Tarnowska Unia poniosła drugą w tym sezonie porażkę, w dodatku z przebiegu meczu wynika, że zbyt wysoką. Stało się w to w najgorszym z możliwych momentów, czyli w pierwszym meczu półfinału play off. W Lesznie gospodarze wygrali 50:40.
Trudno jednak mieć pretensję do „Jaskółek”, bo w sytuacji, w jakiej znalazł się zespół, było to do przewidzenia. Bez kontuzjowanego Grega Hancocka, z rekonwalescentami Buczkowskim i Vaculikiem w składzie trudno było myśleć o sukcesie. Pierwszemu sił wystarczyło na dwa pierwsze biegi, w dodatku dwa razy leżał na torze, obolały Vaculik nie był w stanie pojechać ani z rezerwy taktycznej, ani w biegu nominowanym, a i tak zrobił więcej, niż od niego oczekiwano. Jeżeli ktoś sprawił zawód, to jedynie bohater meczu z Falubazem Artem Łaguta, który poza jednym wyścigiem był cieniem zawodnika sprzed tygodnia.
Już pierwszy wyścig miał bardzo dramatyczny przebieg. Nicki Pedersen znany z ostrej, momentami brutalnej jazdy, ściął z motocykla na przeciwległej prostej pierwszego okrążenia Krzysztofa Buczkowskiego i został wykluczony przez arbitra. W powtórce para Buczkowski‑Vaculik wygrała podwójnie. Miejscowi wyrównali w biegu juniorów, dzięki kapitalnej jeździe, w całym meczu zresztą, Piotra Pawlickiego i Tobiasza Musielaka. W pierwszej fazie meczu inicjatywa należała jednak do podopiecznych trenera Marka Cieślaka. Kolejne biegi wygrali bowiem po 4:2 i po pięciu wyścigach prowadzili 18:12 – swoje wyścigi wygrali Artem Łaguta, Janusz Kołodziej i Krzysztof Buczkowski, który leżał tym razem na pierwszym łuku, z powodu tzw. efektu domina został bowiem potrącony przez Martina Vaculika i sędzia powtórzył ten bieg w pełnym składzie.
Niestety dwa kolejne biegi gospodarze wygrali podwójnie, głównie dzięki postawie Nicki Pedersena, który rozprowadzał swoich partnerów na pierwszym łuku. W biegu VIII niesamowity Vaculik potrafił dowieźć trzy punkty do mety, atakowany do samego końca przez Musielaka, ale był to praktycznie ostatni jego udany start, na więcej kontuzjowany zaledwie 10 dni temu obojczyk już po prostu nie pozwolił. Był to, jak się okazało, „łabędzi śpiew” tarnowian, bowiem od IX wyścigu inicjatywę już do końca meczu mieli leszczynianie.
Następcy Alfreda Smoczyka przede wszystkim w tej fazie meczu zdecydowanie lepiej startowali. Trzeba jednak przyznać, że gościom i tak dopisało szczęście. W XI wyścigu doszło do kontrowersyjnej sytuacji; na tor upadł, po ataku Damiana Balińskiego, Artem Łaguta i arbiter wykluczył zawodnika gospodarzy, chociaż mogło być zupełnie odwrotnie. W kolejnym biegu przewrócił się po własnym błędzie na pierwszym łuku Grzegorz Zengota i też został wykluczony. W powtórce zwyciężył bojowy Kacper Gomólski po ładnej walce z Piotrem Pawlickim. Nadzieję na sukces brutalnie rozwiały wyścigi XIII oraz XIV przegrane podwójnie. Było to o tyle bolesne, że w biegach tych startował najlepszy z gości, Janusz Kołodziej. Niestety, przegrywał starty, a potem nie był już w stanie wyprzedzić żadnego z rywali. Zanosiło się na jeszcze wyższa porażkę, bo w XV biegu przeciwko Kołodziejowi i mającego już dość ścigania Buczkowskiemu stanęli Pedersen oraz Zengota. Kapitan „Jaskółek” zrobił jednak swoje i wyprzedził groźnych rywali, poprawiając nieco na koniec humory tarnowskim kibicom.
Rewanż w najbliższa niedzielę w Tarnowie i strata 10 punktów jest do odrobienia. Pytanie podstawowe brzmi: w jakiej dyspozycji będą Vaculik i Buczkowski, a przede wszystkim, czy w spotkaniu tym trener Cieślak będzie mógł liczyć na Grega Hancocka.
Rywale też mają swoje problemy. W Lesznie tylko z konieczności wystąpił Przemysław Pawlicki, bo poważniejszej kontuzji doznał Kenneth Bjerre. W każdym bądź razie na Stadionie Miejskim, który zapewne wypełni się do ostatniego miejsca, czekają nas olbrzymie emocje!
FOGO Unia Leszno ‑ Grupa Azoty Unia Tarnów 50:40
Grupa Azoty Unia Tarnów: Martin Vaculik 7+1 (2,1,3,1), Krzysztof Buczkowski 8 (3,3,1,1,0), Artem Łaguta 6 (3,1,0,2), Ernest Koza 0 (‑, 0,‑, 0), Janusz Kołodziej 11 (3, 1,3,1,0,3), Kacper Gomólski 6 (d, 1,0,1,3,1), Mateusz Borowicz 2 (1,1,w)
NCD: Piotr Pawlicki 60, 68,03 w wyścigu VI. Sędziował Piotr Lis z Lublina. Widzów 12.000
Po meczu powiedzieli:
Adam Skórnicki (menedżer Unii Leszno): Chcieliśmy przygotować tor odpowiedni do sytuacji, w której się znaleźliśmy – chodzi o kontuzje naszych zawodników. Nie mieliśmy jednak go do dyspozycji od czwartku, kiedy to w Lesznie mocno padało. Na naszym stadionie był też koncert. Wynik nie jest zły, nie spodziewałem się nawet, że będzie tak dobrze. Niektóre decyzje sędziego na pewno były kontrowersyjne. To dopiero połowa drogi, a druga, kolejne piętnaście ciężkich biegów, czeka nas za tydzień w Tarnowie.
Marek Cieślak (trener Unii Tarnów): Mogę tylko podziękować moim zawodnikom za to, że będąc w tak trudnej sytuacji podjęli rękawicę i walczyli, przez pewien czas nawet prowadząc w meczu. Przegraliśmy. Trudno. Ale teraz jest mecz u nas i półfinał się jeszcze nie skończył.























