparzeniem meduzy lub ukłuciem jeżowca. Spojrzałam na dłoń, na której z początku było tylko podłużne zaczerwienienie, potem rozszerzająca się opuchlizna. Wciąż bolało jak diabli. Sfotografowałam stworzenie, na którym niechcący oparłam rękę, a które wciąż siedziało na pniu, nieporuszone i nieuszkodzone. Zdjęcie było trochę nieostre, bo nie widziałam już ostro.

Jadowita gąsienica
Jadowita gąsienica | fot. Marta Tutaj

Ręka bolała i puchła, a od dłoni po ramieniu rozszerzał się rumień szybko posuwający się w górę. Po chwili poczułam, że nabrzmiewają mi węzły chłonne pod pachą. Zaczynało to, niestety, przypominać ukąszenie węża.

Zawołałam mojego przewodnika, który przybiegł wystraszony, uspokoił się jednak, gdy pokazałam mu stworzenie na pniu.
– To nic! – zapewnił. – W domu posmarujesz oliwą i tyle.

REKLAMA (3)

Nie wyglądało jednak, że to nic. Oblał mnie gwałtowny pot, czułam, że rośnie mi gorączka. Może z przejęcia dostałam lekkich dreszczy.
– Musimy wracać – powiedziałam. – I to jak najszybciej. W hotelu mam lekarstwa.

Przewodnik miał krewnego, który miał w Andasibe tuk-tuka, czyli rykszę motorową. Zadzwonił po niego i dziesięć minut potem byłam już w hotelu, zaopatrzona w środki antyalergiczne i odpowiednie maści. Ludzie w hotelu nie chcieli jednak wierzyć w zdjęcie jadowitego stwora, który tak mnie załatwił. Podejrzewali, że musiał tam być skorpion, którego nie zauważyłam.

Skorpiona jednak nie było, tego byłam pewna. Toksynę o piorunującym działaniu – czy cokolwiek to było! – zaaplikowała mi włochata gąsienica. Kilkucentymetrowa, pozornie bezradna istota w szaro-białym futrze. Zapewne przyszły motyl… Zdarzyło mi się coś takiego pierwszy raz w życiu. Nie mam uczulenia na żadne jady owadzie, a już na pewno nie na kudłate gąsienice, których w Europie dotykałam zawsze bez obaw i konsekwencji.

Przyglądając się ponownie zdjęciu, doszłam do wniosku, że może w szarym futrze gąsienicy znajdowały się białe kolce, które zaaplikowały mi jakąś porażającą substancję. Trudno nawet mieć o to pretensję do gąsienicy. Przecież nie rzuciła się na mnie, to ja się na niej oparłam!

Godzinę po zażyciu leków ból na szczęście zelżał. A następnego dnia po kontakcie z gąsienicą została tylko niewielka, zanikająca opuchlizna na dłoni. Wszystko więc skończyło się dobrze – i dla mnie, i dla przyszłego motyla, mam nadzieję. W Polsce są gąsienice, które w niebezpieczeństwie, podwijając głowę, dzięki wzorowi na skórze udają węże. Na Madagaskarze nie muszą tak robić. Na Madagaskarze gąsienice są bardziej niebezpieczne od węży.

# TEMI, Podróże, Madagaskar, las deszczowy, jaszczurki, żabki Mantella, węże boa, fossa, pijawki, lemurki maki, gąsienice, liścionos madagaskarski, kameleon

 

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze