Powodem takiej sytuacji są przede wszystkim pieniądze. W ostatnich latach żużel stał się bowiem bezwzględnym biznesem, w którym o sportowym powodzeniu decyduje zamożność klubu. Sukcesy odnoszą na ogół ci, którzy mogą sobie pozwolić na opłacanie drogich zawodników. Tak było niedawno z Unią Tarnów. „Jaskółki” w 2012 roku zdobyły mistrzostwo Polski, a w kolejnych sezonach dwukrotnie wywalczyły brązowy medal, ponieważ klub wspierali możni sponsorzy, a dzięki nim w tarnowskich barwach jeździli żużlowcy z wyższej półki. W tym sezonie o ponowienie ostatnich osiągnięć może być jednak bardzo trudno, bo Unia posiada w kadrze słabszych zawodników, a ponadto ma spore problemy ze stanem klubowej kasy i sprawnym zarządzaniem.
Pieniędzy ciągle brak
Problemy finansowe dotyczą tarnowskiej Unii nie od dziś, zaś kolejni prezesi żużlowej spółki musieli radzić sobie z długami klubu wobec zawodników czy podmiotów z nim współpracujących. W 2011 roku głośno było o konflikcie z Sebastianem Ułamkiem i Krzysztofem Kasprzakiem, od których tarnowski klub domagał się absurdalnego odszkodowania za ich słabszą dyspozycję na torze. Przy okazji wyszło na jaw, że Unia zalegała tym dwóm żużlowcom w sumie ponad półtora miliona złotych z tytułu wynagrodzeń za jazdę w poprzednim sezonie. Tajemnicą poliszynela jest też fakt, że nawet w ostatnich latach niektórzy żużlowcy rezygnowali z pojedynczych startów w barwach „Jaskółek”, bo klub zalegał im z wynagrodzeniami. Mediom mówiono więc oficjalnie na przykład o zdrowotnej niedyspozycji danego zawodnika, a tymczasem prawda była zupełnie inna.
Ostatecznie wszelkie problemy jakoś udawało się rozwiązywać, a sportowa licencja – nieraz w trybie warunkowym – była tarnowianom przyznawana, ponieważ za „Jaskółkami” stali potężni mecenasi. TAURON Polska Energia oraz Grupa Azoty były ostatnio gwarantem finansowego bytu klubu. W tym sezonie jest jednak inaczej. TAURON, jeszcze niedawno jeden z tytularnych sponsorów Unii, postanowił całkowicie wycofać się z finansowania tarnowskiego żużla. Z kolei Grupa Azoty w październiku minionego roku wydała oświadczenie, w którym po raz pierwszy bardzo jednoznacznie skrytykowała działania zarządu Unii Tarnów.
Po komunikacie Grupy Azoty także kibice zaprotestowali przeciw obecnemu kierownictwu Unii. Spekulowano nawet o zmianie zarządu żużlowej spółki, wytykając jej włodarzom nieudolność w prowadzeniu klubu oraz kontrowersyjne zamieszanie wokół rozstania z trenerem Cieślakiem i częścią żużlowców. W środowisku słychać było jednak głosy, że nikt nowy nie chce podjąć się zarządzania klubem, który znajduje się w tak trudnej sytuacji. Ostatecznie rada nadzorcza zdecydowała o pozostawieniu dotychczasowego zarządu, a ten rozpoczął rozmowy z Grupą Azoty w sprawie nowej umowy, o ich sfinalizowaniu poinformowano niedługo przed startem sezonu – półtora miesiąca później niż w analogicznej sytuacji przed rokiem. Główny mecenas miał nadzieję, że Unia zdoła pozyskać kolejnego dużego sponsora. W efekcie główny sponsor ograniczył wsparcie finansowe dla klubu na obecny sezon. Nie podano szczegółów umowy, ale nieoficjalnie mówi się o kwocie rzędu około 3 milionów złotych, czyli ponad dwa razy mniejszej niż jeszcze rok temu.
„Azoty” dają mniej
– Przekazane Unii Tarnów ŻSSA środki finansowe stanowią główną część budżetu. W przedstawionym przez prezesa zarządu klubu planie finansowania spółki w 2015 r. znalazło się kilkanaście pozycji dotyczących pozyskiwania funduszy na bieżące funkcjonowanie klubu i wierzymy, że rada nadzorcza i zarząd Unii Tarnów ŻSSA wywiążą się ze wszystkich – mówi Grzegorz Kulik, rzecznik Grupy Azoty. – Przedstawiciele klubu złożyli pisemne oświadczenie, że wykazane w budżecie źródła dochodu zostały dokładnie przeanalizowane. Mamy także zapewnienie, że klub będzie działał bez problemów organizacyjnych i finansowych.
Główny sponsor tym samym wyraźnie zasygnalizował, że będzie z uwagą przyglądał się działaniom tarnowskiej Unii. Ponadto Grupa Azoty postanowiła skupić się na finansowaniu adeptów żużla, podkreślając konieczność wsparcia młodych zawodników z regionu tarnowskiego, co w ostatnich latach było przez Unię wyjątkowo zaniedbywane, bo pieniądze klubu wydawano na horrendalne kontrakty z przyjezdnymi żużlowcami. Klub zapewne mógłby wynegocjować zdecydowanie korzystniejsze warunki, gdyby nie widoczna od lat nieporadność organizacyjna żużlowych działaczy, która coraz bardziej razi przedstawicieli „Azotów”.
Grupa Azoty skupia się teraz na finansowaniu innych dyscyplin, a także sportowców indywidualnych, dodatkowo musi zmagać się z uwagami pozostałej części środowiska sportowego w Tarnowie, które protestuje przeciw nadmiernemu inwestowaniu w żużel kosztem innych dyscyplin. Od spółki niemal powszechnie wymaga się, aby z powodu historycznych uwarunkowań była głównym mecenasem całego tarnowskiego sportu.
Miasto też niechętne
Żużlowa Unia musi więc dziś oszczędzać i intensywnie rozglądać się za nowymi sponsorami. Niestety sytuacja na rynku nie jest najlepsza, lokalne firmy niezbyt chętnie chcą wspierać innych, a na dodatek wokół żużla wytworzyła się zła atmosfera, gdy okazało się, że były prezes z wiceprezesem żużlowej spółki są zamieszani w aferę korupcyjną. Wygląda na to, że również sam tarnowski magistrat, chcąc niejako odciąć się od dawnych niejasnych powiązań środowiska urzędniczego z żużlem, już nie spogląda tak chętnie w stronę Unii Tarnów. Miasto zdecydowało się przeznaczyć ponad 2 miliony złotych na instalację monitoringu i specjalnych systemów na Stadionie Miejskim, ale były one już koniecznością.
Nadal nierozwiązana pozostaje sporna kwestia samego obiektu, który żużlowa Unia dzierżawi od miasta. Klub twierdzi, że musi dokładać do jego utrzymania, nie otrzymuje pieniędzy od grających tam piłkarzy, a na dodatek stadion jest w fatalnym stanie technicznym. Przed trzema tygodniami zarząd zdecydował, że zamyka część trybuny głównej dla kibiców, bo ściana grozi zawaleniem. Niektórzy interpretują to jako odwet klubu wobec miasta, ponieważ żużel dostał w tym sezonie mniej z miejskiej dotacji dla sportowców.
– Oczywiście, że pytamy, dlaczego nie możemy liczyć na większe wsparcie. Miejscy urzędnicy nie mają jednak zbyt wiele do powiedzenia – stwierdził na łamach portalu sportowefakty.pl prezes Unii, Łukasz Sady. – To ciekawe, bo wielkością jesteśmy podobni do Gorzowa Wielkopolskiego. W Tarnowie jest niespełna milion złotych do podziału, a w Gorzowie około 10 milionów. U nas na wszystkie dyscypliny sportowe przeznacza się mniej niż na sam żużel w większości ośrodków. To jest naprawdę dziwne.
Wizerunkowe wpadki
Efekty zaciskania pasa już widać. W tym roku w tarnowskim klubie jeżdżą tańsi zawodnicy, a oficjalna prezentacja nowej drużyny odbyła się w zamkniętym gronie w jednej z tarnowskich restauracji – w przeciwieństwie do poprzednich sezonów, gdy drużynę przedstawiano z pompą i udziałem kibiców podczas uroczystej prezentacji w galerii Gemini. Klub sięgnął też do kieszeni samego kibica i zwiększył ceny biletów, bo za wejściówkę na trybuny tarnowskiego stadionu trzeba będzie zapłacić 5 złotych więcej niż dotychczas. Nie spodobało się to zresztą sympatykom żużla, którzy od dawna narzekają na wątpliwy komfort śledzenia meczów rozgrywanych na przestarzałym stadionie. Klub argumentował podwyżkę koniecznością utrzymania obiektu, ale efekt takiego działania może być odwrotny w skutkach, bo już teraz wielu kibiców zadeklarowało w internetowych komentarzach, że w tej sytuacji wolą wybrać oglądanie meczów „Jaskółek” w telewizji.
Unia Tarnów ma również spory problem z wizerunkiem, który dzisiaj odstrasza potencjalnych sponsorów. Działania marketingowe w mieście są niemal niewidoczne, a wiele ostatnich posunięć klubu nie świadczy dobrze o jego włodarzach. W minionych miesiącach sporo mówiło się o konflikcie z Markiem Cieślakiem, niedostatecznej komunikacji z zawodnikami, a także zbyt roszczeniowej postawie zarządu żużlowej Unii. Łukasz Lesiak, były zawodnik i wychowanek „Jaskółek”, oskarżył nawet tarnowskie środowisko żużlowe o celowe doprowadzenie do zakończenia jego kariery, wytykając Unii niedbanie o własnych wychowanków.
Niedawno także głośnym echem odbiła się sprawa konfliktu klubu z Edwardem Mazurem. Wychowanek „Jaskółek” w poprzednim sezonie jeździł jako junior w zespole Orła Łódź, a teraz chciał przedłużyć z nim kontrakt. Wówczas Unia zażądała od łodzian 100 tysięcy złotych w ramach ekwiwalentu za wyszkolenie zawodnika, co spotkało się ze sporą krytyką kibiców, bo Mazur na jazdę w Tarnowie nie miał szans, Orła nie było stać na jego wykupienie, a do szkolenia dokładał sam. Teraz zawodnik ma żal do macierzystego klubu i musi znaleźć środki konieczne do powrotu na tor. Pomagają mu w tym łódzcy kibice, którzy zorganizowali specjalną zbiórkę funduszy.
– Kwota, jaką chciał tarnowski klub, jest zdecydowanie nieproporcjonalna do mojego poziomu sportowego. To złośliwość ze strony Unii i poszukiwanie dodatkowych pieniędzy – mówi Edward Mazur, narzekając na sytuację, jaka panowała w tarnowskim żużlu w ostatnich latach. – Szkoda, że swoich chłopaków traktuje się gorzej niż tych, którzy przychodzą do tego klubu z innych miast. Jeździłem w różnych zespołach, w których panowała życzliwa atmosfera, każdy był uśmiechnięty. W Tarnowie tego brakowało, byliśmy źle traktowani.
Tymczasem kibice, którzy mają za sobą emocjonujące miesiące, czekają już z utęsknieniem na start żużlowego sezonu. Wszyscy wierzą, że o problemach klubu wreszcie nie będzie tak głośno, ponieważ zagłuszą je motocyklowe silniki oraz emocje sportowe. I chyba w tym należy upatrywać szansy na poprawę nastrojów w lokalnym środowisku żużlowym. Oby tylko „Jaskółki” latały wysoko, bo jeśli jeszcze drużyna będzie miała problemy na torze, to prorocze okażą się słowa tych wszystkich obserwatorów żużlowego biznesu, którzy niejednokrotnie podkreślali, że rozwijanie klubu w oparciu o wyłącznie jednego sponsora bywa błędem tragicznym w skutkach.























