Czytelnicy interweniują. Strach przed dzikimi psami

0
dzikie psy
REKLAMA

– Nie wiemy, gdzie szukać pomocy – pisze nasza Czytelniczka. – Sytuacja ma miejsce w Mościcach (Kapro). Kilka lat temu ktoś wyrzucił tam sukę w typie owczarka. Suka się oszczeniła w lesie i później to już poleciało samo… Jej dzieci zaczęły się krzyżować między sobą, kto mógł brał szczeniaki, ale reszta zdziczała. Teraz psy są wielkości owczarków niemieckich, dwa nawet większe. Żyją w lesie koło Zakładów Azotowych, tam mają wykopane nory. Zachowują się jak wilki. Jest świadek, który widział jak polowały na sarnę. W tamtym roku najstarsza suka urodziła chyba z szesnasty miot. Pojechaliśmy i zabraliśmy szczeniaki. Poprosiliśmy znajomego weterynarza, żeby strzelił do niej zastrzykiem usypiającym, ale niestety nie udało się.
O problemie powiadomiono Straż Miejską w Tarnowie i schronisko dla zwierząt. Tym bardziej że bezpańskie czworonogi szybko się rozzuchwaliły. – Wchodzą na tereny pobliskich firm i pracownicy mają powody, żeby się bać. Zaglądają też wieczorami do zajezdni autobusowej, jeszcze nie doszło do nieszczęścia, ale może dojść, a wtedy pewnie psy będą winne, a nie ludzie, którzy nie wypełniają swoich obowiązków. Schronisko ogranicza się do tego, że bierze tym sukom szczeniaki. Czy to jest rozwiązanie? Czytelniczka dodaje, że do grudnia zeszłego roku w pobliżu działała ubojnia, psy przybiegały tam po resztki, które wyrzucali im pracownicy. Teraz dzikie zwierzęta dokarmia tarnowski OTOZ Animal oraz pracownica jednej z miejscowych firm.
Adrian Starzyk, nowy kierownik tarnowskiego schroniska, zna sprawę dobrze. I właśnie podwoił działania. W ubiegłym tygodniu odłowiono dwa psy. – Reagujemy na każde zgłoszenie, interwencje w okolicach ulicy Chemicznej podejmowaliśmy wielokrotnie, jednak odłowienie dziko żyjących psów wcale takie proste nie jest, zwłaszcza że w pobliżu znajduje się las. Teraz udało się nam złapać dwa psy dzień po dniu. Wyłożyliśmy mokrą karmę ze środkiem usypiającym. Takie miejsce uważnie z ukrycia obserwujemy choćby po to, by jedzenia nie wzięło inne zwierzę. Środek też nie zadziała od razu, więc za psem trzeba iść, żeby nie zniknął gdzieś za drzewami. Tym razem akcja zakończyła się sukcesem, pomogli nam pracownicy tamtejszych firm.
Psy, choć otumanione usypiaczem, były agresywne. Jeden to mieszaniec dobermana z rottweilerem, drugi w typie owczarka kaukaskiego. Zostały zaszczepione przeciwko wściekliźnie i chorobom wirusowym, odrobaczone i odpchlone. Teraz będą socjalizowane, być może kiedyś trafią do adopcji, ale nieprędko. – Sytuacja uspokoi się dopiero wtedy, gdy wyłapiemy wszystkie. Te psy są coraz bliżej firm, ulic, ludzi. Czekamy na kolejne zgłoszenia – deklaruje Adrian Starzyk.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze